blog Darka Wołowskiego
RSS
sobota, 23 czerwca 2018

Po 180 minutach mundialu w Rosji stępował do piekieł. Ocalił go czas doliczony. Ale i tak znacznie ważniejszy od Neymara jest póki co dla Brazylii Philippe Coutinho.

Dobiegała końca 91. min, gdy środkowy napastnik Gabriel Jesus źle przyjął piłkę w polu karnym Kostaryki. Źle, ale wyszło mu perfekcyjne podanie do Coutinho. Pomocnik Barcelony zdobył swoją drugą bramkę w tych mistrzostwach. Radość pięciokrotnych mistrzów świata była tak szalona, że ich trener Tite przewrócił się w euforii pędząc z gratulacjami do swoich piłkarzy.

Skromny rywal ze strefy Concacaf, który dzielnie postawił się Brazylii, nie był już w stanie odwrócić losów meczu. W ostatniej doliczonej minucie swoją bramkę dołożył Neymar pakując piłkę do pustej bramki Keylora Navasa po podaniu Douglasa Costy. I tak z dramatu grożącego Brazylii, zrodził się happy end. Neymar mógł poczuć głęboką ulgę, po remisie w pierwszym starciu mistrzostw ze Szwajcarią, frustracja fanów spadła na niego z całą mocą.

Czy to będzie zwrot dla „Canarinhos” i ich kapitana? Czy ten mundial, jak sądzili niektórzy, może być rehabilitacją za traumę sprzed czterech lat?

Po kontuzji w meczu PSG, operacji i rehabilitacji Neymar nie grał w piłkę 99 dni. Kiedy wrócił z marszu strzelił piękne gole w sparingach z Chorwacją i Austrią. Brazylia łatwo je wygrała, wydawało się, że do Rosji przyjeżdża rozpędzona lokomotywa. Tymczasem 180 minut gry na mundialu przeciw przeciętniakom ze Szwajcarii i Kostaryki były dla faworyta drogą przez mękę.

Brazylia grała na biegu jałowym irytując miliony wielbicieli. Jedynym, który nie zawodził był Coutinho. Neymar raczej pajacował, wikłał w dryblingi, kolekcjonował faule, z czego nic nie wynikało dla drużyny. Przeciwnie. Lider jej szkodził. Może męki Neymara skończyłyby się w 79. min, gdy sędzia podyktował karnego po faulu na nim. Obrońca Kostaryki lekko go dotknął w polu karnym, Brazylijczyk padł teatralnie, a Holender Bjoern Kuipers wskazał na jedenastkę. Ale gracze z Kostaryki namówili go, by odwołał się do pomocy VAR-u. I po obejrzeniu powtórki sędzia decyzję zmienił.

Tak czy siak dzięki zwycięstwu z Kostaryką 2:0 lider Brazylii uniknie kolejnej fali krytyki. Choć wcale nie zagrał dobrze, wciąż wyglądał jak egoista myślący bardziej o sobie, niż drużynie. Tracił piłkę, padał, kłócił się z sędzią i prowokował rywali. A po meczu rozpłakał się z emocji. Zwycięstwo na mundialu jest lekiem i alibi na wszystko.

Piłkarze i trenerzy, zwłaszcza ci emblematyczni dla faworytów mistrzostw są skazani na uwielbienie, gdy wygrywają i falę nienawiści, gdy im się noga powinie. Naczelny przykład w Rosji to Argentyna i Leo Messi.

Ale mundial daje też szanse rehabilitacji tym, którzy byli wdeptywani w błoto. Przykład kolumbijskiego trenera Meksyku Juana Carlosa Osorio. Gdy drużyna żegnała się z kibicami na Estadio Azteca przed wylotem do Rosji, fani skandowali, żeby trener się wynosił. Legendarny Hugo Sanchez stwierdził publicznie, że jakiś tam Kolumbijczyk nie powinien rządzić tak wielką drużyną jak meksykańska. W pierwszym meczu na mundialu Osorio poprowadził zespół do zwycięstwa nad broniącymi tytułu Niemczami. I w sobotę, w czasie drugiego spotkania z Koreą Południową dziesiątki tysięcy Meksykanów mają maszerować w centrum stolicy, prosząc Kolumbijczyka o wybaczenie. W całym kraju można kupić obrazki z podobizną Osorio w aureoli świętego. Co się jednak stanie, jeśli Meksyk nie wygra z Koreą?

piątek, 22 czerwca 2018

O włos od klęski w fazie grupowej mundialu w Rosji Argentyna pogrąża się w odmętach chaosu. Całkowicie bezsilny jest już nawet pięciokrotny laureat Złotej Piłki.

49 kontaktów z piłką miał w meczu z Chorwacją Lionel Messi. Najmniej ze wszystkich piłkarzy z pola, mniej niż nieszczęsny bramkarz Willy Caballero. Jak zauważył trener Jorge Sampaoli pastwienie się nad 37-latkiem, który zawalił pierwszego gola, byłoby nieludzkie. Grał zaledwie szósty raz w reprezentacji, debiutował w marcu, po kontuzji Sergio Romero. Sampaoli postawił na niego, skreślił Romero, mimo iż była realna szansa, że bramkarz, który barw narodowych bronił aż 94 razy, wyleczy się tuż przed startem mundialu w Rosji.

Jeśli Sampaoli pomylił się co do bramkarza, to jak ocenić inne jego błędy? Argentyna poległa z Chorwacją 0:3 - takiego upokorzenia w fazie grupowej mistrzostw świata nie doznała od legendarnej porażki 1:6 z Czechosłowacją w Szwecji w 1958 roku.

Cztery lata temu w Brazylii Albicelestes dotarli do finału, ale od tamtej pory rzesze kibiców Argentyny przeżywają nieustanne rozdwojenie jaźni. Jak to możliwe, że mając najlepszego gracza świata, a może nawet w całej historii piłki, drużyna gra tak źle? Dopiero hat-trick Messiego w ostatnim meczu eliminacji dał Argentynie awans na mundial w Rosji.

Po porażce w starciu o złoto z Niemcami na Maracanie odszedł Alejandro Sabella. Gerardo Martino i Eduardo Bauza też sobie nie poradzili. W 2017 roku nastał czas Sampaolego, który w Brazylii prowadził Chile eliminując z mistrzostw broniących tytułu Hiszpanów, a rok później wygrał Copa America pokonując w finale rodaków z Messim na czele.

Argentyna zdaje się mieć ogromny potencjał. Przynajmniej tak wydaje się samym Argentyńczykom. Kun Aguero, Nicolas Otamendi (Manchester City), Gonzalo Higuain, Paulo Dybala (Juventus), do tego charyzmatyczny Javier Mascherano - nie da się twierdzić, że wszystko zaczyna się i kończy na Messim. Miliony fanów od dekady dręczy banalne z pozoru pytanie dlaczego Leo w Barcelonie jest innym piłkarzem niż w drużynie narodowej?

Jedni winią Messiego, inni jego kolegów, jeszcze inni selekcjonerów. Załamany Sampaoli przyznał, że jego koncepcja rozpadła się na Chorwatach jak domek z kart. Dodał, że piłkarze jej w ogóle nie zrozumieli. - Sampaoli może mówić co chce - burknął na to Aguero, co zdaniem komentatorów świadczy o fatalnej atmosferze w zespole. Jaka może być w takiej sytuacji? Kibice w Argentynie na czele z Diego Maradoną reagują skrajnie: od uwielbienia do nienawiści jeden krok, stąd histeria i marazm po tym co wydarzyło się w Niżnym Nowogrodzie.

W 2015 roku w półfinałach Copa America wszystkie zespoły prowadzili trenerzy z Argentyny. W Rosji jest ich pięciu: poza Sampaolim, Gareca (Peru), Pekerman (Kolumbia), Hector Cuper (Egipt) i Pizzi (Arabia Saudyjska). Trudno twierdzić, że argentyńska myśl szkoleniowa jest na dnie.

Każdy kolejny selekcjoner Albicelestes zaczyna pracę od pielgrzymki do Barcelony. Każdy zapewnia Messiego, że będzie w jego drużynie punktem odniesienia. Jaki plan na Chorwację miał Sampaoli? - My robiliśmy wszystko, by piłka jak najczęściej trafiała do Messiego, natomiast Chorwaci robili co w ich mocy, żeby jak najrzadziej. Tę teorię potwierdził lider Chorwatów Luka Modric, który powiedział, że Messi jest wspaniały, ale w piłce nikt nie wygrywa meczów sam.

Bez względu na ocenę drużyny Sampaolego i jej lidera, bez względu na to jak kibice rozdzielą winy za porażkę w Rosji, i Sampaoli i Messi będą jej symbolem. Jeszcze nigdy w karierze geniusz z Rosario nie był w tak głębokim cieniu Cristiano Ronaldo.

czwartek, 21 czerwca 2018

- To będzie walka na śmierć i życie - mówi o niedzielnym meczu z Polakami kapitan Kolumbijczyków Radamel Falcao. Zespół Jose Pekermana zszokował rodaków porażką z Japonią, ale ma mocniejsze alibi niż drużyna Adama Nawałki.

Świat Pekermna wywrócił się po zaledwie 180 sekundach. Cztery lata drobiazgowych przygotowań do mistrzostw świata i cały wysiłek zawisł na włosku. Pomocnik Carlos Sanchez, pseudonim „skała” wyleciał z boiska po zagraniu piłki ręką w polu karnym. To była pierwsza czerwona kartka na turnieju w Rosji i druga na liście najszybciej pokazanych w historii mundiali. Do tego strata gola z karnego - początek meczu z Japonią był nieoczekiwaną traumą dla Kolumbii.

Przeglądając kolumbijską prasę dzień po porażce 1:2 można jednak wyczuć pewną ambiwalencję. Drużyna narodowa głęboko rozczarowała miliony rodaków, ale stoczyła heroiczną walkę z rywalem grającym w przewadze. Potrafiła wyrównać, remis utrzymała do 72. min. W dodatku jej lider James Rodriguez wszedł dopiero na pół godziny przed końcem, bo nie był w stu procentach zdrowy.

Falstart Kolumbii na rosyjskim mundialu wziął się w jakimś stopniu z nieoczekiwanego zbiegu okoliczności. Po bolesnej lekcji, drużyna ma rzucić wszystkie siły na Polaków. „Skoro Polska przegrała z Senegalem, a Kolumbia z Japonią, to znaczy, że w grupie H możliwe jest wszystko” - komentuje kolumbijski „El Pais”. I podaje pięć warunków jakie muszą spełnić piłkarze Pekermana, by przetrwać w Rosji. „Bo po niedzielnym meczu jedna z tych drużyn zostanie skazana na powrót do domu” - komentuje „El Pais”.

Pięć warunków? Pierwszy to oczyścić głowy po klęsce z Japonią. Drugi dotyczy samego selekcjonera, który musi skorygować pomyłki personalne. Prasa zarzuca mu ryzykowne zmiany w podstawowym składzie i złe korekty w czasie gry. Wpuszczał na boisko graczy ofensywnych, drugiego środkowego napastnika Carlosa Bakkę, zamiast skromnie bronić remisu. Kolumbijczycy czuli się o tyle lepsi od Japończyków, że zgrzeszyli pychą. Pychy w niedzielę na nie być. Sprawy w swoje ręce muszą wziąć liderzy: Radamel Falcao i James Rodriguez, by pociągnąć mniej doświadczonych jak Dávinson Sánchez, Johan Mojica, Jefferson Lerma, Wílmar Barrios (zastąpi ukaranego za czerwoną kartkę Sancheza) i José Heriberto do zwycięstwa nad Polakami.

32-letni Falcao zadebiutował w mistrzostwach świata z czteroletnim opóźnieniem. Miał być gwiazdą mundialu w Brazylii, ale przeszkodziło zerwanie więzadeł krzyżowych w kolanie. W dzienniku „El Tiempo” opowiadał o swoich doznaniach w starciu z Japonią. Z jednej strony czuł podniosłość chwili, bo cieszył się mundialem od pierwszego dnia, gdy przybył do Rosji. Z drugiej pierwszy mecz był wielkim rozczarowaniem. Ale Falcao o powrocie do kraju nawet nie myśli. Dla niego to zapewne pierwsza i ostatnia mundialowa szansa, więc chce z niej wycisnąć maksimum. - Z Polakami podejmiemy bój na śmierć i życie - deklaruje.

W kadrze Kolumbii drzemie spory potencjał. Dziennik „El Espectador” podkreśla, że na Polaków można puścić do boju stopera Barcelony Yerry’ego Minę, napastnika Sevilli Luisa Muriela, czy pomocnika Mateusa Uribe, którzy mecz z Japonią oglądali z ławki. Zdaniem „El Espectador” potężny Mina to idealny kandydat do powstrzymania Roberta Lewandowskiego.

Media zwracają uwagę, że obrona Kolumbii pokpiła sprawę z Japończykami i być może powinien do niej wrócić weteran Cristian Zapata z Milanu, który był podstawowym graczem cztery lata temu w Brazylii i zawsze się w kadrze sprawdzał. Tymczasem liderem defensywy w starciu z Japonią został stoper Tottenhamu 22-letni Davinson Sanchez i ta misja go przerosła.

Polaków i Kolumbijczyków łączy jeszcze jedno poza falstartem mistrzostw. Piłkarze rozbudzili w obu krajach apetyty na poprzednich wielkich turniejach. Drużyna Pekermana była rewelacją w Brazylii (tam pokonała Japonię 4:1), po czym zatrzymała się w ćwierćfinale, co było najlepszym wynikiem w jej historii. Zespół Nawałki dotarł do ćwierćfinału Euro 2016 we Francji. W Rosji jedni i drudzy mocno liczyli na kolejny krok do przodu. Na starcie czekał jednak kubeł zimnej wody.

wtorek, 19 czerwca 2018

Wróciły koszmary mistrzostw z 2002 roku w Korei i z 2006 w Niemczech. Polska przegrała pierwszy mecz na mundialu w Rosji z Senegalem (1:2) i za cztery dni zagra z Kolumbią o przetrwanie w turnieju.

Oba gole stracone przez drużynę Adama Nawałki były piłkarską wersją komedii omyłek. Najpierw niecelny strzał, przeciął obrońca Thiago Cionek i wpakował piłkę do bramki Szczęsnego. Gdy polscy piłkarze z mozołem biedzili się nad doprowadzeniem do wyrównania, Grzegorz Krychowiak kopnął do tyłu, Jan Bednarek przysnął, a desperacki wybieg Szczęsnego nie mógł zmienić tego, co nieuniknione. Rywalom pomógł zbieg okoliczności, sędzia wpuścił Nianga zza linii bocznej, gdy miał najbliżej do piłki. Polacy byli zaskoczeni, gdy wybiegł im zza pleców.

Ale piłkarze Nawałki sprawiali wrażenie zaskoczonych wszystkim.

Kuriozum? Błędy, kiksy, nieporozumienia przy golach były tylko kulminacją fatalnej postawy drużyny. Drużyny, która wyszła na boisko sparaliżowana presją. Zmęczona, bez wiary, wolno poruszająca nogami i głowami. Uchodzący za gladiatora Łukasz Piszczek przegrywał każde fizyczne starcie z Senegalczykami. Kuba Błaszczykowski uległ kontuzji i wytrwał do przerwy. Każdy czarny scenariusz na ten mecz, spełniał się na jawie.

Nawałka ustawił zespół skrajnie optymistycznie. Tylko jeden defensywny pomocnik Grzegorz Krychowiak i dwóch napastników. Robert Lewandowski dostał wsparcie w Arkadiuszu Miliku. Wsparcie czysto teoretyczne, bo Milik głównie tracił piłki, współpraca z kapitanem nie istniała.

I tak można pisać o wszystkich. Kamil Grosicki gdzieś schował się na boisku tak dokładnie, że piłka i partnerzy z zespołu odnaleźli go w 86. minucie. Na otarcie łez miał asystę przy golu Krychowiaka.

Po meczu prezes Zbigniew Boniek powiedział, że trzeba zachować optymizm. raczej urzędowy, bo bardziej niż porażka z Senegalem, szokująca jest dyspozycja zespołu. Grając tak samo z Kolumbią w meczu o wszystko za cztery dni, drużyna Nawałki szanse ma iluzoryczne. Kolumbijczycy też przegrali na starcie, w ten sposób hierarchia w grupie przewróciła się do góry nogami. Na dnie tabeli są faworyci do awansu.

Nawałka ma cztery dni, żeby poprawić wszystko. Za dużo, by zachowując przytomność, wierzyć w powodzenie misji. Na inaugurację mundialu 2002 Polacy przegrali z Koreą 0:2, cztery lata później powtórzyli ten wynik z Ekwadorem. Mecz z Senegalem wpisuje się więc w całość. Nielogiczną. Bo też Nawałka z drużyną dobrze wypadł na Euro 2016, na tym opieraliśmy nadzieję, którą Senegalczycy rozbili w proch i pył.

To jeszcze nie koniec świata? Zapewne. Trzeba walczyć do końca. Oby się okazało, że najgorsze co się miało przytrafić drużynie Nawałki w Rosji, już się przytrafiło. Przy okazji. Senegal jest pierwszym afrykańskim zespołem, który na tym mundialu wygrał mecz, a Polacy drugim europejskim, który przegrał. Po Niemcach. Obrońcy tytułu mistrzów świata mają jednak znacznie więcej argumentów, by przetrwać w Rosji.

Na mundialu nie było polskich piłkarzy 12 lat, ale naprawdę rozwód z czołówką trwa znacznie dłużej. Dziś w meczu z Senegalem pierwszy krok do powrotu?

W 1998 roku w Bangladeszu trzy razy wybuchały zamieszki wywołane przerwami w dostawie prądu. Do elektrowni w Tenkafie wdzierało się kilkaset osób uzbrojonych w noże, kamienie i łomy. Wzburzony tłum protestował, bo nie mógł śledzić transmisji z mistrzostw świata we Francji. Reprezentacja Bangladeszu w nich nie grała, na mundial nie przebiła się nigdy. Bzik na punkcie futbolu jest jednak uniwersalny.

Polacy na marginesie największej piłkarskiej imprezy byli 12 lat. Nasza reprezentacja przegrała kwalifikacje do mistrzostw w RPA i Brazylii. Ale tak naprawdę polskich piłkarzy nie było w elicie znacznie dłużej. Udział w mistrzostwach w Korei w 2002 roku i cztery lata później w Niemczech przeradzał się w zbiorową narodową frustrację. Po meczu kluczowym, a potem ostatniej szansy, pozostawała już tylko gra o honor. Bez szans na cokolwiek. Nie przywykli do tego zwłaszcza starsi rodacy pielęgnujący romantyczne medalowe wspomnienia z mistrzostw 1974 i 1982 roku.

Dziś znów mamy oczekiwania, ale i stojące za nimi argumenty. Na mistrzostwach Europy we Francji 24 miesiące temu selekcjoner Adam Nawałka udowodnił, że Polak potrafi. Porażka po rzutach karnych w ćwierćfinale z późniejszymi mistrzami z Portugalii pozostawiła wiele sportowej złości w sercach polskich piłkarzy. Może posłuży jako paliwo na dłuży pobyt w Rosji?

Polacy powtarzają pytanie, czy Nawałka może zostać współczesnym Kazimierzem Górskim, lub Antonim Piechniczkiem? Ambicje trzeba mieć, ale i świadomość, że misja jest ekstremalnie trudna. W grupie Senegal, Kolumbia i Japonia zgotują polskim piłkarzom 270 minut morderczej walki. Czy w nawiązaniu do legendarnej piosenki Bohdana Łazuki w uliczkę Moskwy, Kazania i Wołgogradu wyskoczy Lewandowski, a na stadionie będzie słychać „brawo Polonia, brawo ten pan”? Pamiętamy te emocje.

Zachowajmy marzenia, ale i przytomność umysłu. „A czy szampana, czy nerwosol pić będziemy, okaże się”.

poniedziałek, 18 czerwca 2018

Porażka Niemców, remisy Brazylii, Argentyny, Hiszpanii, a nawet szczęśliwe zwycięstwo Francuzów po samobójczym golu rywala z Australii. Czy czeka nas w Rosji mundial, jakiego jeszcze nie grali?

„Piłkarz wulgarny”, „egoista szkodzący drużynie” - takie epitety spadły na Neymara w mediach po debiucie Brazylii. Najdroższy piłkarz świata był 10 razy faulowany przez Szwajcarów, ale swoim irytującym uporem w jałowych dryblingach przy linii bocznej doprowadził rodaków do pasji. Pięciokrotni mistrzowie świata zszokowali miliony kibiców. Przecież w meczach towarzyskich przed mundialem roznosili rywali jednego po drugim. Wracający po kontuzji Neymar wbijał gole Chorwatom i Austriakom. - Robi różnicę, bo to jeden z najlepszych piłkarzy świata - oceniał Luka Modric. Po klęsce sprzed czterech lat defensywnej drużyny Luiza Felipe Scolariego Brazylia zdawała się odnajdować drogę do korzeni. Futbolu wyrafinowanego, oszałamiającego kunsztem Neymara, Philippe’a Coutinho, Gabriera Jesusa, Williana, przy wsparciu urodzonego żonglera - lewego obrońcy Realu Madryt Marcelo. Suma geniuszu wyjątkowa, a jednak sumienni, odpowiedzialni, waleczni i dobrze zorganizowani Szwajcarzy znaleźli klucz do sejfu z brazylijskim skarbem.

W swoim pierwszym meczu w Rosji Brazylijczycy zgrzeszyli pychą. Uznali się za zwycięzców po fenomenalnym strzale Coutinho. Dopóki piłkarz Barcelony miał siłę, faworyt kontrolował wydarzenia, ale od 49. minuty i wyrównującej bramki Zubera w grze drużyny, która do Rosji przyjechała po ocalenie własnej legendy, nie było ani pomysłu, ani nawet entuzjazmu. Neymar pakował się z piłką między trzech rywali, po czym padał podcięty i domagał się żółtych kartek. W ten sposób drużyna, która rozbudziła nadzieje rodaków, pokazała w premierze na mundialu stare grzechy i ograniczenia.

Przed mistrzostwami słynny argentyński trener Cesar Luis Menotti wieszczył, że to będzie turniej Neymara. Żadna z potęg światowej piłki nie miała więcej powodów, by w Rosji bić się o swoją reputację. Mundial w ojczyźnie „Canarinhos” zakończyli dwoma traumatycznymi porażkami z bilansem bramkowym 1:10. Po raz pierwszy w historii zdarza się więc, że Brazylia nie potrafi wygrać na mundialu trzech kolejnych meczów.

Felietonista dziennika „El Pais” ironizuje, że rola Leo Messiego w reprezentacji Argentyny jest podobna do lampki oświetlającej w ciemności drogę ociemniałego. Trener Jorge Sampaoli doprowadził do skrajności teorię, że geniusz z Barcelony powinien być w kadrze alfą i omegą. 10 graczy z Argentyny patrzy biernie, co robi pięciokrotny laureat Złotej Piłki, a gra wicemistrzów świata jest skrajnie przewidywalna. Silni, ambitni, zdyscyplinowani Islandczycy połapali się w tym natychmiast, przez 90 minut dali się zaskoczyć raz (gol Aguero), na co szybko odpowiedzieli, bo obrona Argentyny jest rachityczna i dziurawa. Cztery lata temu, gdy Albicelestes dotarli do finału mundialu, ich najlepszym zawodnikiem był Angel di Maria korzystający z przestrzeni stworzonej mu przez Messiego. Teraz wokół gwiazdy Barcy pęta się 10 ludzi niewiedzących, co ze sobą począć. Argentyna jest całkowitym przeciwieństwem Portugalii, którą Cristiano Ronaldo wynosi na wyższy poziom.

Najbardziej wstrząsnęła nami porażka Niemców. Tych niezwyciężonych, potrafiących wyciskać maksimum efektu ze swojej gry. Paradoksalnie ich pierwszy mecz w Rosji nie był koszmarem. Pierwsza połowa była fenomenalna, najlepsza w turnieju. Wielki, narodowy entuzjazm poniósł drużynę Meksyku, która zagrała na maksimum możliwości. Upokarzani przez Niemców (mundiale 1986 i 1998) piłkarze meksykańscy wzięli rewanż hurtem, a grająca zbyt jednostajnie drużyna Joachima Loewa wykorzystała w 90 minut margines błędu na cały turniej.

Hiszpanie, którzy 48 godzin przed swoim pierwszym meczem w Rosji zmienili selekcjonera, przystąpili do gry z sąsiadami z Portugalii podszyci lękiem. Jak drużyna gwiazd zniosła zawieruchę, czy tradycyjny podział między piłkarzami Barcy i Realu nie cofnie La Roja o dekadę, czyli mówiąc językiem hiszpańskiej piłki, w wieki ciemne? Drużyna wypadła dobrze, dwa razy przegrywała, ale odwróciła losy meczu. Zwycięstwa nie utrzymała, bo trafiła na największy wzlot Cristiano Ronaldo w historii mundiali. Starcie pokazało siłę i magię mistrzostw świata, przed meczem Hiszpanie uważali, że ich bramki strzeże najlepszy specjalista na świecie, po kiksie Davida de Gei przy drugim golu CR7 dumają, czy nie należy go z miejsca wymienić.

Jedynym wygranym wśród wielkich może czuć się Didier Deschamps. Francja zagrała słabo przeciw Australii, ale samobójczy gol dał jej zwycięstwo. Trzy punkty na starcie zapewnią gwiazdorom francuskim komfort, jakiego nie mają inni faworyci. Niemcy, Brazylia czy Argentyna zaczynają w Rosji bój o przetrwanie.

Pytanie, czy kłopoty potęg to kwestia przejściowa? Zbieg okoliczności? Czy jednak zwiastun mundialu pełnego sensacji? Dobre wyniki nakręcają maluczkich, przykład Meksyku, Islandii, Szwajcarii jest zaraźliwy. Raz na cztery lata gracze z drugiego planu mają okazję rzucić się do gardła przemęczonym i znużonym gwiazdom. I coraz śmielej korzystają z okazji.

niedziela, 17 czerwca 2018

Nie znam zespołu bardziej osobliwego niż Meksyk, tym bardziej szokująca jest odwaga z jaką zagrał z Niemcami o zwycięstwo.

„Mecz z mistrzami świata na początek spada nam z nieba, bo da odpowiedź z jakiej materii jesteśmy zbudowani” - powiedział były meksykański piłkarz i trener Javier Aguirre. Pytanie o materię jest w przypadku Meksyku najzupełniej uzasadnione. Nie ma na świecie drużyny, która zbudowana byłaby z bardziej kosmicznej. Na sześciu kolejnych mundialach Meksyk zatrzymywał się dokładnie w 1/8 finału. Cztery lata temu była szansa na przełamanie, do 88. minuty meczu z Holandią Meksykanie prowadzili 1:0, by jeszcze przegrać po golu Huntelaara z rzutu karnego. Karnego, który nie miał prawa zostać podyktowany, gdyby już w Brazylii sędziowie używali VAR-u.

Ale taka jest wizja świata większości Meksykanów. Na nieszczęścia się ciężko pracuje, a jeśli nawet nie, same na człowieka spadają. Katastrofistami byli już Aztekowie, na gruzach ich imperium „powstała rasa metyska, która jest dzisiejszym Meksykiem” - jak głosi napis pod pomnikiem ostatniego azteckiego władcy Cuauhtemoca na placu Trzech Kultur w Ciudad de Mexico.

Nęka Meksykanów jakiś rodzaj niewiary we własne siły. W piłce przejawia się on w nieszczęsnej 1/8 finału mistrzostw świata. W 1998 roku we Francji prowadzili z Niemcami 1:0, ale stracili dwie bramki, przegrali i odpadli. Ich zdumiewająca seria zaczęła się cztery lata wcześniej od pojedynku z Bułgarami. Przegrali go po dogrywce i rzutach karnych.

Czy Meksyk ma mocną drużynę, czy słabszą, zawsze kończy mundial tak samo. Notoryczny brak wiary w swoją szczęśliwą gwiazdę wywodzi się z izolacji spowodowanej grą w egzotycznej strefie Concacaf? Być może. Ale cztery lata temu Kostaryka była w ćwierćfinale mistrzostw w Brazylii. A przecież jest to drużyna o teoretycznie znacznie niższym potencjale niż Meksyk.

Przed meczem inaugurującym mundial w Rosji z Niemcami Meksykanie powtarzali, że trzeba się odważyć. - Pokażcie co umiecie, o wynik będę martwił się ja. Nie macie nic do przegrania - powiedział selekcjoner Meksyku Juan Carlos Osorio. Udało się. Meksykanie wygrali z Niemcami, a przede wszystkim własną obawą. To wielkie zwycięstwo przybliża ich do 1/8 finału. No i? Co wtedy będzie, gdy w 88. minucie walki o ćwierćfinał Meksykanie będą prowadzili 1:0?

Jak to się skończy? Jaki wniosek na temat materii tej drużyny będzie mógł wysnuć Javier Aguirre? I my wszyscy razem ze stumilionym krajem tak egzotycznym i pięknym?

sobota, 16 czerwca 2018

Dziś na stadionie Spartaka Moskwa w meczu Argentyna - Islandia polski sędzia debiutuje na mundialu, a argentyńskie media martwią się, że Leo Messi nie będzie pod odpowiednią ochroną.

- Malując Messiego, chciałem oddać hołd jednej z legend mojego pokolenia - powiedział Sergiej Jerofiejew. 29-letni rosyjski artysta uliczny stworzył monumentalny mural z podobizną pięciokrotnego laureata Złotej Piłki na budynku przy ulicy Sowieckiej w centrum Bronnic. Obok wiekowej katedry Archanioła Michała, mural natychmiast stał się jedną z atrakcji turystycznych 20-tysięcznego miasteczka oddalonego o 55 km na południowy wschód od Moskwy, gdzie od soboty stacjonuje reprezentacja Argentyny.

Ale jak podaje argentyński dziennik „El Clarin” piłkarzom Jorge Sampaolego nie było do śmiechu. Rosja przywitała ich wilgotnym, chłodnym klimatem, a przecież ostatni etap przygotowań do mistrzostw spędzili w gorącej Barcelonie. Messi był tam u siebie w domu. Podczas jednego z wywiadów stwierdził nawet, że aby wygrać Ligę Mistrzów w przyszłym sezonie, Barca będzie potrzebowała takiego piłkarza jak Antoine Griezmann. Tymczasem we wtorek wieczorem już po meczu otwarcia mundialu Rosja - Arabia Saudyjska (5:0) okazało się, że Francuz zmienił plany i zostaje jednak w Atletico Madryt.

Selekcjoner Sampaoli robi co może by zapewnić maksymalny komfort Messiemu. Nie ma drugiej drużyny na mundialu, której szanse w tak wielkim stopniu zależałyby od jednego piłkarza. W Argentynie wiara w bohatera jednostkowego to tradycja. Kiedy zdobywała światowy szczyt w 1978 roku eksplodowała gwiazda Mario Kempesa. Osiem lat później w Meksyku świat padł do stóp Diego Maradony, w ojczyźnie powołano jego kościół liczący około 40 tys wyznawców.

Naturalnym spadkobiercą Diego jest Leo Messi, którego relacje z drużyną narodową naznaczone są traumą czterech porażek w finałach wielkich turniejów (trzy razy Copa America 2007, 2015 i 2016) oraz mundialu w Brazylii.

Dwa lata temu po przegranej na karne z Chile w meczu o złoto mistrzostw Ameryki Leo nie mógł zapanować nad frustracją. Ze łzami w oczach powiedział: „Dla mnie to wszystko już się skończyło”.

Ale miliony kibiców Albicelestes przekonały go, by nie zostawiał drużyny narodowej. Wrócił. Zdobył dla niej przecież do dziś aż 64 gole (o 30 więcej od Maradony) i zaliczył 38 asyst. To są kosmiczne liczny, pytanie czy w Rosji Leo będzie miał wystarczające wsparcie w drużynie? Jego hat-trick w ostatnim meczu eliminacji uratował dla Argentyny awans do mundial. Jeśli 31-letni gwiazdor Barcy ma dać tytuł rodakom, to kiedy jak nie w Rosji?

Z listy kandydatów do mistrzostwa świata, na której są Niemcy, Brazylia, Francja, Hiszpania i Argentyna, ta ostatnia to największa niewiadoma. W marcu bez kontuzjowanego Messiego poległa w sparingu z Hiszpanami 1:6. Hiszpańskie gazety pisały, że takiego bałaganu jaki panował podczas przygotowań Albicelestes do mundialu, w ośrodku treningowym w Barcelonie nigdy nie widziano. Czy z chaosu wyłoni się drużyna na miarę pierwszego złota dla Argentyny od 23 lat? W 1993 roku wygrała Copa America i od tamtej pory nic. Bukmacherzy płacą za tytuł dla Albicelestes w Rosji 1 do 10, ale „Clarin” ocenia, że musiałby zdarzyć się cud. Półfinał to jednak plan minimum.

Ten sam dziennik uważa wyjście z grupy za pewnik. „Tylko Chorwacja jest dla nas rywalem groźnym, jesteśmy poza zasięgiem dla Islandii i Nigerii” - napisał „El Clarin”. Tak samo myśleli o Islandczykach Anglicy podczas Euro 2016 i dlatego skończyli je już w 1/8 finału. Kadra Islandii pokazała charakter, serce do gry, ale także wysoki stopień organizacji i wyszkolenia. Argentyńczyków czeka dziś w Moskwie poważny test, to byłaby samobójcze działanie, gdyby zlekceważyli rywala.

„El Clarin” poświęcił spory tekst polskiemu sędziemu Szymonowi Marciniakowi przypominając, że to wyjątkowo pechowy arbiter dla Messiego. Sędziował Barcelonie w Lidze Mistrzów przegrane mecze z PSG w Paryżu (0:4) i Juventusem (0:3) w Turynie w edycji 2016-2017. Przypomnieli błędy Polaka, jak nie podyktowany karny w starciu Juvestusu z Tottenhamem pół roku temu. Gazeta argentyńska ocenia, że 36-latek nie lubi karać piłkarzy sugerując, że Messi nie będzie dziś pod szczególną ochroną.

środa, 13 czerwca 2018

Zmiana selekcjonera na 48 godzin przed pierwszym meczem mundialu to ewenement w skali światowej. Dokonali tego Hiszpanie uchodzący za jednego z faworytów do złota w Rosji.

Kiedy we wtorkowe popołudnie Real Madryt oficjalnie ogłosił, że selekcjoner La Roja 51-letni Bask Julen Lopetegui po zakończeniu mistrzostw świata w Rosji będzie następcą Zinedine’a Zidane’a, hiszpańskie media były w szoku. Przypomniano, że 22 maja Lopetegui przedłużył kontrakt z federacją do Euro 2020. To było zaledwie pięć dni po tym jak Luis Rubiales stanął na czele hiszpańskiego związku. Pierwszą decyzją nowego prezesa było zapewnienie ciągłości pracy drużyny narodowej i swoiste wotum zaufania dla Lopeteguiego.

Ale sytuacja zmieniła się, gdy pięć dni po finale Ligi Mistrzów w Kijowie Zidane ogłosił, że opuszcza Real. Wybuchły spekulacje kto by mógł zostać następcą Francuza, padało sporo nazwisk, nawet Fernando Hierro, dyrektora sportowego hiszpańskiej federacji.

Dziś Lopetegui jest już w Madrycie, a Hierro prowadzi osieroconą reprezentację kraju. W piątek on usiądzie na ławce zespołu, który rozpocznie mundial w Rosji hitowym meczem z Portugalią. Jak to całe zamieszanie wpłynie na piłkarzy La Roja?

„Jesteśmy drużyną, reprezentujemy barwy, herb i kraj. Dla Was i za Was. Wczoraj, dziś i jutro: razem” - napisał w środę na Twitterze kapitan Sergio Ramos.

Hierro mówił, że to był bardzo trudny dzień dla wszystkich, ale gdyby nie wierzył w sukces zespołu w Rosji, nie podjąłby się tej pracy.

Jeszcze we wtorek wydawało się, że to co zrobił Real jest zwykłą niezręcznością. Można było ogłosić komunikat o zatrudnieniu Lopeteguiego kilka tygodni później. W mediach hiszpańskich podano, że królewski klub zapłaci federacji odszkodowanie 2 mln euro za zerwanie kontraktu przez selekcjonera. I sprawa zostanie załatwiona polubownie. Ale kilka godzin później okazało się to niemożliwe. Prezes Rubiales ogłosił, że Lopetegui prowadził negocjacje z Realem bez jego wiedzy. W związku z tym postanowił zwolnić szkoleniowca. - Wiem, że spotka mnie za to wasza krytyka i jestem na to gotowy. Staję jednak w obronie koszulki reprezentacyjnej i barw narodowych - powiedział do dziennikarzy na specjalnie zwołanej w środę konferencji prasowej.

Media podają, że we wtorek wieczorem prezes konsultował się z piłkarzami kadry. Według przecieków gracze Realu na czele z kapitanem Sergio Ramosem byli za tym, by Lopetegui poprowadził ich w Rosji. Ale inni uznali, że selekcjoner złamał słowo. Wmawiał drużynie od miesięcy, że nie ma dla niej nic ważniejszego niż mundial w Rosji, a sam zadbał o własną przyszłość w Madrycie.

Rubiales mówił, że Lopetegui to świetny trener, że rozumie, iż propozycja z Realu jest dla każdego szkoleniowca gratką. - Ale forma postępowania jest ważna - przekonywał. Czy dla tej formy, lub swojej urażonej ambicji, powinien dokonywać rewolucji na 48 godzin przed pierwszym meczem mundialu?

Prasę hiszpańską obiegły konwulsyjne komentarze. „Na dwa dni przed startem mundialu w Rosji selekcjoner Hiszpanii podłożył bombę we własnej szatni” - napisał „El Pais”. „Real źle, Lopetegui jeszcze gorzej” - obwieścił komentator największego hiszpańskiego dziennika. Wtórowały mu nawet życzliwe królewskiemu klubowi madryckie gazety sportowe „Marca” i „As”. Wszyscy uważali, że ogłoszenie odejścia selekcjonera tuż przed pierwszym meczem mundialu w Rosji pachnie skandalem. Media spekulowały, o czym myślałby Lopetegui w czasie mistrzostw: walce o Puchar Świata czy przyszłości Ronaldo, Bale’a i transferach planowanych przez Real tego lata?

Jeszcze we wtorek, przed dymisją Lopeteguiego kamery jednej ze stacji telewizyjnych uchwyciły kłótnię między selekcjonerem, a Fernando Hierro. Rozmawiali w Krasnodarze, gdzie kadra Hiszpanii szykuje się do mistrzostw. Środowy trening drużyny przełożono z rana na popołudnie. Rano z dziennikarzami spotkał się Rubiales, po nim w ogniu pytań miał stanąć Lopetegui, ale wsiadł w samolot i wrócił do Hiszpanii. Trening poprowadził Hierro. I odbył pierwszą konferencję prasową. - Julen pracował wspaniale, ja niczego w drużynie nie zmienię. Przed starciem z Portugalią wykonam tylko to co on miał w planach. Byłem na każdym treningu tej drużyny. Znam plan pracy i każdego z piłkarzy. Dla mnie liczy się Portugalia, dalej w przyszłość nie wybiegam. Nie pytajcie nawet, czy myślę o tym, co będzie po mistrzostwach. Stoimy w Rosji przed wielką szansę i zrobimy wszystko, by ją wykorzystać. Taki jest futbol, bywa, że naszym losem rządzą wydarzenia od nas niezależne - powiedział.

- Czy chciałby pan być Zidane’m La Roja - spytał jeden z dziennikarzy. - Bardzo - odpowiedział Hierro.

Lopetegui objął kadrę Hiszpanii po Euro 2016. Wygrał z nią kwalifikacje mundialu w Rosji, zespół nie przegrał 20 kolejnych spotkań. W sparingu z Argentyną w końcu marca La Roja zwyciężyła aż 6:1. W Rosji była wymieniana w gronie faworytów do złota.

Fernando Hierro to jako piłkarz jedna ze sztandarowych postaci Realu Madryt. Trafił do niego latem 1989 roku za rekordowe 135 milionów peset. W królewskim klubie grał do 2003 roku, czyli 14 lat, rozegrał w nim 579 meczów, zdobył 124 gole. Pięć razy był mistrzem Hiszpanii, trzy razy wygrał Ligę Mistrzów i dwa razy klubowe mistrzostwo świata. Został kapitanem drużyny od 2001 roku. Odszedł jako jeden z kozłów ofiarnych obok trenera Vicente del Bosque, gdy galaktyczna drużyna z Luisem Figo, Zinedine’m Zidane’m i Ronaldo zaczęła przeżywać pierwsze kłopoty. Potem się one tylko nasiliły.

Z reprezentacją Hiszpanii Hierro był na czterech mundialach: 1990-2002, zagrał 12 spotkań, zdobył 5 goli. W sumie w 89 meczach dla La Roja strzelił aż 30 goli, bardzo dużo jak na pomocnika przekwalifikowanego z czasem na środkowego obrońcę.

Słynął z twardego charakteru na boisku. Ale jako trener właściwie nie ma doświadczenia. Pracował rok jako asystent Carlo Ancelottiego w Realu, ale latem 2015 roku, gdy Włoch został zwolniony, odszedł razem z nim. Zaledwie sezon prowadził drugoligowy Real Oviedo, ale po zajęciu ósmego miejsca, nie przedłużono z nim kontraktu. W federacji hiszpańskiej pracował tylko jako dyrektor sportowy. La Roja ma więc trenera bez jakiegokolwiek sukcesu.

W piątek zadebiutuje on na mundialu, a rywalem będzie Portugalia z Cristiano Ronaldo. - Zmiany w kadrze zostaną zredukowane do minimum - powiedział Rubiales. Hierro zagra tak jak miał grać Lopetegui. Tylko czy piłkarze go nie zawiodą?

piątek, 08 czerwca 2018

Tydzień temu 50-milionowym krajem wstrząsnęło zabójstwo 24-letniego Alejandro Penarandy. To czternasty piłkarz zamordowany w Kolumbii w ostatnim ćwierćwieczu.

W poprzedni piątek imprezę w swoim domu w Cali zorganizował Cristian Borja, były zawodnik II-ligowej Cortului, obecnie grający w meksykańskiej Toluce. Wśród gości było kilku innych piłkarzy, w tym Alejandro Penaranda, wychowanek Atletico Nacional, który do 2016 roku grał w America de Cali, by trafić do Cortului jako zawodnik wypożyczony. W pewnej chwili przed domem pojawił się nieznajomy mężczyzna wypytujący o jakąś kobietę, w końcu przeskoczył ogrodzenie i zaczął strzelać. Penaranda zmarł w szpitalu, Borja został niegroźnie postrzelony.

We wrześniu 2017 roku na boisku piłkarskim w Jamundi zamordowano Jaira Abonię byłego piłkarza Millonarios, Cucuta Deportivo i Once Caldas. Czarna lista zaczyna się jednak od morderstwa z lutego 1993 roku, gdy Omar Canas, jedna z gwiazd młodzieżowej reprezentacji Kolumbii na mistrzostwach Ameryki Płd do lat 20 w Argentynie, został zastrzelony razem z trzema innymi osobami - w tym bratem szefa oddziału płatnych morderców.

Największe poruszenie na świecie wywołało jednak zabójstwo Andresa Escobara, piłkarza Atletico Nacional Medellin, z którym w 1989 roku zdobył Copa Libertadores. Escobar został powołany przez legendarnego trenera Francisco Maturanę na mundial w USA w 1994 roku. Rok wcześniej Kolumbia odniosła największe zwycięstwo w swojej historii. Na Estadio Monumental w Buenos Aires wobec 73 tys kibiców pobiła Agentynę 5:0. W tamtej drużynie Albicelestes grali Diego Simeone, Fernando Redondo i Gabriel Batistuta. Kolumbia jechała do Stanów Zjednoczonych w roli faworyta, ale przepadła w grupie, a Escobar wbił bramkę samobójczą w spotkaniu z gospodarzami.

Po powrocie do Kolumbii wybrał się do baru w Medellin, a po wyjściu został otoczony przez bandę mężczyzn, jeden z nich oddał do niego sześć strzałów. Andres zmarł w szpitalu. Na jego pogrzeb przyszło ponad 100 tys ludzi. Morderca został skazany na 43 lata więzienia, wyszedł po 11 za dobre sprawowanie.

Edison Chara, wychowanek Atletico Huila nie był wielkim piłkarzem, ale grał w kilkunastu klubach Kolumbii, Urugwaju i Peru. W 2009 roku doznał ciężkiej kontuzji, walczył o powrót na boisko, udało się odbudować formę, by jeszcze raz wrócić do Peru, a potem wyjechać do II ligi chińskiej. Podczas wakacji w Kolumbii w Puerto Tejada w październiku 2011 roku zginął z rąk zamaskowanej grupy morderców.

Ferley Reyes Rivas piłkarz Union Magdalena został zabity w styczniu 2014 roku u fryzjera, gdzie jego kolega Luis Enrique Asprilla został ranny.

Dwie dekady temu kolumbijscy piłkarze byli zamieszani w wojny gangów narkotykowych. Słynny bramkarz Rene Higuita nie pojechał na mundial do USA, bo trafił do więzienia za udział w porwaniu córki barona Carlosa Moliny na zlecenie jego rywala Pablo Escobara. Kilka lat później zdyskwalifikowano go też za zażywanie kokainy. W tamtych czasach w lidze kolumbijskiej mnożyły się zabójstwa sędziów, porwania działaczy i piłkarzy. O czystości rozgrywek nie było mowy.

Ostatnio sytuacja w Kolumbii się normalizuje, kraj chce walczy ze swoim negatywnym wizerunkiem, stawia na turystykę, a także sport jako czynnik integrujący mieszkańców. Prezydent Juan Manuel Santos z pompą pożegnał drużynę narodową wyruszającą na mundial do Rosji (zagra w grupie H z Polakami). Powiedział, że kolumbijscy piłkarze są natchnieniem dla wszystkich obywateli kraju.

Tagi
sport.pl
Dariusz Wołowski: Piszę o piłce, o sporcie, o tym co wpadnie mi do głowy
top | © Agora SA | design by kate_mac