blog Darka Wołowskiego
RSS
środa, 19 lipca 2017

Pod zarzutem korupcji, defraudacji i oszustw policja zatrzymała nieśmiertelnego szefa hiszpańskiej federacji piłkarskiej Angela Marię Villara, jego syna Gorkę oraz kilku innych wysokich działaczy futbolowych.

Villar jest szefem hiszpańskiego związku od 29 lat. W maju wygrał wybory po raz ósmy i jego kadencja ma się skończyć w 2021 roku. O tym, że traktuje federację jak prywatny folwark mówi się od lat, jego pozycja była jednak niepodważalna w kraju i za granicą. Jest długoletnim wiceprezesem FIFA, pełnił rolę szefa UEFA w czasach, gdy zawieszono Michela Platiniego. Trudno znaleźć w piłce działacza bardziej długowiecznego i lepiej ustosunkowanego, mimo licznych konfliktów z hiszpańskim ministerstwem sportu, rządził niepodzielnie tamtejszą piłką. Wiele wskazuje na to, że jego stylem działania była korupcja, oszustwa i defraudacje.

Syn Villara Gorka nie jest w żaden formalny sposób powiązany z federacją. Prawnik sportowy to właściciel firmy handlującej prawami telewizyjnymi. Ojciec korzystał z jego usług sprzedając prawa do pokazywania meczów reprezentacji Hiszpanii i jak twierdzą śledczy, obaj czerpali z tego nielegalne dochody. Villara oskarża się również o to, że tak długo utrzymywał się przy władzy w federacji, ponieważ opłacał swoich wyborców - szefów związków regionalnych. Na przykład wysyłał związkowe pieniądze na Teneryfę, gdzie futbolem rządził jego kolega, także we wtorek zatrzymamy przez policję.

Być może najbardziej bulwersujący zarzut dotyczy jednak 1,2 mln euro publicznych pieniędzy, które federacja hiszpańska dostała od ministerstwa sportu na działalność charytatywną w biednych krajach Afryki i Ameryki Łacińskiej. 462 tys Villar miał wydać na stworzenie szkół futbolowych w Libii, 219 tys na podobny projekt na Haiti, 254 tys na program doszkalania działaczy piłkarskich w Iberoameryce. Federacja była zobligowana zakończyć projekty do końca sierpnia 2011 roku.

Cztery miesiące później Villar przysłał do ministerstwa sportu pismo z zapewnieniem, że wszystko zostało wykonane zgodnie z planem. Wiadomo, że pieniądze z federacji znikły, ale gdzie trafiły? Żaden z wymienionych projektów nie został nawet rozpoczęty. Villar tłumaczył później, że jego podpis na dokumencie wysłanym z federacji do ministerstwa sfałszowano.

Niemal wszyscy w Hiszpanii mieli dość arogancji działaczy piłkarskich. Ich oszustwa były tajemnicą poliszynela. Jakiś czas temu zbankrutowała grupa Santa Monica, która była winna federacji 20 mln euro. To także budzi wątpliwości i jest przedmiotem śledztwa policji.

W Hiszpanii skandalami piłkarskimi zajmują się różne sądy. Trzy miesiące temu jednostka operacyjna policji założyła podsłuchy na telefony Villara, jego syna i kilkunastu działaczy piłkarskich. Według hiszpańskich mediów zebrała tak bogate dowody korupcji i malwersacji, że we wtorek sędzia sądu najwyższego wydał nakazy aresztowania 10 działaczy oraz przeszukania siedziby federacji, mieszkań zatrzymanych i firmy Gorki. Wszyscy będą wkrótce zeznawać. Akta sprawy liczą już ponad 2000 stron.

środa, 28 czerwca 2017

Hat-trick pomocnika Atletico zapewnił młodzieżówce Hiszpanii finał mistrzostw Europy w Krakowie. Saul Niguez największa gwiazda turnieju w Polsce był genetycznie skazany na futbol.

FC Niguez - żartują znajomi. W ich rodzinie tylko matka nie grała zawodowo w piłkę. Saul to najmłodszy syn „Tygrysa z Matoli” pseudonim „Boria” świetnego napastnika Elche, który w latach 80-tych dwa razy wprowadzał ten mały klub do Primera Division - elity hiszpańskiej piłki. Jony, Aaron i Saul urodzili się w Elche. Trzej synowie „Tygrysa” szybko rozpierzchli się po świecie. Rzecz jasna za piłką. Najstarszy Jony, który zaczynał w Valencii, miał najmniej talentu. Choć grał w rezerwach Realu Madryt, a potem w I lidze w Portugalii i Lidze Europy. Dziś kończy karierę w trzecioligowym hiszpańskim Alcoyano.

28-letni Aaron przebył drogę jeszcze bardziej krętą. Poza Hiszpanią grał w Iraklisie Saloniki i Glasgow Rangers. Bronił barw ukochanego przez ojca Elche, z tym klubem stoczył bratobójczy bój w Primera Division z najmłodszym Saulem, gdy ten grał w Rayo. Reprezentował Hiszpanię w drużynach od U17 do U21, ale do wielkiej kariery zabrakło ostatniego kroku.

Ten krok wykonał Saul - najmłodszy w futbolowym klanie. Jako 11-latek trafił do „La Fabrica” - szkółki Realu Madryt, ale zachował z tego okresu ponure wspomnienia. Opowiadał, że inni chłopcy kradli mu jedzenie, buty i donosili do trenera o rzeczach, których nigdy nie zrobił. Po dwóch latach miał tego po dziurki w nosie. Przeniósł się do Atletico. Dziś mówi, że to dla niego znacznie więcej niż klub. To sposób życia, gdzie dominują wartości takie jak pokora, pracowitość, poświęcenie i wspólnota.

Czasem te wartości prowadzą jednak do skrajnych efektów. Niedawno przed rewanżowym meczem z Realem w półfinale Ligi Mistrzów Saul na Twitterze zwrócił się do fanów Atletico z przesłaniem: „Wy zabilibyście dla nas, my umrzemy dla was”. W Hiszpanii wywołał wzburzenie. W 2014 roku w brutalnej bójce bojówek kibicowskich Atletico i Deportivo zginął człowiek.

Saul jest hardy. Na boisku i poza nim. Gdy odchodził z Realu, nie zwątpił w swój talent ani na chwilę. Potrafi okazywać niezadowolenie nawet tak charyzmatycznemu trenerowi jak Diego Simeone. Jest rzadkim połączeniem: wojownika z graczem o ponadprzeciętnym wyszkoleniu. Potrafi podjąć wojnę na boisku, a gdy trzeba zrobić różnicę dzięki swojej technice. Przekonał się o tym Robert Lewandowski i Bayern Monachium, w półfinale Ligi Mistrzów 2016 roku. W 11. minucie meczu na Vicente Calderon 21-latek minął czterech graczy z Bawarii i technicznym strzałem pokonał Manuela Neuera. Saul zdobył gola głową także w tegorocznym półfinale LM z Realem, co jednak nie starczyło Atletico do awansu.

- Zajdzie tam, gdzie będzie chciał - mówi Simeone. Gdzie to jest? - Nie stawiam sobie żadnych wygórowanych celów - odpowiada piłkarz. Ma oferty z Barcelony i Manchesteru United, choć klauzula wykupu w jego kontrakcie z Atletico wynosi aż 90 mln euro. W klubie z Vicente Calderon twierdzą, że Saul wkrótce dostanie podwyżkę i zostanie na lata jednym z liderów Atletico.

Prasa hiszpańska rozpływa się nad jego grą na turnieju w Polsce. Kiedy w półfinale z Włochami wbił pierwszego gola, „Marca” skomentowała to w relacji na żywo: „Znowu Saul, czyli w młodzieżówce bez zmian”. Potem pokonał Gianluigiego Donnarummę jeszcze dwa razy. W finale na Hiszpanów czekają Niemcy. - Dla mnie liczy się tylko złoto. Zasługujemy na nie - mówi najmłodszy Niguez.

Media hiszpańskie podkreślają, że Saul wygląda w Polsce jak spuszczony ze smyczy. W Rayo grał na stoperze, w Atletico bywa ustawiany jako defensywny pomocnik. Dopiero trener młodzieżówki Albert Celades wykorzystuje jego walory ofensywne. W jego cieniu znaleźli się wszyscy, także koledzy z kadry - czyli gwiazdy Realu (Marco Asensio) i Barcelony (Deulofeu, Denis Suarez). Saul panuje na boisku, a kiedy dochodzi do piłki pod polem karnym zmienia się w egzekutora. Jest liderem klasyfikacji strzelców Euro U21 z pięcioma golami. Potrzebował do tego zaledwie siedmiu celnych strzałów.

wtorek, 27 czerwca 2017

Gol w finale Ligi Mistrzów, a zaledwie dwa tygodnie później hat-trick na starcie młodzieżowych mistrzostw Europy w Polsce. Dziś w Krakowie wschodząca gwiazda Realu Madryt ma poprowadzić Hiszpanów do finału.

Legenda głosi, że to wielki Rafael Nadal poleciał Asensio do Realu. Dziesięciokrotny zwycięzca tenisowego turnieju Rolanda Garrosa urodził się na Majorce i do dziś mieszka w tamtejszym Manacor, 54 km od stolicy największej wyspy Balearów. Właśnie w Palma urodził się Asensio Willemsen (10 lat po Rafaelu) w rodzinie baskijsko-holenderskiej. Zwariowani na punkcie piłki rodzice dali mu imię Marco, na cześć sławnego rodaka matki Van Bastena. Ojciec chłopca Gilberto jest Baskiem, sam grał w juniorach w rodzinnym Barakaldo. Marzył, że jego syn założy kiedyś koszulkę Athletic Bilbao. Kiedy Gilberto Asensio zabierał synów w podróż do kraju Basków, zawsze odwiedzali Lezamę - ośrodek treningowy Athletic, przy czym pozwalał Marco paradować w ulubionej koszulce Realu Madryt.

Gdy okazało się, że syn ma smykałkę do piłki, ojciec polecił go do swojej ukochanej drużyny, ale ówczesne władze klubu z Bilbao odrzuciły prośbę stwierdzając, że Marco nie jest Baskiem w takim stopniu jak wymagają wewnętrzne przepisy Athletic. Wyśmiewał to niedawno Javier Clemente, były selekcjoner reprezentacji Hiszpanii, także Bask z Barakaldo.

Odrzucony w Bilbao Marco kontynuował karierę na Balearach w sekcjach RCD Mallorki. Tam dostrzegli go skauci obu hiszpańskich gigantów Realu i Barcelony. Ale historia futbolowego wzlotu Marco nie jest bezbolesna. Gdy dorastał cierpiał na chroniczne bóle kolan i pięt. Były tak ostre, że kończył treningi z opuchniętymi nogami, a ojciec musiał wnosić go po schodach na barana. Lekarze mówili, że ból minie z wiekiem, ale że póki co jest trudny do zniesienia nawet dla dorosłego. Marco płakał, cierpiał, ale piłki rzucić nie chciał.

W sierpniu 2006 roku na Majorce pojawił się prezes Realu Florentino Perez (był wtedy 6 miesięcy po dymisji w pierwszej kadencji). Chłopcy zaczepiali go na ulicy prosząc o wspólne zdjęcie. Marco był wtedy z ojcem, który powiedział Perezowi. - To jest mój syn, który zagra kiedyś w Realu. Legenda głosi, że to matka Marco powiedziała do Pereza: - Niech pan zapamięta twarz tego chłopca, bo kiedyś zapłaci pan za niego miliony.

Sama tego nie doczekała. Zmarła na raka, gdy Marco miał 15 lat. Dedykował jej swojego pierwszego gola dla Realu, w Superpucharze Europy z Sevillą 10 miesięcy temu. Przed spotkaniem w norweskim Trondheim zawołał go do siebie Zinedine Zidane. Marco wrócił właśnie z wypożyczenia z Espanyolu i myślał, że trener Zizou chce mu powiedzieć, iż zostanie wypożyczony na kolejny sezon. Ale Francuz zakomunikował, że wychodzi w podstawowej jedenastce. W 21. min Real prowadził po wspaniałym golu 20-letniego debiutanta.

W 2006 roku, gdy Marco robił sobie zdjęcie z Perezem umiał już wykonać ruletkę a la Zidane. Nie mógł jednak przypuszczać, że wielki Francuz będzie kiedyś trenerem, który da mu szansę zagrać w finale Ligi Mistrzów. 3 czerwca w Cardiff Asensio pojawił się na boisku w 82. min. Real prowadził już z Juventusem 3:1. Marco ustalił wynik.

Zaledwie dwa tygodnie później zdobył hat-tricka na inaugurację Euro U21 w Polsce w meczu z Macedonią. Dziś w Krakowie w półfinale Hiszpanie mierzą się z Włochami. To mecz dwóch najbardziej utytułowanych nacji w tej kategorii wiekowej: Hiszpanie byli mistrzami Europy do lat 21 trzykrotnie, Włosi aż cztery razy, co jest rekordem. W Tychach w drugim półfinale zagrają Anglicy z Niemcami.

Faworytem do złota są młodzi Hiszpanie. Ich drużyna wyceniana jest przez branżowy portal transfermarkt na 264,5 mln euro. To więcej niż dorosła reprezentacja Polski (233 mln). Obok Asensio u trenera Alberta Celadesa grają Saul (Atletico), Bellerin (Arsenal), Iniaki Williams (Athletic), Deulofeu i Denis Suarez (Barcelona). Twarzą reprezentacji Włoch jest genialnie uzdolniony bramkarz Milanu Gianluigi Donnarumma.

A jak było naprawdę z Nadalem i Asensio? W 2014 roku prezes Realu poprosił sławnego tenisistę, by zaklepał transakcję za 3,9 mln euro. Kłopot polegał na tym, że wujek Rafaela - Miguel Angel Nadal, który był wtedy dyrektorem sportowym Mallorki, robił karierę jako piłkarz Barcelony. Dał się jednak przekonać bratankowi.

Tagi: real
17:08, wod
Link Komentarze (1) »
piątek, 23 czerwca 2017

Czy afera podatkowa w hiszpańskiej piłce zagraża wycenianemu na ponad miliard dolarów imperium superagenta Jorge Mendesa? Oskarżonych jest siedmiu jego klientów od Cristiano Ronaldo po Jose Mourinho.

- On chce być Gordonem Gekko futbolu - mówi legendarny prezes hiszpańskiego klubu Deportivo la Coruna Augusto Cesar Lendoiro. Gekko to bohater głośnego filmu Olivera Stone’a z 2010 roku „Wall Street: Pieniądze nigdy nie śpią”. Grany przez Michaela Douglasa Gekko przekonuje, że chciwość jest dobra, powszechna, naturalna i zgodna z normami. Były król Wall Street odsiedział jednak 8 lat więzienia za oszustwa finansowe.

Lendoiro nie chciał przez to powiedzieć, że największy agent w świecie piłki Jorge Mendes podzieli los filmowego Gekko. Poznali się ponad dwie dekady temu, kiedy 30-letni Mendes sprowadzał do La Corunii portugalskiego trenera Nuno. To była jego pierwsza transakcja.

Lendoiro obserwował jak przez 20 lat portugalski agent tworzył swoje imperium - firmę GestiFute. Kontrakty jej klientów wyceniane są przez Forbesa na ponad miliard dolarów.

Mendes był słabym piłkarzem, odrzucanym przez kolejne portugalskie kluby. W biznesie zaczynał od handlu wideo, był DJ i kelnerem. Okazał się niewiarygodnie rzutki jako agent. Świat futbolu wziął szturmem. W latach 2010-2016 wygrał sześć kolejnych konkursów organizowanych przez Globe Soccer na najlepszego piłkarskiego agenta na świecie. Lendoiro wspomina ich wspólne kolacje, a które agent Mendes przychodził uzbrojony w sześć telefonów komórkowych. Dzwoniły niemal bez przerwy. Agent potrafił rozmawiać przez trzy jednocześnie.

Dziś trudno określić jego rolę w futbolu. Na pewno nie wystarczył mu handel piłkarzami, choć to on sprzedał Cristiano Ronaldo do Realu Madryt. Tak się zaprzyjaźnili, że Mendes został ojcem chrzestnym Ronaldo Juniora. W sumie dokonał 400 transferów we wszystkich możliwych rejonach świata. Według Lendoiro nikt nie ma lepszych kontaktów nie tylko w Portugalii, Hiszpanii, Francji, czy Anglii, ale też w Rosji, Chinach, Singapurze i Zatoce Perskiej.

W 2016 roku Mendes sprzedał część GestiFute chińskiemu magnatowi Guo Guanchangowi właścicielowi gigantycznej firmy Foson. A potem pośredniczył w transakcji, w której Foson kupił angielski klub Wolverchampton i wydał 36 mln funtów na 28 nowych piłkarzy. Większość pochodziła ze stajni Mendesa. Identycznie było z Monaco i Valencią. Mendes pilotował zakup hiszpańskiego klubu przez singapurskiego magnata Petera Lima, by potem umieszczać w niej swoich graczy i trenera Nuno, tego samego, którego dwie dekady wcześniej przywiózł do La Corunii.

Mendes zbudował sobie opinię najbardziej wpływowego człowieka w świecie futbolu. Może wszystko? Oto jest pytanie. 27 czerwca został wezwany do Hiszpanii. Ma zeznawać w sprawie napastnika Monaco Radamela Falcao, jednego ze swoich klientów, którego madrycki urząd skarbowy oskarża o ukrycie 5,6 mln euro wpływów z tytułu praw do wizerunku, gdy grał w Atletico. Śledztwo wykazało, że Mendes mógł brać w tym udział. Poza tym oskarżonych o takie samo przestępstwo jest jeszcze sześciu jego klientów: Jose Mourinho (3,3 mln euro), Ronaldo (14,7 mln), Angel di Maria (1,3), Pepe (3,7), Fabio Coentrao (1,29) i Ricardo Carvalho. Zbieg okoliczności? Przecież agent prowadzi sprawy ponad 200 piłkarzy. Mendes twierdzi, że dokonuje transferów, bierze za to prowizje i nie zajmuje się niczym więcej.

Tyle, że śledztwo w sprawie Mourinho i Ronaldo wykazało, iż w sprawę ukrywania ich dochodów z tytułu praw do wizerunku zamieszana była firma Polaris Sports z siedzibą w Irlandii, której szefuje siostrzeniec Mendesa, a on sam posiada 60 proc akcji. Ta właśnie firma odsprzedała dalej prawa do wizerunku Ronaldo i Mourinho. Policja fiskalna w Madrycie podejrzewa, że to właśnie superagent brał udział w celowym ukrywaniu przychodów z praw wizerunkowych Falcao.

Mendes i GestiFute wszystkiemu zaprzeczają.

czwartek, 22 czerwca 2017

Bez trudu wygraliby mundial. Leo Messi i Cristiano Ronaldo to tylko dwa największe nazwiska w drużynie piłkarzy, których ściga skarbówka.

Jeśli CR7 trzymał kciuki za Messiego to najwyżej raz w życiu. 24 maja Sąd Najwyższy w Hiszpanii odrzucił apelację Argentyńczyka od wyroku sądu w Barcelonie. Ten skazał gwiazdę Barcy na 21 miesięcy więzienia za przestępstwa skarbowe. Piłkarz tłumaczył, że on jest od kopania piłki, na podatkach się nie zna, całą sferę finansów powierzył ojcu Jorge, a ten wziął winę na siebie. Mimo wszystko Sąd Najwyższy złagodził karę dla ojca do 15 miesięcy, piłkarzowi ją utrzymał. Messi nie trafi za kratki tylko dlatego, że wyrok nie przekracza dwóch lat, a on nigdy wcześniej nie był karany - takie jest prawo w Hiszpanii.

Minęło ledwie kilka tygodni i prokuratura w Madrycie o przestępstwa podatkowe oskarżyła Ronaldo - najlepiej zarabiającego sportowca na świecie według rankingu Forbesa za rok 2016. O ile Messi ukrył 4,16 mln euro z tytułu praw do swojego wizerunku, o tyle, zdaniem madryckiej prokuratury, Ronaldo aż o 10 mln euro więcej. Prowadzący sprawę powołali się na przypadek Messiego, twierdząc, że tak Argentyńczyk, jak Portugalczyk oszukali urząd skarbowy świadomie i z premedytacją. Przekazali prawa do swojego wizerunku do fikcyjnych firm w rajach podatkowych, by w ten sposób „oszczędzić” miliony.

Wielka afera „Panama Papers” pokazała, że ten sam trick finansowy stosują politycy, artyści, celebryci i wszelkiej maści milionerzy z całego świata. Śledztwo dotyczyło 214 tysięcy firm i przedsiębiorstw. Nietrudno wyobrazić sobie, że tę osobliwą metodę „oszczędzania” opracowała grupa sprytnych doradców podatkowych. Taką linię obrony przyjął inny piłkarz Barcelony Javier Mascherano także skazany w procesie skarbowym. Sąd udowodnił, że ukrył 1,5 mln euro dochodów. Mascherano zeznał, że wynajął firmę do rozliczania podatków, i ona załatwiała wszystko za niego. Sąd odrzucił tłumaczenia, tak samo jak w przypadku Messiego. Argentyńczyk dostał 12 miesięcy więzienia i zapłacił 800 tys euro kary. Też nie poszedł za kratki, gra nadal na Camp Nou.

Co będzie z Ronaldo? Portugalczyk czuje się niewinny. Tak jak Messi i Mascherano. CR7 uznał wręcz, że postępowanie prokuratury w Madrycie to dowód, iż jest w Hiszpanii prześladowany. Ale media podają, że prewencyjnie zapłaci 14,8 mln euro, bo gdyby poszedł w zaparte i przegrał proces, wyrok byłby wyższy i groziłoby mu więzienie. Kolegom z kadry Porugalii powiedział ponoć, że nie wróci już do Hiszpanii i więcej w Realu nie zagra.

Półboski status Ronaldo na Santiago Bernabeu sprawił, że w królewskim klubie wybuchła panika. Przecież zaledwie kilka miesięcy temu CR7 przedłużył kontrakt do 2021 roku. Jest ikoną Realu, żywą legendą. W ostatnich czterech latach trzy razy wygrał Ligę Mistrzów. Ale wzburzony Ronaldo uważa ponoć, że klub nie popiera go w walce z fiskusem, toteż sam prezes Florentino Pereza (jeden z najbogatszych Hiszpanów) ogłosił niedawno, iż ręczy za niewinność gwiazdy. W Barcelonie poparcie dla Messiego otarło się wręcz o absurd. Podczas procesu Argentyńczyka media prowadziły akcje wspierające oskarżonego piłkarza, a tysiące kibiców nosiły koszulki z napisem: „Wszyscy jesteśmy Messim”. Wyglądało to tak, jakby wszyscy Katalończycy oszukiwali na podatkach. A przynajmniej kwestionowali wyroki swojego sądu.

Co zdecyduje Ronaldo i jak potoczy się jego sprawa? Nie wiadomo. Media pełne są spekulacji dotyczących nowych miejsc pracy Portugalczyka. Wiadomo, że nie jest jednak odosobniony na czarnej liście urzędów skarbowych.  Chilijczyk Alexis Sanchez, dziś gracz Arsenalu ukrył milion euro z tytułu praw do wizerunku w latach 2012 i 2013, gdy grał w Barcelonie. Przyznał się do tego i pieniądze zwrócił. Nie wiadomo co zrobi prokuratura, Messi też współpracował z urzędem skarbowym, ale do sądu na ławę oskarżonych i tak trafił. W tym samym czasie co Sanchez w Barcelonie, Argentyńczyk Angel di Maria, dziś piłkarz PSG, oszukał ponoć hiszpańskiego fiskusa na 2 mln euro. Biegał wtedy w koszulce Realu. Według publikacji medialnych doszedł do porozumienia z urzędem skarbowym, zgodził się zwrócić dług, zapłacić grzywnę i przyjąć niski wyrok więzienia, podobny do tego, który dostał Mascherano.

Radamela Falcao, dziś napastnika Monaco hiszpański fiskus ściga za kwotę 5,6 mln euro. Ukrył ją w latach 2012 i 2013, gdy grał w Atletico Madryt. Na liście oskarżanych są też Pepe i Fabio Coentrao (Real), Adriano (Barcelona), ale też byli gwiazdorzy jak Ricardo Carvalho, Samuel Eto’o, a nawet Predrag Mijatovic, który nie zapłacił 180 tys euro podatków od transakcji, jakie przeprowadzał w 2011 roku jako agent piłkarzy.

Oddzielnym przypadkiem jest Neymar. Kiedyś prokuratura w Brazylii zablokowała rodzinne konta Neymarów (ojciec jest agentem syna tak jak u Messich). Problemy Neymarów biorą się z kuriozalnie skonstruowanej umowy z Barceloną, w której kwota transferu została znacząco zaniżona. Oszukany czuł się Santos, a także firma DIS, która posiadała 40 proc praw do piłkarza, gdy grał w lidze brazylijskiej. Barcelona zgodziła się zapłacić skarbówce zaległości i kary, wciąż toczy się jednak proces w sądzie, gdzie DIS żąda gigantycznego odszkodowania. W ostatnich latach hiszpański urząd skarbowy prowadził także postępowania wobec Ikera Casillasa, Gerarda Pique, Andresa Iniesty, Davida Villi, Filipe Luisa i Diego Costy, ale póki co nic oficjalnego w ich sprawach nie wiadomo.

Były pomocnik Realu Xabi Alonso, który właśnie zakończył karierę w Bayernie Monachium, też został oskarżony przez skarbówkę. Przyjął jednak karę 800 tys euro i roku więzienia.

We wtorek hiszpańska skarbówka ogłosiła, że zajmuje się sprawą Jose Mourinho, który w latach gdy był trenerem Realu zdefraudował ponoć 3,3 mln euro. A więc „drużyna skarbowa”, która bez trudu wywalczyłaby tytuł mistrza świata, mogłaby mieć też szkoleniowca z najwyższej półki.

piątek, 16 czerwca 2017

Portugalski dziennik „A Bola” wywołał sensację publikując na swojej okładce informację, że Cristiano Ronaldo jest tak wzburzony oskarżeniami o przestępstwa podatkowe, iż ma zamiar natychmiast opuścić Hiszpanię.

We wtorek prokuratura w Madrycie oskarżyła Portugalczyka o to, że oszukał hiszpański urząd skarbowy na kwotę 14,76 mln euro. Piłkarz Realu Madryt miał ukryć dochody z tytułu praw do swojego wizerunku w latach 2011-2014. Już przed transferem na Santiago Bernabeu latem 2009 roku Ronaldo utworzył ponoć fikcyjną firmę w raju podatkowym, czyli na Brytyjskich Wyspach Dziewiczych cedując na nią prawa do swojego wizerunku, „po to, by uzyskać nielegalną oszczędność na podatkach, w okresie, gdy zamieszka w Hiszpanii” - tłumaczył prokurator. Prokuratura jest pewna, że działanie piłkarza, było celowe, zaplanowane i świadome. W związku z tym oraz wysoką kwotą oszustwa zostało zakwalifikowane jako przestępstwo podatkowe, za które w Hiszpanii grozi od roku do pięciu lat więzienia.

Ronaldo odpowiedział na to zamieszczając na Instagramie swoje zdjęcie, na którym pojawia się w ciemnych okularach trzymając palec na ustach. „Czasem najlepszą odpowiedzią jest milczenie” - napisał. Dodał, że oczywiście czuje się niewinny, a wszystkie swoje obowiązki wobec hiszpańskiego fiskusa zawsze spełniał. W 24 godziny wpis otrzymał 3,5 mln polubień.

Ci z fanów, którzy w piątek dowiedzieli się z „A Bola” o wzburzeniu gwiazdora, proszą go, by nie opuszczał Realu Madryt. Miniony sezon był jednym z najlepszych w karierze Portugalczyka. „Królewscy” odebrali Barcelonie tytuł mistrza Hiszpanii i obronili trofeum w Lidze Mistrzów. CR7 znów został królem strzelców najważniejszych europejskich rozgrywek, w finale z Juventusem zdobył dwie bramki. Jest niemal pewien, że na koniec roku odbierze piąty raz w karierze Złotą Piłkę. I w ten sposób dorówna Leo Messiemu z Barcelony.

Być może jednak okaże się, że dorówna Argentyńczykowi także pod innym względem. Znacznie mniej chlubnym. Rok temu Messi za przestępstwa skarbowe (również cedował prawa do wizerunku na fikcyjne firmy w rajach podatkowych) został skazany przez sąd w Barcelonie na grzywnę i karę 21 miesięcy więzienia. Argentyńczyk też czuł się niewinny, odwołał się do Sądu Najwyższego w Hiszpanii, który 24 maja zatwierdził wyrok. Messi nie został jednak aresztowany, w Hiszpanii osoby niekarane nie idą do więzienia jeśli wyrok za przestępstwa finansowe nie przekracza dwóch lat. Podobne zarzuty hiszpańska prokuratura stawia zresztą wielu piłkarzom, przed Messim skazany został też inny argentyński piłkarz Barcelony Javier Mascherano.

W piątek na okładce portugalskiego dziennika sportowego „A Bola” ukazała się informacja, że Ronaldo jest tak oburzony oskarżeniami, iż chce opuścić Hiszpanię. Ponoć poinformował o tym prezesa Florentino Pereza. Temat natychmiast podjęły media hiszpańskie. W radiu „Marca” wystąpił znany dziennikarz telewizji portugalskiej uważany za jednego z najlepiej poinformowanych w sprawach gwiazdora. Nuno Luz powiedział, że Ronaldo jest wściekły na Real Madryt, że nie stanął w jego obronie. Tymczasem klub wydał w tej sprawie specjalny komunikat pisząc m in: „Jesteśmy przekonani, że Ronaldo jest niewinny i podczas procesu udowodni, że wszystkie podatki płacił zgodnie z prawem”. Piłkarz uważa jednak, że płacił podatki tak, jak zlecono mu w klubie z Madrytu.

Część mediów w Hiszpanii pisze o powszechnym procederze: piłkarze oszukują na podatkach od lat, a prokuratura i urząd skarbowy chce z tym w końcu zrobić porządek. Ronaldo czuje, że został kozłem ofiarnym ze względu na wielkie nazwisko, ale właśnie to samo uważał Messi.

Hałas potęgują spekulacje, gdzie 32-letni Ronaldo zagra, gdy rzeczywiście spełnił swoją groźbę i miał latem zmienić klub. Jego klauzula wykupu w kontrakcie z Realem wynosi aż miliard euro. Madrycki dziennik „Marca” podaje, że szefowie Realu skłonni są usiąść do negocjacji, jeśli znajdzie się klub gotowy zapłacić za Portugalczyka około 200 mln euro. A przecież w ubiegłym tygodniu portugalska „A Bola” informowała, że Manchester United, PSG i Monaco chcą złożyć „Królewskim” ofertę na 180 mln euro. Do tego musiałaby dojść ogromna gaża dla piłkarza, co sprawiłoby, że transakcja otarłaby się o 400 mln! Póki co są to jednak głównie domysły, i niepotwierdzone doniesienia mediów.

środa, 14 czerwca 2017

Choć najmniejsze ze zmartwień Adama Nawałki dotyczy ponoć obszaru między słupkami polskiej bramki, a jednak w traktowaniu Wojciecha Szczęsnego i Łukasza Fabiańskiego wyczuwam pewną nierównowagę.

Nie wiem jaki wpływ na decyzje selekcjonera ma Jan Tomaszewski. Byli kolegami z boiska, kiedy Nawałka trafiał do kadry, Tomaszewski od lat był już uznanym w świecie gigantem bramki. Pamiętam jak przed Euro 2016 Tomaszewski przekonywał, że Nawałka powinien postawić na Szczęsnego. Wyczuwałem rodzaj słabości legendarnego bramkarza do jednego ze swoich następców. Po zwycięskim meczu z Niemcami w eliminacjach wielu z nas przypuszczało, że Szczęsny przez lata nie opuści miejsca między słupkami. Zagrał fenomenalnie, pokazując cały swój ogromny talent. Tomaszewski piał z zachwytu, ogłosił, że na ten poziom nie wzniósł się nigdy żaden z polskich bramkarzy. Nawet on sam w legendarnym meczu na Wembley, gdy w 1973 roku zatrzymywał Anglię.

Ale Szczęsny popadł w kłopoty w Arsenalu, więc w meczach decydujących o awansie do Francji bronił Fabiański. Bardzo dobrze zrobiła mu ucieczka z The Emiretes do Swansea, regularnie grał w Premier League, rozwinął się, odzyskał pewność siebie. Miało się wrażenie, że najbardziej potrzebował pokonania tej ostatniej bariery. Skromny, poukładany, grzeczny chłopak doczekał wreszcie traktowania jako bezdyskusyjny numer 1. Także w kadrze, której oddał ogromne usługi.

Gdy przyszło do Euro, Szczęsny był już w Romie. I Nawałka znów miał słodki dylemat - wybierając między dwoma graczami klasy światowej. Po raz kolejny postawił na Szczęsnego, którego uraz wyeliminował z mistrzostw już w pierwszym meczu z Irlandią Płn. Wtedy między słupki wrócił Fabiański i grał perfekcyjnie. W całym turnieju puścił dwa gole: po strzale życia Szwajcara Xherdana Shakiriego w 1/8 finału i Portugalczyka Renato Sanchesa w ćwierćfinale przy czym w tym drugim przypadku sięgnąłby piłki, gdyby ta nie odbiła się od Grzegorza Krychowiaka.

Szczęsny i Fabiański są podobnej klasy bramkarzami, ale jeśli chodzi o sposób bycia stoją na przeciwnych biegunach. Są jak ogień i woda. Szczęsny wciąż żartuje, jest pewny siebie, wszędzie go pełno. Fabiański stoi gdzieś w cieniu, we własnym świecie. Czasem wydaje się, że większa przebojowość daje przewagę pierwszemu.

Fakty są takie, że Fabiański, by stanąć do reprezentacyjnej bramki musi liczyć na to, że coś przytrafi się Szczęsnemu. Szczęsny wraca między słupki, mimo iż Fabiański gra bardzo dobrze i nie daje żadnego powodu do zmiany.

Selekcjoner musi wybrać numer 1. Zapewne stara się ze wszystkich sił zachować obiektywizm i bezstronność. Wygląda jednak na to, że też ma większą słabość do Szczęsnego.

Zsyłka z Arsenalu okazała się dla Szczęsnego szczęśliwym zrządzeniem losu. W Romie dojrzał wyrastając na jednego z najlepszych bramkarzy Serie A. Klub z Rzymu awansował do Ligi Mistrzów, zdobył wicemistrzostwo Włoch, podczas gdy Swansea ledwo utrzymała się w Premier League. Nie ulega wątpliwości, że Szczęsny gra w lepszej drużynie, a jeszcze być może zostanie następcą Gianluigiego Buffona w Juventusie. Tyle, że jeśli się na to zgodzi już teraz, do mundialu w Rosji znów większość czasu spędzi na ławce. I co wtedy?

Szczęsny traktowany jest jak ktoś, kto przyszedł na świat w bramkarskich rękawicach z naturalnym darem do sportu. Syn świetnego bramkarza Macieja, powszechnie lubianego i szanowanego. Na Fabiańskiego patrzymy jak na człowieka, który do sukcesu doszedł dyscypliną i pracą. Aby dać przykład z futbolowego topu wygląda to jak różnica między Leo Messim i Cristiano Ronaldo. Argentyńczyk naturalnie wspiął się tam, gdzie Portugalczyk mógł go dosięgnąć tylko dzięki hektolitrom potu wylanym na treningach. I choć wielu kibiców podziwia Messiego, część uważa, że to droga na szczyt CR7 budzi jednak większy szacunek.

Być może mylne jest wrażenie, że wyścig do reprezentacyjnej bramki nie jest w pełni sprawiedliwy. Ale w końcu Fabiański latami przegrywał ze Szczęsnym pojedynek o dres z numerem 1 w Arsenalu i wszyscy zdążyliśmy do tego przywyknąć. Opinię, że Szczęsny ma większy talent bardzo trudno zmienić. Nikt nie wie, czy to prawda, ale większość w to wierzy.

wtorek, 13 czerwca 2017

Prokuratura w Madrycie oskarża Cristiano Ronaldo o to, że oszukał hiszpański urząd skarbowy na kwotę 14,76 mln euro.

Według śledczych piłkarz Realu Madryt nie płacił podatków ukrywając dochody z tytułu praw do wizerunku w latach 2011-2014. W każdym z czterech lat nie zapłacił kwoty znacznie przekraczającej 120 tys euro, co sprawia, że jego przypadek kwalifikowany jest jak przestępstwo, a nie oszustwo podatkowe. Za tego typu przestępstwo w Hiszpanii grozi od roku do pięciu lat więzienia.

Zdaniem prokuratury przed transferem do Realu latem 2009 roku Ronaldo utworzył firmę Tollin Associates LTD na Brytyjskich Wyspach Dziewiczych i udał, że ceduje na nią prawa do swojego wizerunku, „po to, by uzyskać nielegalną oszczędność na podatkach, w okresie, gdy zamieszka w Hiszpanii”.

Firma Tollin Associates LTD z siedzibą w raju podatkowym, której jedynym właścicielem jest Ronaldo nie robiła faktycznie nic. Przekazała prawa do wizerunku piłkarza irlandzkiej spółce Multisports&Image Management LTD, która faktycznie zajmowała się zarabianiem na nim.

W swoim zeznaniu podatkowym w Hiszpanii Ronaldo twierdził, że w latach 2011-2014 zarobił 11,5 miliona euro, podczas, gdy jego faktyczne dochody wyniosły 43 mln.

Poza tym Ronaldo ukrył 28,4 mln euro z tytułu praw do wizerunku w latach 2015-2020, które przekazał firmie Adifore Finance LTD.

Prokuratura w Madrycie powołuje się na przypadek piłkarza Barcelony Leo Messiego, który za podobne przestępstwa został skazany na grzywnę i karę 21 miesięcy więzienia. 24 maja Sąd Najwyższy w Hiszpanii zatwierdził wyrok dla Argentyńczyka. Messi nie został jednak aresztowany, bo w Hiszpanii osoby niekarane nie idą do więzienia jeśli wyrok za przestępstwa skarbowe nie przekracza dwóch lat.

niedziela, 11 czerwca 2017

Drużyna narodowa przeżywa najbardziej spektakularne eliminacje mundialu w swojej historii. W pełni dojrzała do rewanżu za RPA i Brazylię?

Zwycięstwo nad Rumunią było kolejnym dowodem, że ćwierćfinał Euro 2016 nie był szczytem możliwości drużyny Adama Nawałki. A zaczęło się fatalnie. Szczęśliwie tysiące zażenowanych kibiców na Stadionie Narodowym oklaskami zagłuszyły gwizdy frustratów podczas rumuńskiego hymnu.

To był mecz z gatunku oczywistych, piłkarze Nawałki nie mieli innego wyjścia niż wygrać, potwierdzając rolę faworytów. A jak wiadomo nie jest to sytuacja w piłce łatwa, zwłaszcza od strony psychologicznej. Polacy zapracowali wcześniej na szeroki margines błędu, Rumuni byli przyparci do muru. Nic tylko się od niego odbić, lub przepaść definitywnie.

Robert Lewandowski przyjechał na zgrupowanie w trakcie urlopu, ostatni poważny mecz zagrał 20 maja, kiedy Bayern pokonał Freiburg 4:1 w ostatniej kolejce. Kapitan reprezentacji Polski nie zdobył w nim bramki, po czym okazało się, że nie będzie po raz trzeci w karierze królem strzelców Bundesligi.

Można było jednak zachować spokój, jeśli chodzi o poziom wytrenowania i mobilizacji piłkarza tak unikalnego jak Lewandowski. Ale kwestia zastępstwa dla ukaranego za kartki Kamila Glika, czy lekarstwo na kryzys formy Grzegorza Krychowiaka od roku przyklejonego w PSG do ławki, pozostawały palące. Raz jeszcze miało się okazać, że Nawałka stworzył coś więcej niż grupę dobrych piłkarzy.

Selekcjonera wspominam jeszcze z czasów zanim wymyślił, że występy w mediach przynoszą pecha jego drużynie. Początek jego kadencji to był czas, gdy Stadion Narodowy reagował na Lewandowskiego tak, jak wspominana grupa frustratów przywitała w sobotę reprezentację Rumunii. Buczeniem, gwizdami, kpinami. Polscy piłkarze byli akurat po dwóch kolejnych porażkach w eliminacjach do mundiali 2010 i 2014 oraz dotkliwym rozczarowaniu w roli gospodarzy Euro 2012. Złych emocji mieliśmy po dziurki w nosie w polskiej piłce. Tworzyły barierę trudną do pokonania. W prywatnych rozmowach część kandydatów do kadry powtarzała nawet, że powołań nie traktuje już jako zaszczytu.

Nawałka miał odwagę oburzyć się na to wszystko. Postawić piłkarzy do pionu krok po kroku. Znaleźć sprzymierzeńców. W sumie misja nie okazała się tak beznadziejna jak wydawało się w listopadzie 2013 roku, kiedy w debiucie Nawałki we Wrocławiu Polacy ulegli Słowakom 0:2. 15 marca 2014 roku w pierwszym meczu kadry Nawałki na Stadionie Narodowym w Warszawie drużyna była gorsza od Szkotów. I od tamtej pory na tym stadionie już więcej nie przegrała, a podejmowała tam różnych rywali jeszcze dziewięć razy. Z bilansem ośmiu zwycięstw i jednym remisem.

Kadra Nawałki podciągnęła się w rankingu FIFA z miejsca w ósmej dziesiątce. W najbliższym notowaniu będzie siódma. Rumunom w sobotę nie dała cienia szansy. W środku pomocy Krzysztof Mączyński przeszedł w 44 minuty samego siebie. Zanim uległ kontuzji. I sam był zdziwiony po meczu, że kibice śledzili to co się z nim działo z tak wielkim zaaferowaniem. Kadra stała się dla piłkarzy przepustką do serc ich kibiców. Mączyński, piłkarz popadającej w przeciętność Wisły Kraków, z drużyną narodową ma okazję zaistnieć w wielkiej piłce. Nietrudno uwierzyć, że na powołanie od Nawałki czeka z drżeniem serca i nadzieją. Jak wielu z nich.

Selekcjoner zbudował drużynę, która pozwala piłkarzom dać z siebie to, co najlepsze. Po przestrzeleniu karnego w ćwierćfinale Euro 2016 z Portugalią, Jakub Błaszczykowski wrócił do kraju jak bohater. Dla Piotra Zielińskiego francuskie finały były doświadczeniem trudnym, szybko okazało się jednak, że nieudany mecz z Ukrainą to tylko etap na drodze. Dyskusja kiedy dorośnie do drużyny szybko przestała mieć sens, dziś rządzi w drugiej linii spełniając wszystkie oczekiwania jakie wobec rozgrywającego można mieć.

Na Euro 2016 Glik pomógł wejść do składu Pazdanowi, w sobotę Pazdan zrobił to samo dla Thiago Cionka. Kiedy przypomnimy sobie jak niepewnie grał Cionek, gdy Nawałka wysyłał mu pierwsze powołania, a jak wypadł przeciw Rumunii, widać, że wielki krok do przodu z kadrą wykonali też gracze drugoplanowi.

Podczas Euro 2016 Nawałka ławkę miał krótką. Potem posypali mu się jeszcze niektórzy pewniacy, ale w ich miejsce wyrośli inni. Raz różnicę robi Piszczek, raz Błaszczykowski, kiedy indziej Grosicki, lub Zieliński. Lewandowski różnicę robi zawsze.

Nawałka? W meczu z Rumunią zszokował nawet swoich zapamiętałych wielbicieli. W końcówce, gdy Polacy prowadzili 3:0 i mogli bronić wyniku, wprowadził na boisko dwóch klasycznych napastników: Arkadiusza Milika (72. minuta) i Łukasza Teodorczyka (81.). Nawet najbardziej zdumiewające posunięcia trenera usprawiedliwiają zwycięstwa, punkty, pozycja w tabeli i ten wielki zbiorowy entuzjazm, który wywołują w kraju mecze jego piłkarzy.

Zwycięstwo 3:1 nad Rumunią otwiera reprezentacji Polski drzwi na rosyjski mundial. Do awansu wystarczą już być może tylko wygrane z Armenią i Kazachstanem.

Margines błędu to 6 pkt na cztery mecze przed końcem drogi do Rosji. Rumunia już się nie liczy, co nie dziwi nikogo, kto rzucił okiem na jej strachliwą grę na Stadionie Narodowym. Drużyna Adama Nawałki zagrała dojrzały, przemyślany i dobry mecz, mając na każdej pozycji piłkarza lepszego od rywali. W 29. min Piotr Zieliński zakręcił Rumunami w środku pola z czego wziął się rzut karny, którego Robert Lewandowski zamienił na bramkę. Osiem minut później powinien mieć drugą, ale po podaniu od Krzysztofa Mączyńskiego myślał, że jest na spalonym. I przegrał pojedynek z bramkarzem.

Mączyński nie dograł do końca pierwszej połowy, uderzony przez rywala, zszedł z boiska. Szkoda, bo grał naprawdę świetny mecz. Wynalazek Nawałki, który odnalazł go w Chinach i wstawił do pomocy drużyny narodowej, pokazuje, że to nie był wybór mniejszego zła. Ani ruch tymczasowy. Ale bohaterem meczu z Rumunią był też Piotr Zieliński, kolejny pomocnik któremu Nawałka zaufał bezwarunkowo. Na Euro 2016 się jeszcze nie przydał, ale w kwalifikacji na rosyjski mundial będzie miał ogromne zasługi. Jego podanie otworzyło Łukaszowi Piszczkowi drogę do zwycięskiej bramki z Czarnogórą, w starciu z Rumunami Zieliński miał udział przy wszystkich golach. Największą przy pierwszym, kiedy poszarpał na strzępy obronę Rumunów. A potem miał dwie asysty.

Lewandowski ma 46 bramek w drużynie narodowej i wyprzedził Grzegorza Lato. Przed nim już tylko Włodzimierz Lubański (48). W klasyfikacji najskuteczniejszych eliminacji MŚ w Rosji dopadł Cristiano Ronaldo.

Być może wszystkie te statystyki mają jednak znaczenie drugorzędne, najważniejsze, że emocje i nadzieje jakie pokładają kibice w Lewandowskim i jego kolegach z kadry po raz kolejny zostały podsycone. Polacy zagrali świetny mecz, wypełnili rolę faworyta od początku do końca. I wtedy, gdy był remis, a Rumuni w jedenastu stali wokół własnego pola karnego i wtedy, gdy trzeba było strzelać im kolejne bramki. Nie było chwili przestoju, Polacy nacisnęli pedał gazu do deski i trzymali go dotąd, aż rywal poczuł się bezbronny.

Każde takie zwycięstwo umacnia poczucie własnej wartości w drużynie. Od weteranów jak Błaszczykowski, czy Piszczek, którym nikt nie zagląda w metrykę, po Linetty’ego, Zielińskiego, którzy wnoszą do kadry nową jakość. W 76. min okazało się, jak ważne było wypracowanie przewagi, gdy po strzale z dystansu Bogdana Stancu i rykoszecie Rumuni zdobyli gola. Honorowego w dosłownym znaczeniu tego słowa, w dwumeczu z Polakami zdobyli 0 pkt przy różnicy bramek 1:6.

W 79. min po bardzo groźnym kolejnym strzale Rumunów Nawałka zdjął Zielińskiego wprowadzając Łukasza Teodorczyka - nominalnie trzeciego napastnika (Milik grał od ośmiu minut po tym jak zmienił Linetty’ego). Wyglądało to tak jakby selekcjoner ani przez chwilę nie chciał grać na utrzymanie wyniku. Polacy szubko opanowali sytuację dając kibicom zwycięstwo, garść pozytywnych wspomnień i masę dobrej energii. Drużyna w piątym kolejnym spotkaniu sprostała roli faworyta, wygrała mecz, który miała wygrać, co zawsze łatwiej jest powiedzieć, niż wykonać.

Na koniec trybunami Stadionu Narodowego wstrząsnął okrzyk „Dziękujemy” na 57 tys gardeł. Ta drużyna wygrywa, spełnia swoje marzenia i daje rodakom mnóstwo frajdy.

Tagi
sport.pl
Dariusz Wołowski: Piszę o piłce, o sporcie, o tym co wpadnie mi do głowy
top | © Agora SA | design by kate_mac