blog Darka Wołowskiego
RSS
czwartek, 20 września 2007

Już pierwszy mecz I rundy Pucharu UEFA wystarczył Groclinowi, by przekonał nas do tego, do czego właciwie nie trzeba było nas przekonywać. Polskie kluby w Europie są jak papier toaletowy w czasach komunizmu. Po prostu subsystują w transcendencji. Śmiało można budować wszystko od nowa, nawet nic starego nie trzeba będzie rozbijać. Ocena zbiorcza: zero. I niech się fani nie pastwią nad Groclinem, on i tak był w stawce reprezentantów Polski najlepszy. Pozostaje nam okazanie miłosierdzia...

Artur Boruc przyrzekł sobie, że jeśli puści siedem goli, skończy karierę. Teraz ogłosił to publicznie więc boję się, że jako człowiek honoru będzie musiał dotrzymać słowa. Panie Arturze wystawia Pan karierę na wielkie niebezpieczeństwo. Pańscy obrońcy w meczu z Szachtarem przekonali piłkarską Europę, że zdolni są do wszystkiego. Sami Panu te siedem goli kiedyś strzelą.

Dlatego ja zwalniam Pana z tego przyrzeczenia. Z dwóch powodów. Po pierwsze uważam, że nie ma sensu składać swego losu w ręce gamoni. A po drugie niech Pan pogada z Józefem Młynarczykiem. On kiedyś w pewnym meczu Bastii siedem razy sięgał do siatki i gdyby skończył karierę nie mielibyśmy do dziś Polaka, który zdobył Puchar Interkontynentalny. Ale Młynarczyk wytrwał, z Bastii przeszedł do Porto, z którym zdobył tytuł najlepszego w Europie, a potem na świecie. Czasem trzeba być cierpliwym. 

 

środa, 19 września 2007
A propos Boruca, to obaj z Żurawskim powinni spadać z tego Celtiku. Boruc, by grać w klubie lepszym, Żurawski by nie być w klubie w którym go nie chcą.
Z pewnością obrona Celtiku Glasgow może kandydować do tytułu najgorszej nie tylko w tej edycji Ligi Mistrzów. Żal patrzeć co wyprawiają ci goście ustawieni przed Borucem. Dobra strona jest taka, że Polak na pewno nie będzie marzł. Przypomina mi się sytuacja Młynarczyka, który w Bastii puszczał po siedem bramek, a potem ocaliło go Porto z którym zdobył Puchar Europy i Puchar Interkontynentalny jako jedyny Polak. Czego i Borucowi życzę. 
wtorek, 18 września 2007

Wreszcie się zaczyna. Trzeba przyznać, że choć gra prawie na okrągło i tak człowiek za nią zatęskni. Tęskniłby może jeszcze bardziej, gdyby 11 lat nie czekał na polskie danie w tym wielkim menu. Ale trudno. Może chociaż Boruc osłodzi ból polskiego sieroty wśród światowej braci fanów Champions League. Zobaczymy. Tak naprawdę trudno spodziewać się po naszych klubach czegokolwiek, bo własnie w pucharach sięgnęły dna. W I rundzie Puchru UEFA jest tylko Groclin. 

Na szczęście Liga Mistrzów kręci się i bez nas. Mimo że granice w europejskiej piłce są otwarte od dawna, style przed laty tak wyraziste, dziś się mieszają i zacierają, to wciąż nie ma większej frajdy niż porównanie Anglii z Włochami, albo Hiszpanami. Wolę oglądać Barcelona - Chelsea, albo Sevilla - Arsenal niż Barca - Sevilla i Arsenal - Chelsea, a pytanie kto jest najlepszy na Wyspach, czy Półwyspach Iberyjskim i Apenińskim chętnie zastąpię jednym: kto jest najlepszy w Europie.

 

poniedziałek, 17 września 2007

Z wszystkich drużyn Europy największe oczekiwania budziła tego lata Barcelona. Fenomenalne transfery, największy gwiazdozbiór, a już atak z Messim, Henrym, Ronaldinho, Eto'o oraz Dos Santosem i Bojanem na „w razie czego”, obiecywał wrażenia estetyczne najwyższych lotów. Wiadomo, że Barca jest nie tylko po to by wygrywać, ale przede wszystkim po to, by zachwycać. To nie Real Madryt nastawiony na rekordy, nie Milan na rekordy Realu czyhający. Ani nie wyrachowany Bayern. Wszyscy pogodziliśmy się z tym, że Barcelona przegrywa częściej niż inni, za cenę oszołomienia, które wywołuje.

Na razie nie wywołuje. Gra wręcz zawstydzająco. Nie chodzi o to, że traci do Realu już cztery punkty, ale o to, że przeżywa zatrważającą niemoc. I to właśnie w ataku. Świat chyba stanął na głowie? Tłumacząc to na język modnej ze względu na Kubicę Formuły 1 - wygląda to jak samochód z silnikiem dwa razy mocniejszym od innych docierający na metę godzinę po nich. I to bez wypadku po drodze (na razie kontuzjowany jest tylko Eto'o).

 

Na występ tych aktorów czekały tłumy, ale wygląda na to, że sami aktorzy nie bardzo czekali na to, by spotkać się na scenie. Barca to dziś grupa piłkarzy, która za skarby świata nie jest w stanie wykrzesać z siebie odrobiny entuzjazmu. A co dopiero, by tym entuzjazmem zarażać kibiców. Być może słuszna jest diagnoza Ikera Casillasa wieszczącego, że Barca wkroczyła właśnie w okres galaktyczny, który jego klub ma już za sobą. W Madrycie przez trzy lata trwały walki o powrót do równowagi po rozpadku gwiazdozbioru z Zidane, Figo, Ronaldo. Wcześniej jednak to właśnie oni wynieśli klub na niedostępny dla innych poziom więc porządkowanie klubu po nich było jak zamiatanie ulic i sceny po koncercie Beatlesów, albo Pink Floyd.

 Rzecz jasna dzisiejsza Barca to nie jest produkt nowy. Ronaldinho, Eto'o, a także Messi poprowadzili klub do dwóch tytułów mistrza kraju i drugiego w historii Pucharu Europy. Przemęczenie w ich przypadku przyszło jednak zadziwiająco szybko. Latem Barca wydała 68 mln euro na Milito, Toure, Abidala i Henry'ego, by byli jak zastrzyk świeżej krwi dla starzejącej się gwiazdy. Na razie nie są. Jakby nie rozumieli, że nie przyszli na Camp Nou, by chować się za plecami Ronaldinho. Bo jeśli Barca będzie zależeć tylko od niego, to będzie grała jak przed rokiem.
piątek, 14 września 2007

Różni są nasi piłkarze, tak różni jak dziennikarze. Wielu z nas trafiło do zawodu również dlatego, że w sporcie nie wyszło. Tak jak krytyk teatralny bywa nieudanym reżyserem czy aktorem, tak dziennikarz sportowy bywa nieudanym piłkarzem lub siatkarzem. Albo udanym jak śp Zdzich Ambroziak.

Nie wszyscy z nas potrafią ukryć podziw dla dokonań sportowców, niektórzy nie widzą nawet takiej potrzeby. Podziw objawia się czasem niewinnym brakiem krytycyzmu, czasem nadmierną skłonnością do zbliżenia ze sportowcami.

Drugie bywa niebezpieczne dla obu stron. Bo niepostrzeżenie powstaje bariera nierzetelności. Koledze trudno być bezstronnym. Już nie mówiąc o takim przejawie koleżeństwa jak wspólne imprezowanie. Wielu dziennikarzy, piłkarz i działaczy to robi, wielu z nas biesiadowało z Fryzjerem...

Nigdy nie umiałem kumplować się z piłkarzami. Czasem nawet chciałem, ale zwyczajnie jakoś nie szło. Kto z mojego pokolenia nie byłby szczęśliwy ściskając rękę Lubańskiego lub Deyny? Ale kiedy oni grali, byłem dzieciakiem. Potem szybko zrozumiałem, że kumplowanie się z piłkarzami szkodzi wszystkim.

Bardzo długi i zawiły to wstęp do Jacka Bąka. Ale też dla dziennikarza to przypadek niecodzienny. Kiedyś robiłem z nim wywiad po meczu z Włochami (3:1 w Warszawie) w którym zdobył gola. Po zakończenu powiedziałem: dziękuję. - To ja dziękuję - odpowiedział. - Po takim meczu to mogę gadać godzinami. Podobnie zaskoczony byłem wcześniej tylko raz, gdy gwiazdor Realu Raul Gonzalez poprosił, żebym przysłał mu wywiad po polsku na pamiatkę.

Bąk nigdy się o nic nie obraził, nigdy nie miałem wrażenia, że kręci, oszukuje, knuje, albo podejrzewa, że ktoś z nas chce naciągnąć go na jakieś głupstwo i ośmieszyć. Nigdy nie był małostkowy jak wielu lepszych i gorszych od niego piłkarzy, by rozliczać dziennikarza z tego co pisze. Czy to coś niezwykłego? Zaręczami, że lista takich jak on jest krótka.

PS. Nigdy nie wypiłem z Jackiem Bąkiem nawet jednego piwa

środa, 12 września 2007
Po remisie z Portugalia poniosła nas chyba fantazja ułańska. Nie, ten remis z Finami nie jest katastrofą, ale też sukcesem nie jest. Cóż, mecze Polaków czasami trzeba przeżywać, a nie podziwiać. Do podziwiania było niewiele, tylko Boruc z Błaszczykowskim czyli jakieś 20 proc drużyny. A punkt mamy jeden, czyli 33 proc możliwych do zdobycia. W sumie skuteczność niezła. Tyle, że jesli nie potrafiło się pokonać Fina, to z czym porywać się w Belgradzie na Serba? Na szczęście do polskiej drużyny logika się jakoś nie stosuje: z Portugalią cztery pkt, z Armenią trzy, z Finami jeden.... niech się na wszelki wypadek Serb martwi jak się odnaleźć w tej polskiej logice.

Kiedy się ma 45 lat to właściwie zupełnie nie wiadomo od czego zacząć. Tak, czy owak zacząć trzeba. Choćby od przeprosin za ortograficzne byki.

A teraz o meczu. Trudno było sobie wyobrazić, że gra z Finami może być kluczowa w walce o pierwsze polskie Euro. Chyba, że ktoś był w Bydgoszczy. A ja do Bydgoszczy się właśnie wybrałem. Manto jakie dostał od Finów zespół Beenhakkera sprawiło, że wielu z nas postawiło na tych eliminacjach krechę.

Żal mi było Holendra, ledwo przyjechał do Polski, jeszcze nie oprzytomniał po kanonadzie jaką skierowali w niego rodzimi mistrzowie trenerki, a już jego piłkarze wbili mu nóż w plecy. Pamiętam konferencję prasową kiedy zaprezentowano go dziennikarzom jako selekcjonera, a z tyłu, w kuluarach Grzegorz Lato udzielał wywiadu, że z trenerem z zagranicy to skandal.

Nie było wątpliwości, że rzucą się Holendrowi do gardła przy najbliższej okazji, a tu okazja sama się pcha - klęska z FINAMI! Złudzeń nie było, że zatrudniony na eliminacje Euroo 2008 Holender zostanie po nich wypędzony z Polski, by nasi ”zdolni” trenerzy mogli eksperymentować na delikatnej tkance kadry jak przez ostatnie dziesięciolecia. Nikt niczego od nich nigdy nie wymagał, bo przecież piłkarzy mamy słabych.

Beenhakker przeszedł długą drogę. Nie, nie należę do jego fanatyków, nie chcę powiedzieć, że zasłoniłbym go własnym ciałem przed ciosami wszelkiej krytyki. Sam nie byłem pewien czy to dobry trener, ale przynajmniej nie było też pewności, że zły.

Dziś okazuje się, że zdobył szacunek fanów, ale jeszcze większą nienawiść środowiska. Rodzimi trenerzy nie mogą znieść, że takiego - przybłędę - naród lubi. Ale to sprawa drugorzędna, niebezpieczna tylko w razie porażki. Ważne jest to, że po meczu w Bydgoszczy zamiast mówić, że musi mieć więcej czasu i margines błędu, bił się dalej. Bo kiedy ma się 65 lat to dopiero problem od czego zacząć. Zwłaszcza, gdy chce się wygrywać z piłkarzami znad Wisły.

No, ale ich przekonał, poukładał i znów mamy mecz z Finami, a Portugalczyków i Serbów za sobą. Czekaliśmy na rewanż przeszło rok. Oby nasi piłkarze mieli na niego taką chrapkę jak my... 

 

 

  

 

1 ... 101 , 102 , 103 , 104 , 105
 
Tagi
sport.pl
Dariusz Wołowski: Piszę o piłce, o sporcie, o tym co wpadnie mi do głowy
top | © Agora SA | design by kate_mac