blog Darka Wołowskiego
RSS
poniedziałek, 02 lipca 2018

Przekreślił marzenia Argentyny właściwie w pojedynkę. Kylian Mbappe jest najmłodszym piłkarzem od czasów Pelego, który zdobył dwa gole w meczu play off mistrzostw świata.

To co się stało w 11. minucie gry wywołało szok u 43 milionów Argentyńczyków. Włącznie z tymi jedenastoma na boisku w Kazaniu, którzy przegapili odpowiedni moment, by faulować. Mbappe ma opinię jednego z najszybszych graczy na świecie, nikt się jednak nie spodziewał, że gdy włączy turbodoładowanie 70 m pokona z piłką przy nodze w 8 sekund. Powalił go dopiero Marcos Rojo. W polu karnym. Jedenastkę wykorzystał Antoine Griezmann.

Akcja przypomniała najpiękniejszego gola, jakiego zdobył Brazylijczyk Ronaldo, w meczu Barcelony z Compostellą 22 lata temu. Didier Deschamps skrzywił się tylko na takie porównanie. - Brazylijczyk był mistrzem świata, Kylian dopiero zaczyna. Może jest nawet szybszy, ale potrzebuje więcej miejsca do gry. Ronaldo robił z piłką cuda na dwóch metrach - skomentował trener Francuzów.

Dziennikarzy nie zniechęciło to kolejnych porównań. Mbappe ma 19 lat i jest najmłodszym piłkarzem, który zdobył dwie bramki w meczu play off mundialu od sześciu dekad. 24 czerwca 1958 roku 17-letni Pele wbił hat-tricka w półfinale mistrzostw w Szwecji. Ofiarą nastolatka byli Francuzi z supersnajperem Justem Fontaine i przywódcą drużyny Raymondem Kopą. Pięć dni później Pele poprawił dwoma bramkami w zwycięskim finale ze Szwecją. Tak zaczęła się kariera „Króla Futbolu”.

- Porównanie do Pelego to dla mnie honor, ale to był jednak piłkarz z innej planety - mówił Mbappe zaraz po tym jak niemal w pojedynkę rozbił reprezentację Argentyny w 1/8 finału mistrzostw w Rosji. Schody dopiero się zaczynają. W ćwierćfinale czeka Urugwaj - absolutni mistrzowie gry obronnej. Stoperzy Diego Godin i Jose Gimenez dopuścili do straty zaledwie jednej bramki przez 360 minut tych mistrzostw. Ale Urusi mają też najlepszą parę napastników na turnieju w Rosji. Luis Suarez i Edinson Cavani dokonują rzeczy wielkich. Nikt nie może mieć pewności, czy będą to mistrzostwa Mbappe.

Jorge Sampaoli pytany jaki był jego pomysł na nastolatka z Francji, rozłożył ręce. - Plany trenerów walą się w gryzy, gdy piłkarz o takich możliwościach, ma taki wieczór jak dziś - powiedział trener Argentyny. Numer 10, który w przeszłości nosili na plecach Michel Platini i Zinedine Zidane, nie ciąży Kylianowi. Do wielkich wyzwań szybko się przyzwyczaja.

W grudniu 2015 roku miał 16 lat i 347 dni, gdy zadebiutował w lidze francuskiej. Poprawiał wyczyn Thierry’ego Henry’ego, który pierwszy ligowy mecz z Monaco zagrał w wieku 21 lat. Pierwszą bramkę Kylian zdobył w lutym 2016 (17 lat, 62 dni) wymazując z tabel kolejny rekord Henry’ego. Z pochodzenia jest Kameruńczykiem, urodził się w Paryżu, grał w reprezentacjach Francji do lat 17 i 19. Z tą drugą zdobył mistrzostwo Europy, był drugim strzelcem turnieju. Mając 18 lat i 95 dni zagrał w pierwszej drużynie powołany przez Deschampsa. W spotkaniu z Luksemburgiem w marcu 2017 roku zmienił Dimitriego Payeta w 78. min. Wtedy nosił na plecach numer 12. Zaledwie kilka miesięcy później PSG zapłaciło za niego 180 mln euro.

Dziś ma już trzy bramki w finałach mistrzostw świata. I dwie nagrody dla gracza meczu rosyjskiego turnieju. Jeśli nastolatek potrafił wysłać do domu Leo Messiego, trudno przypuszczać, by na tym się skończyło.

niedziela, 01 lipca 2018

Rozstali się z mundialem tego samego dnia, a widoki, że marzenie spełni się kiedykolwiek spadły w okolice zera. To symboliczny zmierzch ery Leo Messiego i Cristiano Ronaldo?

Łzy CR7 po porażce z Urugwajem były przejawem złości w takim samym stopniu jak bezsilności. Show skradł mu Edinson Cavani, tak jak cztery godziny wcześniej Messi okazał się bezsilny wobec eksplozji Kyliana Mbappe. Od czasów Pelego sześć dekad temu żaden nastolatek nie błysnął w tak olśniewający sposób w mistrzostwach świata. Wszystkie media donoszą o narodzinach gwiazdy.

Przez 90 minut meczu z Argentyną Mbappe dokonał czegoś, co Messiemu i Ronaldo się nie udało - zdobył bramki w fazie pucharowej mundialu. Portugalczyk swoją najwspanialszą przygodę z mistrzostwami przeżył w debiucie w 2006 roku. Drużyna dotarła do strefy medalowej zatrzymana przez Francję, na koniec był przegrany mecz z Niemcami o brązowy medal. 21-latek miał prawo wierzyć, że ciąg dalszy nastąpi.

Dziś wie, że mundial jest imprezą kapryśną, z której nie potrafił wyszarpać nic godnego swojego statusu. Podczas mistrzostw w Katarze będzie się zbliżał do 38. urodzin. I choć chwali się stanem swoich mięśni, bardzo mało prawdopodobne, by przetrwały tak długo.

Po porażce z Urugwajem zasugerował, że opuści drużynę narodową, choć trener Fernando Santos twierdzi, że wciąż go potrzebuje. Pobił wszystkie rekordy: w 154 meczach kadry dla kadry zdobył 85 bramek, jest mistrzem Europy, ale medalu mistrzostw świata i tytułu króla strzelców wciąż może zazdrościć Eusebio.

W Portugalii nigdy nie było kłopotów z ich porównywaniem. Eusebio, kiedy jeszcze żył, odnosił się do CR7 jak do syna.

Messi wciąż bezskutecznie gonił za Maradoną - choć i on w drużynie narodowej bił rekordy (128 meczów, 65 bramek). Najbliżej był 4 lata temu, ale Albicelestes przegrali dramatyczny finał z Niemcami. Ale to nie był turniej Leo, grał dobrze, strzelał bramki w każdym meczu grupowym, ale do legendy Maradony z Meksyku się nie zbliżył.

Z Messim część Argentyńczyków zawsze miała problem, podejrzewając, że mieszkający w Barcelonie od 18 lat piłkarz nie potrafi walczyć za rodzinne barwy z całą mocą. Nazywali go „Pecho frio”, czyli „zimne piersi” lub „zimne serce”. Skryty, małomówny, zamknięty w sobie chłopak przekonywał ich tylko wtedy, gdy wygrywał. Maradona do dziś mdleje, szaleje, wychodzi z siebie na trybunach - skrajne reakcje wobec narodowych barw są dla Argentyńczyków bardziej czytelne.

Podczas mundialu w Katarze Messi będzie miał 35 lat. Ale już dziś jest dość przesłanek by twierdzić, że w reprezentacji więcej nie zagra. Dotarł z nią do czterech finałów (trzy razy w Copa America, raz na mundialu), wszystkie przegrał. Ile razy można zaczynać od nowa?

Aż trudno uwierzyć, ale być może pożegnanie Messiego i Ronaldo odbyło się tego samego dnia - 30 czerwca 2018 roku. Porażka na mundialu nie pozbawia CR7 szans na szósty tytuł piłkarza roku. W Lidze Mistrzów zdobył z Realem trzeci kolejny tytuł, podkreślając go szóstą koroną króla strzelców. Nie wiadomo jednak czego jeszcze dokona Mbappe w Rosji. Być może to właśnie w tym roku Złotą Piłkę zgarnie ktoś trzeci. Kiedyś to się stać musi.

W 2010 roku mistrzami świata zostali Hiszpanie a Złotą Piłkę dostał Messi. W 2014 najlepsi w Brazylii byli Niemcy, a piłkarzem roku został Ronaldo. Ale wtedy formuła plebiscytu była inna. Dominowały głosy kapitanów i selekcjonerów narodowych drużyn. Teraz dziennikarze zagłosują na Mbappe, jeśli tylko da im dość powodów.

Od dekady wyścig Messiego i CR7 śledziły miliony ludzi. Czegoś podobnego nigdy nie było. Pobili wiele rekordów, zdobyli tony trofeów, przekraczali granice, ale ten najbardziej pożądany triumf wyślizgnął im się z rąk. W 1/8 finału mundialu w Rosji połączyła ich niewidzialna nić nieszczęścia. W reprezentacji nic tego już raczej nie odwróci.

sobota, 30 czerwca 2018

Czy drugie życie Argentyny potrwa dłużej niż 90, góra 120 minut? Rozhisteryzowanych wicemistrzów świata zmierzy w sobotę w Kazaniu chłodna Francja, która nie porywa nawet swoich kibiców.

Aż trudno uwierzyć, że po jedynym tytule mistrzów świata zdobytym dla Francji przez pokolenie Zinedine’a Zidane’a, na Polach Elizejskich w Paryżu świętowało 1,5 mln ludzi. Więcej niż po kapitulacji hitlerowskich Niemiec. Na co dzień fani „Trójkolorowych” traktują jednak drużynę narodową dość oschle. Do Rosji za zespołem Didiera Deschampsa pojechało raptem 2 tys rodaków. Mimo iż uchodzi on za jednego z faworytów.

W meczu grupowym Francuzi zupełnie zniknęli w tłumie znacznie biedniejszych Peruwiańczyków, który do Rosji musieli przebyć kilkanaście tysięcy kilometrów. I przyjąć porażkę 0:1.

Argentyńczycy są na przeciwnym biegunie wobec Francuzów. Nie ma na świecie nacji tak oszalałej na punkcie drużyny narodowej. Kraj pogrążony w głębokim kryzysie przeżył podczas rosyjskich mistrzostw drogę do piekła i z powrotem. Nastraszeni remisem z Islandią, w którym Leo Messi nie strzelił karnego, rozbici przez Chorwatów (0:3), dobijani przez Nigerię do 85. minuty (1:1).

Ale zwycięski gol obrońcy Marcosa Rojo znów rzucił sfrustrowanych fanów Albicelestes do stóp piłkarzy Jorge Sampaolego. Selekcjonera, którego media argentyńskie okrzyknęły największym nieudacznikiem jaki kiedykolwiek prowadził drużynę. Prasa informowała, że Sampaolego już właściwie nie ma, skład na Nigerię miała ustalić rada drużyny.

Histeryczne reakcje Diego Maradony, który podczas meczu z Nigerią zasłabł, a po golu Rojo wykonywał obsceniczne gesty wobec kibiców rywali, to najlepsze podsumowanie stanu ducha 43-milionowego kraju. Argentyńczycy patrzą jak męczy się na boisku Messi, jak nieporadni i sparaliżowani presją są otaczający go piłkarze. Jak zdesperowany Sampaoli co rusz zmienia skład i taktykę, a potem ogłasza, że pobłądził, bo gracze go nie zrozumieli.

Tego wszystkiego Argentyńczycy nie przyjmują do wiadomości. Zaraz po szczęśliwym awansie do 1/8 finału tysiące ludzi oblegało biura podróży, by za kosmiczne kwoty wybrać się w trwającą co najmniej dobę podróż do Kazania. To nic, że inflacja w kraju osiągnęła właśnie tegoroczne apogeum, to nic, że ukochana drużyna może wytrwać w turnieju zaledwie 90 minut, a fazę grupową zakończyła z ujemnym bilansem bramkowym. Trzeba ją wesprzeć za wszelką cenę.

Jakie argumenty mają Argentyńczycy? Messi? 31-letni geniusz pojawia się i znika. Gra w tym turnieju słabo, ale jego nagłą eksplozję w starciu z Francuzami trudno wykluczyć. I na to liczy cała Argentyna, mimo słabej pomocy, dziurawej obrony i zielonego bramkarza. 32-letni Franco Armani w 1/8 finału zagra zaledwie drugi raz w reprezentacji. Sampaoli raz stawia w ataku na Higuaina, raz na Kuna Aguero, z Francją napastnika Juventusu ma zastąpić skrzydłowy Christian Pavon. I to ma być tajna broń?

Być może sytuacja Francji nie byłaby wcale lepsza, gdyby nie spokój, a wręcz obojętność, które ją otaczającą. Deschamps ma najdroższą kadrę na mundialu. Trzech graczy: Pogba (Manchester United), Mbappe (PSG) i Dembele (Barcelona) kosztowało 450 mln euro. Barcelona miała dać za Griezmanna 100 mln, ale warty znacznie więcej Francuz zdecydował się zostać w Atletico Madryt.

Indywidualne możliwości Francuzów przyprawiają o zawrót głowy. Tworzą jednak drużynę, która w Rosji nie porwała nikogo. Wygrała grupę, ale uciułała ledwie trzy bramki, w tym jedna samobójcza zdobyta przez obrońcę Australii. As „Trójkolorowych” Griezmann, król strzelców ostatniego Euro, zdobył w Rosji jednego gola – z karnego. Dawał mniej oznak życia niż Messi, a zawiedziony Deschamps zdejmował go z boiska przed końcem gry.

Nieobliczalny Dembele stracił miejsce w składzie. Środkowy napastnik Oliver Giroud wygląda na zagubionego na tym poziomie. Słabo spisują się boczni obrońcy, toteż ofensywa Francji spoczywa na barkach nastoletniego Mbappe.

Znacznie lepiej jest w obronie. Defensywny pomocnik Chelsea N’Golo Kante to gracz z napędem atomowym. Trudno sobie wyobrazić jak Argentyna miałaby sforsować jego, Pogbę i parę stoperów Varane – Umtiti. Czy wzniosą oni przed bramką Hugo Llorisa ścianę płaczu dla Messiego?

Pięciokrotny laureat Złotej Piłki musiałby błysnąć geniuszem. Jeśli to się nie zdarzy, drugie życie Albicelestes w tych mistrzostwach nie potrwa dłużej niż 120 minut. Czy warto wydać majątek, pokonać 14 tys. km z Buenos Aires do Kazania? Warto jeśli się jest wyznawcą reprezentacji Argentyny. Francja na takie uwielbienie dopiero pracuje.

Na ostatnim treningu przed wylotem do Kazania drużyna Sampaolego ćwiczyła rzuty karne.

środa, 27 czerwca 2018

Poza cudem, który wydarzył się w Sankt Petersburgu, drużyna Jorge Sampaolego wreszcie zdradza oznaki życia. W sobotę Leo Messi i reszta znów zdają wielki egzamin. Z francuskiego.

Marcos Rojo oddał strzał życia na bramkę, za którą kibice Albicelestes rozpostarli transparent z trzema symbolami ich kraju: Diego Maradoną, papieżem Franciszkiem i Leo Messim. To zaledwie trzeci gol obrońcy dla reprezentacji Argentyny, był jednak efektem czegoś w rodzaju objawienia. - Zdobędę tę bramkę - powiedział kolegom i pobiegł do przodu. „Wolej wybawienia”, lub „wolej ocalenia” - tak media argentyńskie ochrzciły desperacki strzał zawodnika, który zagrał dla Argentyny 58 meczów.

Nigdy nie był gwiazdą, w Manchesterze United jest rezerwowym, ma za sobą sezon, w którym wystąpił zaledwie 9 razy w Premier League. W meczu z Chorwacją selekcjoner Jorge Sampaoli zesłał go na ławkę, ale szybko pożałował. Rojo jest dziś bohaterem drużyny, która wycierpiała na mundialu w Rosji więcej niż jakakolwiek inna.

„Argentyna żyje” - ogłosiły tamtejsze media po zwycięstwie 2:1 nad Nigerią. - To nagroda dla tych wszystkich, którzy nie pozwolili zatruć sobie głowy bzdurami - powiedział Leo Messi. Zdjęcia jak klęczy z uniesionymi rękami, obiegły świat. Tak jak urywki pokazujące ekstremalne reakcje Maradony. 58-letni Diego zasłabł w przerwie na stadionie, a lekarz kazał mu wracać do hotelu. - Odmówiłem, przecież graliśmy o życie - napisał potem do kibiców wyjaśniając, że po wizycie w szpitalu czuje się dobrze. - Diego jeszcze trochę z wami pobędzie - uspokoił.

Na wydarzenia na boisku reagował jednak jak obłąkany. Po golu Rojo wykonywał obsceniczne gesty w kierunku Nigeryjczyków. Żal było patrzeć na największą niegdyś gwiazdę piłki. Ale euforia udzieliła się wszystkim Argentyńczykom.

Marcos Rojo nigdy nie zdobył bramki w meczu towarzyskim. Zaczął od gola na 3:2, 25 czerwca 2014 roku w Porto Alegre, gdzie Argentyna wygrała z Nigerią 3:2 na mundialu w Brazylii. Rok później dołożył bramkę w chilijskim Concepcion, gdzie w Copa America Albicelestes rozbili Paragwaj 6:1. Rojo strzelił na 1:0. Minęły trzy lata i znów dokonał rzeczy wielkiej. Bez jego strzału w 86. minucie nie byłoby awansu Argentyny do 1/8 finału rosyjskich mistrzostw.

Prasa argentyńska podkreśla, że w grze o przetrwanie objawił się w końcu także Messi. Przez 180 minut meczów z Islandią i Chorwacją nie dawał znaku życia, a w pierwszej grze przestrzelił karnego. Z Nigerią zdobył wspaniałą bramkę na 1:0, a potem trafił piłką w słupek z wolnego. I cały czas dowodził drużyną.

Nikt w Argentynie nie zamartwia się na razie tym, że w sobotę w 1/8 finału sen znów może się skończyć. Albicelestes zmierzą się z Francją, która wygrała grupę i wygląda wyjątkowo solidnie. Miliony Argentyńczyków wierzą, że skoro ich zespół ocalał w sposób cudowny, to w jakimś wyższym celu.

Racjonalnie patrząc na formę Albicelestes, niewiele da się powiedzieć dobrego. Serc do walki nie wystarczy do zawojowania świata. Argentynę trzeba zaliczyć do drużyn nieobliczalnych. Dopóki ma Messiego. Dziennik „El Clarin” wydrukował tytuł „Zmartwychwstanie” komentując, że poza cudem, który wydarzył się w Sankt Petersburgu, zespół Sampaolego dał oznaki, by sądzić, że odnajduje swoją drogę.

Plan minimum został wykonany. Do starcia z Francuzami Albicelestes przystąpią bez tak paraliżującej presji. Porażka w grupie byłaby kompromitacją, teraz rywal jest naprawdę wielki.

Oczywiście media argentyńskie wciąż są bezlitosne dla selekcjonera. Donoszą, że Sampaoli pytał Messiego przed meczem, czy w ataku może zastąpić Kuna Aguero Gonzalo Higuainem. Czy tak rzeczywiście było? Trener wielokrotnie podkreślał, że komfort kapitana jest dla niego kluczowym czynnikiem. Ani Higuain, ani Aguero, który wszedł z ławki w 80. min, niczego specjalnego nie dokonali. W kadrze wciąż mogą uchodzić za napastników niespełnionych. Choć Messi zdobył dla Argentyny 65 bramek (najwięcej w historii), ci dwaj w sumie aż 69.

W 1/8 finału kluczowa może okazać się słaba gra defensywna Albicelestes. W trzech meczach grupowych stracili 5 bramek. Na Nigerię wymienili bramkarza. W kadrze zadebiutował 32-letni Franco Armani z River Plate. Przeciw Francji zagra dopiero drugi mecz.

poniedziałek, 25 czerwca 2018

Wśród 32 drużyn nieźle panujących nad piłką Polacy okazali się jedną z najgorszych.

Tak jak w 2002 r. kadra Jerzego Engela i cztery lata później Pawła Janasa. Adam Nawałka dołącza do tej trójki, choć marzyliśmy, by zobaczyć go obok Kazimierza Górskiego i Antoniego Piechniczka.

Walka była, ale bez planu. Piłkarze Nawałki rzucili przeciw Kolumbii wszystkie siły, nie mieli jednak żadnych atutów. Polski bilans mundialu w Rosji: 180 minut, zero punktów, bramki 1:5.

Fabiański – Glik – Krychowiak – Lewandowski – tak wyglądał na Euro 2016 kręgosłup drużyny. W Rosji został przetrącony w kilku miejscach. Glik uległ kontuzji, Krychowiak po dwóch straconych sezonach w klubie był tylko cieniem siebie. Niczym nie zasłużyli się ani Szczęsny, ani Lewandowski. Kolumbia oddała trzy celne strzały i wygrała 3:0. Przy stanie 0:1 w 57. min napastnik Bayernu przyjął długą piłkę i miał przed sobą tylko Ospinę. Kopnął mocno, ale w bramkarza. Jeszcze raz się okazało, że nie jest typem piłkarza, który wygrywa mecze w pojedynkę. Jeśli nie ma podań, nie strzela goli.

Ósme miejsce w rankingu FIFA oszukało nas wszystkich. I zakłamało rzeczywistość. Pozycja faworyta grupy H okazała się zbyt dużym obciążeniem dla drużyny o tak ograniczonej liczbie atutów.

Kluczem mogła być uważna, konsekwentna, rozsądna gra w tyłach tak jak na Euro 2016. Dzięki niej zrodził się ćwierćfinał 24 miesiące temu. Polacy zdobyli w pięciu meczach cztery bramki, ale stracili zaledwie dwie. Michał Pazdan był odkryciem, grając pod kierunkiem Kamila Glika. W Rosji nic z tego nie zaistniało.

Rosyjskie mistrzostwa skończyły dla Polski przed czasem. Przedwcześnie padły marzenia. W jednym z wywiadów Lewandowski mówił, że kluczem jest dobre wejście w turniej, ono mogło zbudować euforię w drużynie. A potem wszystko byłoby możliwe.

Ale drużyna Nawałki weszła w turniej z Senegalem, strzelając sobie gole sama. Wyrwę po Gliku widać było w głowach i na placu gry. Już po 90 minutach zespół stanął pod ścianą. I już się od niej nie odbił. Symbolicznym przypadkiem był Dawid Kownacki, który wszedł na Senegal i wyróżnił się tym, że nieco żwawiej poruszał nogami. Od razu wywindowało go to do podstawowej jedenastki, ale w meczu z Kolumbią nie zaistniał.

W ten sposób Polska została pierwszą drużyną z Europy, która odpadła z turnieju.

sobota, 23 czerwca 2018

Po 180 minutach mundialu w Rosji stępował do piekieł. Ocalił go czas doliczony. Ale i tak znacznie ważniejszy od Neymara jest póki co dla Brazylii Philippe Coutinho.

Dobiegała końca 91. min, gdy środkowy napastnik Gabriel Jesus źle przyjął piłkę w polu karnym Kostaryki. Źle, ale wyszło mu perfekcyjne podanie do Coutinho. Pomocnik Barcelony zdobył swoją drugą bramkę w tych mistrzostwach. Radość pięciokrotnych mistrzów świata była tak szalona, że ich trener Tite przewrócił się w euforii pędząc z gratulacjami do swoich piłkarzy.

Skromny rywal ze strefy Concacaf, który dzielnie postawił się Brazylii, nie był już w stanie odwrócić losów meczu. W ostatniej doliczonej minucie swoją bramkę dołożył Neymar pakując piłkę do pustej bramki Keylora Navasa po podaniu Douglasa Costy. I tak z dramatu grożącego Brazylii, zrodził się happy end. Neymar mógł poczuć głęboką ulgę, po remisie w pierwszym starciu mistrzostw ze Szwajcarią, frustracja fanów spadła na niego z całą mocą.

Czy to będzie zwrot dla „Canarinhos” i ich kapitana? Czy ten mundial, jak sądzili niektórzy, może być rehabilitacją za traumę sprzed czterech lat?

Po kontuzji w meczu PSG, operacji i rehabilitacji Neymar nie grał w piłkę 99 dni. Kiedy wrócił z marszu strzelił piękne gole w sparingach z Chorwacją i Austrią. Brazylia łatwo je wygrała, wydawało się, że do Rosji przyjeżdża rozpędzona lokomotywa. Tymczasem 180 minut gry na mundialu przeciw przeciętniakom ze Szwajcarii i Kostaryki były dla faworyta drogą przez mękę.

Brazylia grała na biegu jałowym irytując miliony wielbicieli. Jedynym, który nie zawodził był Coutinho. Neymar raczej pajacował, wikłał w dryblingi, kolekcjonował faule, z czego nic nie wynikało dla drużyny. Przeciwnie. Lider jej szkodził. Może męki Neymara skończyłyby się w 79. min, gdy sędzia podyktował karnego po faulu na nim. Obrońca Kostaryki lekko go dotknął w polu karnym, Brazylijczyk padł teatralnie, a Holender Bjoern Kuipers wskazał na jedenastkę. Ale gracze z Kostaryki namówili go, by odwołał się do pomocy VAR-u. I po obejrzeniu powtórki sędzia decyzję zmienił.

Tak czy siak dzięki zwycięstwu z Kostaryką 2:0 lider Brazylii uniknie kolejnej fali krytyki. Choć wcale nie zagrał dobrze, wciąż wyglądał jak egoista myślący bardziej o sobie, niż drużynie. Tracił piłkę, padał, kłócił się z sędzią i prowokował rywali. A po meczu rozpłakał się z emocji. Zwycięstwo na mundialu jest lekiem i alibi na wszystko.

Piłkarze i trenerzy, zwłaszcza ci emblematyczni dla faworytów mistrzostw są skazani na uwielbienie, gdy wygrywają i falę nienawiści, gdy im się noga powinie. Naczelny przykład w Rosji to Argentyna i Leo Messi.

Ale mundial daje też szanse rehabilitacji tym, którzy byli wdeptywani w błoto. Przykład kolumbijskiego trenera Meksyku Juana Carlosa Osorio. Gdy drużyna żegnała się z kibicami na Estadio Azteca przed wylotem do Rosji, fani skandowali, żeby trener się wynosił. Legendarny Hugo Sanchez stwierdził publicznie, że jakiś tam Kolumbijczyk nie powinien rządzić tak wielką drużyną jak meksykańska. W pierwszym meczu na mundialu Osorio poprowadził zespół do zwycięstwa nad broniącymi tytułu Niemczami. I w sobotę, w czasie drugiego spotkania z Koreą Południową dziesiątki tysięcy Meksykanów mają maszerować w centrum stolicy, prosząc Kolumbijczyka o wybaczenie. W całym kraju można kupić obrazki z podobizną Osorio w aureoli świętego. Co się jednak stanie, jeśli Meksyk nie wygra z Koreą?

piątek, 22 czerwca 2018

O włos od klęski w fazie grupowej mundialu w Rosji Argentyna pogrąża się w odmętach chaosu. Całkowicie bezsilny jest już nawet pięciokrotny laureat Złotej Piłki.

49 kontaktów z piłką miał w meczu z Chorwacją Lionel Messi. Najmniej ze wszystkich piłkarzy z pola, mniej niż nieszczęsny bramkarz Willy Caballero. Jak zauważył trener Jorge Sampaoli pastwienie się nad 37-latkiem, który zawalił pierwszego gola, byłoby nieludzkie. Grał zaledwie szósty raz w reprezentacji, debiutował w marcu, po kontuzji Sergio Romero. Sampaoli postawił na niego, skreślił Romero, mimo iż była realna szansa, że bramkarz, który barw narodowych bronił aż 94 razy, wyleczy się tuż przed startem mundialu w Rosji.

Jeśli Sampaoli pomylił się co do bramkarza, to jak ocenić inne jego błędy? Argentyna poległa z Chorwacją 0:3 - takiego upokorzenia w fazie grupowej mistrzostw świata nie doznała od legendarnej porażki 1:6 z Czechosłowacją w Szwecji w 1958 roku.

Cztery lata temu w Brazylii Albicelestes dotarli do finału, ale od tamtej pory rzesze kibiców Argentyny przeżywają nieustanne rozdwojenie jaźni. Jak to możliwe, że mając najlepszego gracza świata, a może nawet w całej historii piłki, drużyna gra tak źle? Dopiero hat-trick Messiego w ostatnim meczu eliminacji dał Argentynie awans na mundial w Rosji.

Po porażce w starciu o złoto z Niemcami na Maracanie odszedł Alejandro Sabella. Gerardo Martino i Eduardo Bauza też sobie nie poradzili. W 2017 roku nastał czas Sampaolego, który w Brazylii prowadził Chile eliminując z mistrzostw broniących tytułu Hiszpanów, a rok później wygrał Copa America pokonując w finale rodaków z Messim na czele.

Argentyna zdaje się mieć ogromny potencjał. Przynajmniej tak wydaje się samym Argentyńczykom. Kun Aguero, Nicolas Otamendi (Manchester City), Gonzalo Higuain, Paulo Dybala (Juventus), do tego charyzmatyczny Javier Mascherano - nie da się twierdzić, że wszystko zaczyna się i kończy na Messim. Miliony fanów od dekady dręczy banalne z pozoru pytanie dlaczego Leo w Barcelonie jest innym piłkarzem niż w drużynie narodowej?

Jedni winią Messiego, inni jego kolegów, jeszcze inni selekcjonerów. Załamany Sampaoli przyznał, że jego koncepcja rozpadła się na Chorwatach jak domek z kart. Dodał, że piłkarze jej w ogóle nie zrozumieli. - Sampaoli może mówić co chce - burknął na to Aguero, co zdaniem komentatorów świadczy o fatalnej atmosferze w zespole. Jaka może być w takiej sytuacji? Kibice w Argentynie na czele z Diego Maradoną reagują skrajnie: od uwielbienia do nienawiści jeden krok, stąd histeria i marazm po tym co wydarzyło się w Niżnym Nowogrodzie.

W 2015 roku w półfinałach Copa America wszystkie zespoły prowadzili trenerzy z Argentyny. W Rosji jest ich pięciu: poza Sampaolim, Gareca (Peru), Pekerman (Kolumbia), Hector Cuper (Egipt) i Pizzi (Arabia Saudyjska). Trudno twierdzić, że argentyńska myśl szkoleniowa jest na dnie.

Każdy kolejny selekcjoner Albicelestes zaczyna pracę od pielgrzymki do Barcelony. Każdy zapewnia Messiego, że będzie w jego drużynie punktem odniesienia. Jaki plan na Chorwację miał Sampaoli? - My robiliśmy wszystko, by piłka jak najczęściej trafiała do Messiego, natomiast Chorwaci robili co w ich mocy, żeby jak najrzadziej. Tę teorię potwierdził lider Chorwatów Luka Modric, który powiedział, że Messi jest wspaniały, ale w piłce nikt nie wygrywa meczów sam.

Bez względu na ocenę drużyny Sampaolego i jej lidera, bez względu na to jak kibice rozdzielą winy za porażkę w Rosji, i Sampaoli i Messi będą jej symbolem. Jeszcze nigdy w karierze geniusz z Rosario nie był w tak głębokim cieniu Cristiano Ronaldo.

czwartek, 21 czerwca 2018

- To będzie walka na śmierć i życie - mówi o niedzielnym meczu z Polakami kapitan Kolumbijczyków Radamel Falcao. Zespół Jose Pekermana zszokował rodaków porażką z Japonią, ale ma mocniejsze alibi niż drużyna Adama Nawałki.

Świat Pekermna wywrócił się po zaledwie 180 sekundach. Cztery lata drobiazgowych przygotowań do mistrzostw świata i cały wysiłek zawisł na włosku. Pomocnik Carlos Sanchez, pseudonim „skała” wyleciał z boiska po zagraniu piłki ręką w polu karnym. To była pierwsza czerwona kartka na turnieju w Rosji i druga na liście najszybciej pokazanych w historii mundiali. Do tego strata gola z karnego - początek meczu z Japonią był nieoczekiwaną traumą dla Kolumbii.

Przeglądając kolumbijską prasę dzień po porażce 1:2 można jednak wyczuć pewną ambiwalencję. Drużyna narodowa głęboko rozczarowała miliony rodaków, ale stoczyła heroiczną walkę z rywalem grającym w przewadze. Potrafiła wyrównać, remis utrzymała do 72. min. W dodatku jej lider James Rodriguez wszedł dopiero na pół godziny przed końcem, bo nie był w stu procentach zdrowy.

Falstart Kolumbii na rosyjskim mundialu wziął się w jakimś stopniu z nieoczekiwanego zbiegu okoliczności. Po bolesnej lekcji, drużyna ma rzucić wszystkie siły na Polaków. „Skoro Polska przegrała z Senegalem, a Kolumbia z Japonią, to znaczy, że w grupie H możliwe jest wszystko” - komentuje kolumbijski „El Pais”. I podaje pięć warunków jakie muszą spełnić piłkarze Pekermana, by przetrwać w Rosji. „Bo po niedzielnym meczu jedna z tych drużyn zostanie skazana na powrót do domu” - komentuje „El Pais”.

Pięć warunków? Pierwszy to oczyścić głowy po klęsce z Japonią. Drugi dotyczy samego selekcjonera, który musi skorygować pomyłki personalne. Prasa zarzuca mu ryzykowne zmiany w podstawowym składzie i złe korekty w czasie gry. Wpuszczał na boisko graczy ofensywnych, drugiego środkowego napastnika Carlosa Bakkę, zamiast skromnie bronić remisu. Kolumbijczycy czuli się o tyle lepsi od Japończyków, że zgrzeszyli pychą. Pychy w niedzielę na nie być. Sprawy w swoje ręce muszą wziąć liderzy: Radamel Falcao i James Rodriguez, by pociągnąć mniej doświadczonych jak Dávinson Sánchez, Johan Mojica, Jefferson Lerma, Wílmar Barrios (zastąpi ukaranego za czerwoną kartkę Sancheza) i José Heriberto do zwycięstwa nad Polakami.

32-letni Falcao zadebiutował w mistrzostwach świata z czteroletnim opóźnieniem. Miał być gwiazdą mundialu w Brazylii, ale przeszkodziło zerwanie więzadeł krzyżowych w kolanie. W dzienniku „El Tiempo” opowiadał o swoich doznaniach w starciu z Japonią. Z jednej strony czuł podniosłość chwili, bo cieszył się mundialem od pierwszego dnia, gdy przybył do Rosji. Z drugiej pierwszy mecz był wielkim rozczarowaniem. Ale Falcao o powrocie do kraju nawet nie myśli. Dla niego to zapewne pierwsza i ostatnia mundialowa szansa, więc chce z niej wycisnąć maksimum. - Z Polakami podejmiemy bój na śmierć i życie - deklaruje.

W kadrze Kolumbii drzemie spory potencjał. Dziennik „El Espectador” podkreśla, że na Polaków można puścić do boju stopera Barcelony Yerry’ego Minę, napastnika Sevilli Luisa Muriela, czy pomocnika Mateusa Uribe, którzy mecz z Japonią oglądali z ławki. Zdaniem „El Espectador” potężny Mina to idealny kandydat do powstrzymania Roberta Lewandowskiego.

Media zwracają uwagę, że obrona Kolumbii pokpiła sprawę z Japończykami i być może powinien do niej wrócić weteran Cristian Zapata z Milanu, który był podstawowym graczem cztery lata temu w Brazylii i zawsze się w kadrze sprawdzał. Tymczasem liderem defensywy w starciu z Japonią został stoper Tottenhamu 22-letni Davinson Sanchez i ta misja go przerosła.

Polaków i Kolumbijczyków łączy jeszcze jedno poza falstartem mistrzostw. Piłkarze rozbudzili w obu krajach apetyty na poprzednich wielkich turniejach. Drużyna Pekermana była rewelacją w Brazylii (tam pokonała Japonię 4:1), po czym zatrzymała się w ćwierćfinale, co było najlepszym wynikiem w jej historii. Zespół Nawałki dotarł do ćwierćfinału Euro 2016 we Francji. W Rosji jedni i drudzy mocno liczyli na kolejny krok do przodu. Na starcie czekał jednak kubeł zimnej wody.

wtorek, 19 czerwca 2018

Wróciły koszmary mistrzostw z 2002 roku w Korei i z 2006 w Niemczech. Polska przegrała pierwszy mecz na mundialu w Rosji z Senegalem (1:2) i za cztery dni zagra z Kolumbią o przetrwanie w turnieju.

Oba gole stracone przez drużynę Adama Nawałki były piłkarską wersją komedii omyłek. Najpierw niecelny strzał, przeciął obrońca Thiago Cionek i wpakował piłkę do bramki Szczęsnego. Gdy polscy piłkarze z mozołem biedzili się nad doprowadzeniem do wyrównania, Grzegorz Krychowiak kopnął do tyłu, Jan Bednarek przysnął, a desperacki wybieg Szczęsnego nie mógł zmienić tego, co nieuniknione. Rywalom pomógł zbieg okoliczności, sędzia wpuścił Nianga zza linii bocznej, gdy miał najbliżej do piłki. Polacy byli zaskoczeni, gdy wybiegł im zza pleców.

Ale piłkarze Nawałki sprawiali wrażenie zaskoczonych wszystkim.

Kuriozum? Błędy, kiksy, nieporozumienia przy golach były tylko kulminacją fatalnej postawy drużyny. Drużyny, która wyszła na boisko sparaliżowana presją. Zmęczona, bez wiary, wolno poruszająca nogami i głowami. Uchodzący za gladiatora Łukasz Piszczek przegrywał każde fizyczne starcie z Senegalczykami. Kuba Błaszczykowski uległ kontuzji i wytrwał do przerwy. Każdy czarny scenariusz na ten mecz, spełniał się na jawie.

Nawałka ustawił zespół skrajnie optymistycznie. Tylko jeden defensywny pomocnik Grzegorz Krychowiak i dwóch napastników. Robert Lewandowski dostał wsparcie w Arkadiuszu Miliku. Wsparcie czysto teoretyczne, bo Milik głównie tracił piłki, współpraca z kapitanem nie istniała.

I tak można pisać o wszystkich. Kamil Grosicki gdzieś schował się na boisku tak dokładnie, że piłka i partnerzy z zespołu odnaleźli go w 86. minucie. Na otarcie łez miał asystę przy golu Krychowiaka.

Po meczu prezes Zbigniew Boniek powiedział, że trzeba zachować optymizm. raczej urzędowy, bo bardziej niż porażka z Senegalem, szokująca jest dyspozycja zespołu. Grając tak samo z Kolumbią w meczu o wszystko za cztery dni, drużyna Nawałki szanse ma iluzoryczne. Kolumbijczycy też przegrali na starcie, w ten sposób hierarchia w grupie przewróciła się do góry nogami. Na dnie tabeli są faworyci do awansu.

Nawałka ma cztery dni, żeby poprawić wszystko. Za dużo, by zachowując przytomność, wierzyć w powodzenie misji. Na inaugurację mundialu 2002 Polacy przegrali z Koreą 0:2, cztery lata później powtórzyli ten wynik z Ekwadorem. Mecz z Senegalem wpisuje się więc w całość. Nielogiczną. Bo też Nawałka z drużyną dobrze wypadł na Euro 2016, na tym opieraliśmy nadzieję, którą Senegalczycy rozbili w proch i pył.

To jeszcze nie koniec świata? Zapewne. Trzeba walczyć do końca. Oby się okazało, że najgorsze co się miało przytrafić drużynie Nawałki w Rosji, już się przytrafiło. Przy okazji. Senegal jest pierwszym afrykańskim zespołem, który na tym mundialu wygrał mecz, a Polacy drugim europejskim, który przegrał. Po Niemcach. Obrońcy tytułu mistrzów świata mają jednak znacznie więcej argumentów, by przetrwać w Rosji.

Na mundialu nie było polskich piłkarzy 12 lat, ale naprawdę rozwód z czołówką trwa znacznie dłużej. Dziś w meczu z Senegalem pierwszy krok do powrotu?

W 1998 roku w Bangladeszu trzy razy wybuchały zamieszki wywołane przerwami w dostawie prądu. Do elektrowni w Tenkafie wdzierało się kilkaset osób uzbrojonych w noże, kamienie i łomy. Wzburzony tłum protestował, bo nie mógł śledzić transmisji z mistrzostw świata we Francji. Reprezentacja Bangladeszu w nich nie grała, na mundial nie przebiła się nigdy. Bzik na punkcie futbolu jest jednak uniwersalny.

Polacy na marginesie największej piłkarskiej imprezy byli 12 lat. Nasza reprezentacja przegrała kwalifikacje do mistrzostw w RPA i Brazylii. Ale tak naprawdę polskich piłkarzy nie było w elicie znacznie dłużej. Udział w mistrzostwach w Korei w 2002 roku i cztery lata później w Niemczech przeradzał się w zbiorową narodową frustrację. Po meczu kluczowym, a potem ostatniej szansy, pozostawała już tylko gra o honor. Bez szans na cokolwiek. Nie przywykli do tego zwłaszcza starsi rodacy pielęgnujący romantyczne medalowe wspomnienia z mistrzostw 1974 i 1982 roku.

Dziś znów mamy oczekiwania, ale i stojące za nimi argumenty. Na mistrzostwach Europy we Francji 24 miesiące temu selekcjoner Adam Nawałka udowodnił, że Polak potrafi. Porażka po rzutach karnych w ćwierćfinale z późniejszymi mistrzami z Portugalii pozostawiła wiele sportowej złości w sercach polskich piłkarzy. Może posłuży jako paliwo na dłuży pobyt w Rosji?

Polacy powtarzają pytanie, czy Nawałka może zostać współczesnym Kazimierzem Górskim, lub Antonim Piechniczkiem? Ambicje trzeba mieć, ale i świadomość, że misja jest ekstremalnie trudna. W grupie Senegal, Kolumbia i Japonia zgotują polskim piłkarzom 270 minut morderczej walki. Czy w nawiązaniu do legendarnej piosenki Bohdana Łazuki w uliczkę Moskwy, Kazania i Wołgogradu wyskoczy Lewandowski, a na stadionie będzie słychać „brawo Polonia, brawo ten pan”? Pamiętamy te emocje.

Zachowajmy marzenia, ale i przytomność umysłu. „A czy szampana, czy nerwosol pić będziemy, okaże się”.

Tagi
sport.pl
Dariusz Wołowski: Piszę o piłce, o sporcie, o tym co wpadnie mi do głowy
top | © Agora SA | design by kate_mac