blog Darka Wołowskiego
RSS
piątek, 28 września 2007

Wystarczyły dwa mecze i Racing Santander z siódmego zsunął się na siedemnaste miejsce w lidze hiszpańskiej. Tuż nad strefą spadkową. Guzik by to obchodziło kogokolwiek, gdyby nie to, że ten właśnie klub wybrał sobie Ebi Smolarek. 180 minut temu nikt w Hiszpanii nie pomyślałby z kolei o Polaku, gdyby nie dwie porażki Racingu, bez jednego zdobytego gola. W Santander natychmiast sobie przypomnieli, że na napastników wydali latem 12 mln euro: 4,5 na Smolarka oraz 7,5 na Tchite. Jak na Racing to kwota gigantyczna - zdobyta dzięki sprzedaży Zigica do Valencii za 20 mln. Serb strzelił w poprzednim sezonie 12 goli, teraz mają je zdobywać Polak i piłkarz z Konga.

Ale odwróćmy problem. W meczach z Atletico i Villarrealem Racing stracił aż 6 goli i dwóch graczy, którzy wylecieli z czerwonymi kartkami. Mogłyby się więc zdarzyć, że Smolarek i Tchite zdobyliby w tych spotkaniach cztery bramki, a Racing i tak byłby dziś siedemnasty. Widać, że drużynie brakuje czegoś więcej niż goli Smolarka. Tyle, że o tym w Santander nikt myśleć nie musi. Sprawa jest prosta: Smolarek miał strzelać i musi strzelać. Bez tego nie tylko nie błyśnie w Hiszpanii, ale nawet w Santander. A my wciąż będziemy skazani na kibicowanie bramkarzom. I to głównie rezerwowym (Dudek, Kuszczak, Fabiański).

 

 

Wydawało się, że futbol to dyscyplina konserwatywna: Ligę Mistrzów i mistrzostwa świata wciąż wygrywają ci sami. Tymczasem okazuje się, że nawet w piłce za zmianami nadążyć trudno. Jeszcze niedawno bylismy pewni, że Kaka z Milanu ma tytuł piłkarza roku zagwarantowany. Wystarczyły trzy mecze Barcelony (wszystkie na Camp Nou), by aż 76 proc czytelników dziennika ”Marca” wskazywało, że najlepszym piłkarzem świata jest Lionel Messi. A ”Marca” to dziennik obiektywny, żeby nie powiedzieć nawet z lekką inklinacją ku Realowi Madryt. Dwa tygodnie temu wysoko w rankingu byłby Wesley Sneijder - ale on po trzech kolejkach cieszył się tytułem najlepszego transferu w lidze hiszpanskiej i w dwóch następnych wyglądał na zadowolonego. Akurat wtedy, gdy przytłoczony na początku Messi strzelił dla Barcy pięć goli.

Nie jestem w stanie zagwarantować czy za tydzień, dwa Messi nie pójdzie w cień i nie poznamy nowego bohatera. Choćby taki Julio Baptista. Po fenomenalnym golu, który strzelił przewrotką w meczu Realu z Betisem (2:0) powiedział, że jeszcze udowodni wszystkim, iż jest piłkarzem wielkim. Czyli futbol to taka dziedzina w której wszystko szybko się zmienia, tylko po to, żeby w końcu pozostać na swoim miejscu. Ligę Mistrzów i mistrzostwo świata znów wygrają ci co zwykle. To pocieszenie dla tych, którzy trochę się gubią w natłoku meczów i bohaterów.

czwartek, 27 września 2007
Wszystko w Hiszpanii dzieje się teraz w cieniu Messiego. Genialny Argentyńczyk sprawił nawet to czego nie chciał - nikt w Barcelonie nie patrzy już z przerażeniem na ewentualną przyszłość bez Ronaldinho. My mamy problemy swoje - na polską miarę. Nie można oglądać Dudka, bo w bramce Realu uparcie tkwi Casillas, nie można oglądać Smolarka, bo z powodu kłótni ze stacjami telewizyjnymi nie było meczu Racingu nawet w Internecie. Śledziłem reklację na żywo, takie hiszpańskie z czuba w ”Marce”. W każdej akcji w której Racing zagrażał Villarreal padało nazwisko Smolarka. Co to jednak za pociecha, że Racing był lepszy, skoro przegrał drugi mecz z rzędu, przez 180 minut stracił sześć bramek, nie zdobył ani jednej. A Ebiego kupiono właśnie po to, by je strzelał. Smolarek zagrał pierwszy raz w podstawowym składzie. Dobrze chociaż, że czerwone kartki w Racingu dostają już inni. A ostatnim Polakiem, który zdobył gola w Primera Division wciąż jest Wojciech Kowalczyk. Młodsi mogą już nawet nie pamiętać...
środa, 26 września 2007

Być może za kilka dni Ronaldinho wyleczy kontuzję, wróci do składu Barcy i znów zacznie grać fenomenalnie. Być może. Wielu z nas na to czeka, bo wrażenia artystyczne jakich dostarczał niewiele ponad rok temu są wciąż żywe w naszej pamięci. Był czas, by zatęsknić za jego dryblingami, akcjami, podaniami - wymykającymi się klasyfikacjom, a nawet logice. Fajnie jest obcować z geniuszem...

Można wierzyć, że geniusz wróci, bo przecież tego co umiał, nie zapomniał. Niestety poza talentem liczy się praca. Nie będę już nudził, wszyscy wiemy o co chodzi. Napisałem wyżej, że Ronaldinho to fenomen nie poddający się zestawieniom, tymczasem sam chciałem dokonać jednego porównania. Romario, Ronaldo, Rivaldo, Adriano, wszyscy byli genialni dopóki parli na szczyt. Znacznie gorzej było, gdy uznali, że na szczycie już są. Być może w chwili gdy Barca zdobyła Puchar Europy Ronaldinho poczuł to samo. A my na powrót geniusza będziemy czekać na próżno.

wtorek, 25 września 2007
Skoro już dotknąłem tego tematu, to chciałbym dodać jeszcze jedną uwagę. Oczywiście nie mogę mieć absolutnej pewności, czy Roman Abramowicz da za Ronaldinho 100 mln euro, czy nie. Natychmiast przypominały mi się jednak słowa właściciela Milanu Silvio Berlusconiego, który żalił się, że gotów był wydać na Brazylijczyka każde pieniadze, ale z Barcelony dostał odpowiedź: ”nie”. Złapałem wtedy za telefon i zadzwoniłem do dziennikarza z Katalonii, który zapewniał, że za 100 mln klub by sprzedał Ronaldinho nawet w najwyższej formie. Tylko takiej oferty nie było. Po co Berlusconi ogłaszał, że złożył? Zadniem Katalończyka chciał udowodnić fanom Milanu, że dla nich gotów jest na wszystko. Być może Abramowiczowi zależy, by po wyrzuceniu Mourinho przeciągnąć fanów na swoją stronę? Nie chcę uprawiać piłkarskiej fikcji, ale wiem na pewno: jeśli da 100 mln euro nikt w Katalonii tej ofercie się nie oprze. Zwłaszcza, że Ronaldinho jest dziś cieniem siebie.

Przynajmniej do stycznia, a może nawet do czerwca światowe media będą żyły transferem Ronaldinho. Nikt nie będzie w stanie udowodnić, że Brazylijczyk zostanie w Barcelonie, więc dyskusja na ten temat będzie trwała miesiącami. Gdy Ronaldinho zaprzeczy, nikt i tak nie uwierzy, bo przecież prawdy powiedzieć nie może. Znajdziemy się z zaklętym kręgu informacji takich jak ta podawana właśnie przez brukowy ”The Sun”, że piłkarz poprosił brata i menedżera, by znalazł mu klub na Wyspach (oczywiście Chelsea). Problem polega na tym, że Sun już kilka razy ogłaszał koniec świata...

Ale nawet poważne media będą musiały stanąć w szranki z Sunem, bo każdy kibic o Ronaldinho czytać chce. Zwłaszcza, że przypadkiem koniec świata może się przecież zdarzyć i wtedy wyjdzie na to, że tylko Sun ma wiarygodne źródła.

Nie wspominam o tym, by kpić z tych, którzy o transferze napiszą, ale żeby zaprotestować w imieniu tych, którzy bedą musieli czytać.

sobota, 22 września 2007

W Barcelonie mają już dość. Zwłaszcza, że problem trwa drugi rok. Przez poprzednie 12 miesięcy w Katalonii ukrywano, że symbol ich klubu - Ronaldinho krąży po barach do wczesnych godzin rannych. Dziś fani Barcy, gdy zobaczą go w balangowym transie, natychmiast dzwonią do prasy i stacji radiowych, by sprawa ujrzała światło dzienne. W ten sposób problemy, które widać na boisku, odkrywają swoje źródło poza nim.

Ciekawe jak sprawa się rozwinie. Ciekawe też jakie jest prawdziwe źródło. Niedawno chodziły słuchy, że Brazylijczyk chciaby opuścić Katalonię i wogóle Hiszpanię, bo skończył się 5-letni okres ochronny dla przybysza i w tym roku będzie już musiał płacić podatki jak Hiszpan. A wtedy z 23 mln euro, które zarabia odda hiszpanskiemu fiskusowi aż 9 mln. Dla wielu jest to wystarczający powód, by ruszyć w miasto.

czwartek, 20 września 2007

Już pierwszy mecz I rundy Pucharu UEFA wystarczył Groclinowi, by przekonał nas do tego, do czego właciwie nie trzeba było nas przekonywać. Polskie kluby w Europie są jak papier toaletowy w czasach komunizmu. Po prostu subsystują w transcendencji. Śmiało można budować wszystko od nowa, nawet nic starego nie trzeba będzie rozbijać. Ocena zbiorcza: zero. I niech się fani nie pastwią nad Groclinem, on i tak był w stawce reprezentantów Polski najlepszy. Pozostaje nam okazanie miłosierdzia...

Artur Boruc przyrzekł sobie, że jeśli puści siedem goli, skończy karierę. Teraz ogłosił to publicznie więc boję się, że jako człowiek honoru będzie musiał dotrzymać słowa. Panie Arturze wystawia Pan karierę na wielkie niebezpieczeństwo. Pańscy obrońcy w meczu z Szachtarem przekonali piłkarską Europę, że zdolni są do wszystkiego. Sami Panu te siedem goli kiedyś strzelą.

Dlatego ja zwalniam Pana z tego przyrzeczenia. Z dwóch powodów. Po pierwsze uważam, że nie ma sensu składać swego losu w ręce gamoni. A po drugie niech Pan pogada z Józefem Młynarczykiem. On kiedyś w pewnym meczu Bastii siedem razy sięgał do siatki i gdyby skończył karierę nie mielibyśmy do dziś Polaka, który zdobył Puchar Interkontynentalny. Ale Młynarczyk wytrwał, z Bastii przeszedł do Porto, z którym zdobył tytuł najlepszego w Europie, a potem na świecie. Czasem trzeba być cierpliwym. 

 

środa, 19 września 2007
A propos Boruca, to obaj z Żurawskim powinni spadać z tego Celtiku. Boruc, by grać w klubie lepszym, Żurawski by nie być w klubie w którym go nie chcą.
 
1 , 2
Tagi
sport.pl
Dariusz Wołowski: Piszę o piłce, o sporcie, o tym co wpadnie mi do głowy
top | © Agora SA | design by kate_mac