blog Darka Wołowskiego
RSS
sobota, 29 lipca 2017

Miami ma zarobić na hiszpańskim klasyku 16 mln euro. Barcelona ściągnęła na swój trening 15 tys ludzi, Real nawet o pięć tysięcy więcej. Mecz o 2,00 w nocy z soboty na niedzielę.

65 tysięcy biletów na Hard Rock Stadium sprzedano już wiele miesięcy temu. Za wejściówki na treningi trzeba było zapłacić 20-30 dolarów. Nawet Amerykanie ulegli piłkarskiej pasji rozsiewanej po świecie przez wyścig Realu z Barceloną. Stawki nie ma tym razem żadnej, znaczy gra idzie o honor.

Niedługo Real i Barca zmierzą się w Superpucharze Hiszpanii. Przygrywką jest starcie w Miami, w ramach International Champions Cup, w którym Katalończycy dwa razy wygrali, a ich wielcy rywale ulegli gigantom z Manchesteru. Nie ma to wielkiego znaczenia dla Realu, który w ostatnich dwóch latach jest europejskim hegemonem. Gdyby wygrywał mecze towarzyskie przed sezonem, bez odpoczywającego Cristiano Ronaldo, można by się zacząć zastanawiać, czy ambicja nie rozsadzi od środka najlepszej drużyny na świecie.

Barcelona skazana została na pogoń. To dla niej nowość w ostatnim czasie. Od 2006 roku to ona wyznaczała trendy i standardy w światowej piłce. Ale Zinedine Zidane dokonał tego, co nie udało się nawet Pepowi Guardioli. Francuz jako trener umiał obronić tytuł w Lidze Mistrzów. Po dwa Puchary Europy sięgnął w zaledwie 18 miesięcy pracy. Na Hard Rock Stadium w Miami spotkają się triumfatorzy LM w ostatnich czterech sezonach. Magia ich szalonego wyścigu działa nawet za Oceanem.

Katalonia pochłonięta jest debatą nad przyszłością Neymara. Kibice wypowiadają się w rozmaitych ankietach, a to głosując, czy Brazylijczyk swoją postawą obraża klub, a może dobrze, gdyby jak najszybciej wyjechał do Paryża zostawiając w kasie 222 mln euro. Jeśli transfer do PSG dojdzie do skutku, poruszy lawinę. Barca będzie musiała wydrzeć Liverpoolowi Philippe Coutinho i Juventusowi Paulo Dybalę. Tak Anglicy, jak Włosi zażądają za swoje gwiazdy ponad 100 mln euro. Wiedzą, że Barca ma pieniądze i jest na musiku.

Andres Iniesta, na oficjalnej konferencji prasowej przed meczem z Realem w Miami powiedział, że nawet 300 mln euro nie zrekompensuje Barcelonie straty Neymara. - Niech on sam się wypowie - dodał jednak. A ponieważ Brazylijczyk myśli, wszyscy wyciągają jedyny wniosek: że niedzielny klasyk będzie ostatnim w jego karierze. Nagle pada argument, że Brazylijczyk chce wyjść z cienia Leo Messiego.

Neymar z pewnością jest pod napięciem. Na jednym z ostatnich treningów podczas amerykańskiego Tournee Barcy pobił się z nowym w klubie portugalskim obrońcą Nelsenem Semedą i wściekły poszedł do szatni. 

Do gry w Realu wraca Sergio Ramos, co gwarantuje, że pojedynek w Miami będzie miał swoją temperaturę. Prawdopodobnie nie zagra Toni Kroos, który uległ lekkiej kontuzji i ostatnio trenował indywidualnie. Po porażkach z Manchesterem United i Manchesterem City, prasa madrycka stara się obudzić Karima Benzemę, a przede wszystkim Garetha Bale’a. O transferze tego drugiego na Old Trafford plotkuje się od dawna. Wydaje się to niemożliwe. Tyle, że Bale gra ostatnio słabiutko. A przecież to on powinien mieć największy głód gry w Realu, stracił pół ostatniego sezonu przez kontuzje, a był to przecież najlepszy sezon „Królewskich” od 60 lat. Lansowany na następcę Ronaldo Walijczyk budzi mieszane uczucia u części kibiców, choć jeden z najbardziej fanatycznych blogerów dziennika „Marca” uspokaja, że w Kijowie Bale wzniesie 13. Puchar Europy dla Realu.

Z pewnością Barcelona zrobi wszystko by do tego nie dopuścić. Z Neymarem, lub bez. Ostatnie dwa lata są naznaczone porażkami Katalończyków w Lidze Mistrzów. W bezpośrednich meczach z Realem wypadają nieźle, za to w porównaniu trofeów słabo. To bolesny cierń w sercu ambicji Barcelony.

Nowy trener Ernesto Valverde emanuje spokojem. Ale w meczach swojej nowej drużyny, doczekał dotąd wyłącznie goli Neymara. Brazylijczyk trafił dwa razy do bramki Juve i raz do bramki United. Pokonał Gianluigiego Buffona i Davida de Geę. Największe strzelby Luis Suarez i Leo Messi milczą póki co. Ale ze zdobywaniem goli tego lata Real ma jeszcze większy problem.

Dlatego Madryt mówi o transferze Kyliana Mbappe. 180 mln euro to cena kosmiczna jak za nastolatka mającego za sobą świetne pół sezonu. Monaco wysoko ceni swoje gwiazdy. Sprzedało już pół mistrzowskiej drużyny, a są chętni na następnych. Zidane uspokaja jednak, że on kadrę ma kompletną i nikogo nie potrzebuje. Znając Florentino Pereza aż trudno uwierzyć, by nie szykował kibicom jakiejś niespodzianki. Będzie się jeszcze działo w tym oknie transferowym.

Póki co oba kolosy zderzą się w Miami. USA to drugi kraj na świecie, który będzie gospodarzem meczu Barcelona - Real. W 1982 roku oba kluby zmierzyły się w Wenezueli. Ale to nie był dla nich czas wzlotu. Teraz Europa leży u stóp Hiszpanów. Przeżywamy rodzaj futbolowej konkwisty, której kolejny epizod przeżyjemy już za kilka godzin.

czwartek, 27 lipca 2017

Francuski dziennik „L’Equipe” podał, że porozumienie miedzy Neymarem i PSG jest całkowite. Barcelona otrzyma za Brazylijczyka 222 mln euro, co uczyni z niego najdroższego gracza w historii.

Wszystko wskazuje na to, że stadion tak egzotyczny dla piłki nożnej jak FedEx Field na przedmieściach Waszyngtonu, gdzie swoje mecze rozgrywają futboliści Redskins, był świadkiem ostatniego gola Neymara w barwach Barcelony. Podobno zniecierpliwieni szefowie PSG postawili Brazylijczykowi ultimatum, że jeśli chce zostać ich piłkarzem, musi podjąć decyzję jeszcze w tym tygodniu. Według relacji prasy katalońskiej, Neymar zamknął się w sobie i nie chce rozmawiać o przyszłości nawet z najbliższymi kolegami z Barcelony. A to znaczy, że jest zdecydowanie bliżej decyzji o odejściu niż pozostaniu. A właściwie, że już zdecydował się na przeprowadzkę do Paryża.

Jak na ironię Brazylijczyk wspaniale zaczął okres przygotowawczy do sezonu. Zdobył obie bramki w wygranym 2:1 meczu z Juventusem i zwycięskiego gola w spotkaniu z Manchesterem United podczas amerykańskiego tournee Barcelony. Nowy trener Barcy Ernesto Valverde nie doczekał jeszcze bramki nikogo innego: ani Leo Messiego, ani Luisa Suareza. Obaj wielcy gracze jakiś czas temu podjęli próbę namówienia Neymara do pozostania w Barcelonie. Według relacji katalońskich mediów rozmowa odbyła się w sześć oczu. Argentyńczyk i Urugwajczyk przekonywali Brazylijczyka, że to najgorszy moment na opuszczenie klubu. Zdetronizowana przez Real Madryt w kraju i Europie Barcelona chce się w odkuć w nadchodzącym sezonie.

Wydawało się, że przekonali Neymara. Gerard Pique zamieścił nawet na Twitterze słynne już stwierdzenie „se queda” - czyli „zostaje”. Potem wyjaśnił jednak, że jest to tylko jego prywatna opinia na temat tego, co się stanie.

Wygląda jednak na to, że Neymar odejdzie i jak napisało „L’Equipe” „transfer stulecia dojdzie do skutku”. Ojciec i agent piłkarza wynegocjował w PSG zarobki netto przekraczające 30 mln euro za sezon. W Barcelonie zarabia 25 mln. Przed rokiem pod presją rozmów Neymarów z Paryżanami, klub z Katalonii dał Brazylijczykowi podwyżkę. Klauzulę odejścia ustalono wtedy na kosmicznej wysokości 222 mln euro i prawdopodobnie tyle będzie musiało zapłacić teraz PSG. Choć niektóre źródła podają, że sponsorowany przez Katarczyków klub wyśle do Katalonii swojego przedstawiciela, który będzie negocjował. Barca negocjacji jednak zapewne nie podejmie, tak jak niedawno PSG nie podjęło z nią rozmów w sprawie transferu włoskiego pomocnika Marco Verrattiego.

Rozmowy mogą dotyczyć kwoty podatku. Gdy transfer akceptują obie strony jest on mniejszy niż w wypadku, gdy piłkarz zostaje wykupiony przez jeden klub wbrew woli jego aktualnego pracodawcy. Gdyby Barca poszła w zaparte i nie zgodziła się na transfer, jego kwota urosłaby z podatkiem do granic 300 mln euro. A cała transakcja, wraz z prowizjami, podatkami i astronomiczną pensją dla Brazylijczyka na pięć lat, przekroczy 600 mln euro. We Francji podatek od tak monstrualnych wynagrodzeń jak 30 mln rocznie wynosi aż 69 procent.

Tak czy siak Neymar skazany jest na status najdroższego piłkarza w historii. PSG zapłaci za niego ponad dwa razy więcej niż wynosi dotychczasowy rekord świata - przed rokiem Manchester United dał 105 mln euro za Paula Pogbę.

Wśród argumentów przemawiających za odejściem Neymara z Barcelony światowe media podają ten, że w Barcelonie jest teraz mało Brazylijczyków, tymczasem w Paryżu się od nich roi. Do brazylijskiej kolonii w PSG dołączył tego lata Dani Alves, były piłkarz Barcy i Juventusu.

Dwa dni temu prasa światowa podała, że Barcelona prowadzi zaawansowane negocjacje z przyjacielem Neymara Philippe Coutinho, ale Liverpool żąda za niego 150 mln euro. W Barcelonie ta cena budzi oburzenie, ale trudno się dziwić „The Reds” jeśli słyszą ile Katalończycy maja dostać za swojego piłkarza. Zanosi się jednak na to, że Coutinho nie będzie partnerem, ale zastępcą Neymara.

Szokujące wydają się wyniki ankiety wśród fanów Barcelony. „Czy Neymar powinien odejść jeśli zostawi w kasie 222 mln euro” zapytał jeden z dzienników z Katalonii. 82 proc powiedziało „tak”.

PS. W nocy z soboty na niedzielę w Miami Barcelona gra z Realem Madryt w ramach International Champions Cup. Pożegnanie Neymara?

wtorek, 25 lipca 2017

Trener Manchesteru City skompletował najdroższą linię obrony w dziejach piłki. I jest o krok od pobicia innego rekordu - wydatków dokonanych przez prezesa Realu Florentino Pereza w letnim oknie transferowym 2009 roku.

Niebieska koszulka z numerem 22 i nazwiskiem „Mendy” na plecach nie rzuciła na kolana kibiców piłki. Wielbiciele transferów wstrzymali oddech przy planach PSG wykupienia Neymara z Barcelony za 222 mln euro. W poniedziałek Francuz senegalskiego pochodzenia Benjamin Mendy został jednak najdroższym obrońcą w dziejach piłki. City zapłaciło za niego Monaco 57,5 mln euro poprawiając swój własny wynik.

Kilka tygodni wcześniej Kyle Walker przeniósł się na Etihad Stadium za 56,5 mln. Przed rokiem Guardiola sprowadził stopera Johna Stones’a, który kosztował 55,6 mln. Dodając do tego Argentyńczyka Nicolasa Otamendiego kupionego z Valencii latem 2015 roku za 45 mln euro, mamy czwórkę, która kosztowała klub aż 214,6 mln. To w światowej piłce rekord, szokujący tym bardziej, że żaden z zatrudnianych na Etihad Stadium zawodników nie jest zaliczany do elitarnego grona najlepszych obrońców świata. Tam jest miejsce dla Sergio Ramosa z Realu, Gerarda Pique z Barcelony, czy Matsa Hummelsa z Bayernu.

Ale to nie wyczerpuje potrzeb City na graczy defensywnych. Za 30 mln euro Guardiola odkupił od Realu Madryt prawego obrońcę Danilo. W królewskim klubie uważano go za transferowy niewypał, widać trener City jest innego zdania.

Guardiola przeprowadza też rewolucję między słupkami. Przed rokiem wykupił z Barcelony chilijskiego weterana Claudio Bravo. Teraz sprowadził młodego Brazylijczyka Edersona. 40 mln euro zapłacone Benfice to druga co do wysokości kwota za bramkarza. Więcej dał tylko Juventus za Gianluigi Buffona w 2001 roku (52 mln dol).

Dlaczego Guardiola zmienia niemal całą defensywę City? Bo w poprzednim sezonie w 38 meczach Premier League zespół stracił aż 39 goli. Pep był wściekły, szczególnie na bocznych defensorów, dlatego zrezygnował hurtem z Zabalety, Kolarova, Clichy’ego i Sagny.

- Tracimy kuriozalne bramki - opowiadał Guardiola w ubiegłym sezonie. - Takie, jakich nie traciła żadna inna drużyna prowadzona przeze mnie. W Anglii istnieje pojęcie „tackles” - tak zwanej drugiej piłki. Ja nie będę przecież tego trenował, ale moi piłkarze muszą nauczyć się z tym żyć i jakoś sobie radzić - dodał.

Druga piłka - czyli walka po długim zagraniu o futbolówkę odbitą przez obrońców. Pep sugeruje, że futbolem w lidze angielskiej wciąż w przesadnym stopniu rządzi chaos. On chce, by drużyna grała jak zaprogramowana, minimalizując wpływ przypadku. Do tego potrzebuje innych obrońców i po to wydał aż tyle. Ale tego lata do klubu sprowadził także pomocników Bernardo Silvę z Monaco i Brazylijczyka Douglasa Luiza z Vasco da Gama. To wszystko sprawia, że łączna kwota wydatków City sięgnęła 246 mln euro. Brakuje 11 mln do rekordu wszech czasów ustanowionego przez Real Madryt latem 2009 roku.

8 lat temu, gdy prezes Florentino Perez wracał na Santiago Bernabeu i kupował Cristiano Ronaldo, Kakę, Karima Benzemę, Xabiego Alonso, Raula Albiola, Alvaro Negredo oraz Estebana Granero (w sumie za 257 mln euro), protestowali wszyscy: ówczesny szef UEFA Michel Platini i watykański dziennik „Osservatore Romano”. Dziś przywykliśmy do monstrualnych cen piłkarzy. Z perspektywy czasu Ronaldo wydaje się nawet graczem tanim, skoro w osiem lat zdobył dla Realu 406 bramek.

W trwającym właśnie oknie transferowym Chelsea zapłaciła za Alvaro Moratę 80 mln euro, a Manchester United 86 mln za Romelu Lukaku. Tyle, że to napastnicy. Manchester City szokuje, bo płaci prawie tyle samo za obrońców.

czwartek, 20 lipca 2017

Chciał go Manchester United i odradzający się Milan. Transfer do Chelsea za 80 mln euro uczynił z Alvaro Moraty najdroższego hiszpańskiego piłkarza.

W internetowej ankiecie dziennika „El Pais” 72 procent głosujących uważa, że wychowanek Realu Madryt nie wart jest aż tyle. Nawet kibice w Hiszpanii wciąż nie mogą przywyknąć do kosmicznych cen za dobrej klasy napastników. Historia Moraty jest w zasadzie typowa dla chłopaka z Madrytu: zaczynał w Atletico, ale ponieważ tamtejszy trener kadetów nie cenił go zbyt wysoko, postanowił szukać szansy w Getafe, a potem w Realu. Coś podobnego spotkało wiele lat wcześniej Raula Gonzaleza.

W 2009 roku z reprezentacją Hiszpanii do lat 17 Morata zdobył w Nigerii brązowy medal mistrzostw świata. Wywalczył też dwa tytuły mistrza Europy do lat 19 i 21, oba okraszone nagrodami dla króla strzelców.

Przebicie się do podstawowego składu „Królewskich” graniczy jednak z cudem, mimo wszystko w lipcu 2012 roku trener Jose Mourinho włączył Moratę do kadry pierwszej drużyny. W dwa sezony zdobył 11 goli po czym Real postanowił sprzedać go do Juventusu za 20 mln euro z opcją odkupienia za 30 mln.

W Turynie Morata grał więcej i strzelał więcej, jego gol w półfinale Ligi Mistrzów 2015 roku wyeliminował Real z rozgrywek. Przed rokiem królewski klub skorzystał z prawa odkupienia napastnika. Choć Morata zdobył w minionym sezonie 20 goli, więcej niż Karim Benzema, nie wygrał z Francuzem walki o miejsce w podstawowym składzie. Miał najwyższą średnią bramek w drużynie, strzelał co 93 minuty, trener Zinedine Zidane cenił go wysoko, ale w 43 spotkaniach pozwolił grać tylko przez 1872 minuty. I w kluczowych chwilach zawsze posyłał na ławkę.

Morata uznał więc, że mając 24 lata i w perspektywie mundial w Rosji, musi poszukać klubu, który zdecydowanie na niego postawi. I uczyni gwiazdą pierwszej wielkości.

Tym klubem miał być Manchester United prowadzony przez Mourinho, gdzie napastnik zarabiałby 12 mln za sezon. Morata porozumiał się z działaczami z Old Trafford, ale Real wycenił go na 90 mln i nie chciał obniżyć tej kwoty. Znużony negocjacjami potentat z Manchesteru kupił Belga Romelu Lukaku za 84 mln. W wyścigu po Moratę została Chelsea, do której dołączył Milan - aktywny na rynku transferowym po tym jak kupili go Chińczycy.

Chelsea wykazała więcej determinacji, bo jej napastnik Diego Costa za wszelką cenę chce wrócić do Atletico Madryt.

Właściciel klubu ze Stamford Bridge Roman Abramowicz pobił przy okazji własny rekord. Zimą 2011 roku uczynił najdroższym hiszpańskim piłkarzem Fernando Torresa. Zapłacił za niego Liverpoolowi aż 58,5 mln euro. W 3,5 roku napastnik zdobył dla Chelsea zaledwie 46 goli. Był jednak w zespole, który wygrał Ligę Mistrzów w 2012 roku.

Dziś Abramowicz stawia na kolejnego Hiszpana, czy tym razem się nie rozczaruje? Przed Torresem najdroższym hiszpańskim graczem był Gaizka Mendieta, za którego w 2001 roku Lazio zapłaciło Valencii 48 mln euro. Mendieta także grał potem zdecydowanie poniżej oczekiwań.

Morata jest najdroższym, ale nie najlepszym piłkarzem w Hiszpanii. Swego czasu Xavi Hernandez, Andres Iniesta, Sergio Busquets, Gerard Pique, czy Sergio Ramos mogliby kosztować więcej. To jednak emblematyczni gracze Realu i Barcelony, które sprzedają piłkarzy tylko wtedy, gdy nie mogą przebić się do składu. Przy okazji transferu Moraty rekord pobił także Florentino Perez. Dotąd najdroższym graczem sprzedanym przez Real Madryt był Angel di Maria (75 mln do MU w 2014 roku).

Choć wychowany w Realu Morata był w pierwszym składzie „Królewskich” gościem, regularnie odwiedzał fontannę Kybele, gdzie klub świętuje sukcesy. Dwa razy wygrał z nim Ligę Mistrzów (2014 i 2017), dwa mistrzostwa Hiszpanii (2012 i 2017), dwa Puchary Króla (2011 i 2014), mundial klubów oraz Superpuchary Hiszpanii i Europy. - Dlatego absolutnie nie żałuję powrotu na Santiago Bernabeu ostatniego lata - powiedział. Dodał jednak, że o trzeciej szansie w Realu w ogóle nie myśli.

W Turynie Morata wywalczył dwa tytuły mistrza Włoch i dwa Puchary. W Chelsea, która odzyskała właśnie tytuł w Anglii spotka trenera Antonio Conte, do 2014 roku prowadzącego Juventus. Jeśli spełni oczekiwania, jego cena wzrośnie do 85 mln euro (tak zapisano w kontrakcie z Realem). Nikogo to jednak na Stamford Bridge nie zmartwi.

środa, 19 lipca 2017

Jedno z brazylijskich mediów wywołało burzę donosząc, że w ciągu najbliższych dwóch tygodni PSG ogłosi, iż wykupiło Neymara z Barcelony. Cena Brazylijczyka to 222 mln euro - co uczyniłoby go rzecz jasna najdroższym piłkarzem w historii.

- Nie ma klubu, który stać byłoby na wykup Neymara - uspokaja kibiców Barcy dyrektor sportowy Robert Fernandez. Potwierdza to kataloński dziennik „El Mundo Deportivo”, który policzył, że całkowity koszt transakcji sięgnąłby 629,42 mln euro!

PSG musiałoby zapłacić nie tylko kwotę wykupu ustanowioną w kontrakcie Brazylijczyka z katalońskim klubem (222 mln), ale też wszystkie podatki i gigantyczną gażę dla zawodnika sięgającą 30 mln euro netto za sezon. Aby przelać tyle na konto Neymara, francuski gigant musiałby wydać 90,2 mln rocznie - podatki od tak wysokich zarobków sięgają we Francji 69 procent. Czteroletnia umowa kosztowałaby więc PSG 360,8 mln. Do tego trzeba doliczyć podatek od transferu i prowizje dla agentów. W ten sposób klub z Paryża z pewnością złamałby zasady ustanowionego przez UEFA finansowego fair play.

Tyle, że po dymisji prezesa Michela Platiniego UEFA nie jest już tak restrykcyjna w przestrzeganiu finansowych przepisów. Możliwości PSG są nieograniczone. Klub jest własnością Kataru - jednego z najbogatszych krajów na ziemi. Szejków stać na każdą zachciankę, to kosmiczna transakcja zależy więc w dużym stopniu od woli zawodnika. Według brazylijskiego portalu „Esporte Interativo” Neymar chciałby się przenieść do Paryża mając świadomość, że w Katalonii jeszcze długo będzie pozostawał w cieniu Argentyńczyka Leo Messiego. A poza tym w PSG gra pół reprezentacji Brazylii: od Thiago Silvy, po Daniego Alvesa, który przeniósł się tam tego lata z Juventusu Turyn.

Wiadomość poruszyła światowe media. Wiadomo, że już latem 2016 roku ojciec piłkarza i jego agent spotykał się z szefami PSG. Negocjacje wtedy upadły, Neymar przedłużył kontrakt z Barceloną i dostając gigantyczną podwyżkę. Zarabia teraz netto 25 mln za sezon, więcej od niego klub płaci tylko Messiemu.

Rewelacje z Brazylii wywołały duże poruszenie. Sprawą zajęły się media hiszpańskie, a także dziennik „L’Equipe”. Francuska gazeta cytuje wysoko postawioną osobę z Parc des Princes, która przekonuje, że do transferu nie dojdzie. - Klauzula jest zbyt wysoka. Trzeba być realistą - mówi anonimowo. Poza tym szefowie PSG z szejkiem Nasserem Al-Khelaifim są przekonani, iż Neymar Senior negocjował z nimi w ubiegłym roku tylko po to, by zaszantażować Barcelonę i wymóc na niej wyższe zarobki dla syna. Poczuli, że Neymarowie potraktowali ich niepoważnie.

W cieniu całej historii jest legendarna już rywalizacja Barca - PSG w 1/8 finału minionej edycji Ligi Mistrzów, gdy na dwie minuty przed końcem rewanżu Katalończycy potrzebowali do awansu trzech goli. Dwa zdobył Neymar, przy trzecim zaliczył asystę. Z pewnością 25-latek może uchodzić za kandydata na lidera każdej drużyny.

Zamieszanie wokół transferu Brazylijczyka uświadamia przy okazji, że rekordowe 105 mln euro, które poprzedniego lata zapłacił Manchester United za Paula Pogbę, nie jest żadną trwałą granicą. A przecież jeszcze na przełomie wieków, gdy Inter Mediolan zapłacił za napastnika Christiana Vieriego 50 mln dolarów, watykański dziennik „Osservatore Romano” nazwał tę kwotę „obrazą dla biednych”. Protestował także dekadę później, gdy wracający do Realu Madryt prezes Florentino Perez wydał w jednym oknie transferowym 260 mln euro sprowadzając do stolicy Hiszpanii między innymi Cristiano Ronaldo (94 mln), Kakę (65,8), Karima Benzemę (35) i Xabiego Alonso (35).

Za każdym razem wieszczono, że kiedyś ceny za piłkarzy spadną, że zadłużony po uszy futbol dopadnie kryzys. W wielką piłkę bawią się jednak coraz bogatsi ludzie: weszli do niej rosyjscy oligarchowie, milionerzy z USA, arabscy szejkowie, a ostatnio Chińczycy. I ceny graczy stale rosną, kilka dni temu Manchester United zapłacił 85 mln euro za belgijskiego napastnika Romelu Lukaku, który kiedyś nie przebił się w Chelsea, a w ostatnim sezonie Premier League zdobył 25 goli dla Evertonu. Dlatego kwota 222 mln za Neymara nie jest irracjonalna, to raczej PSG jest w tej rozgrywce petentem. - Jestem szczęśliwy w Barcelonie - ogłosił piłkarz. Czy to zamyka sprawę jego transferu?

Pod zarzutem korupcji, defraudacji i oszustw policja zatrzymała nieśmiertelnego szefa hiszpańskiej federacji piłkarskiej Angela Marię Villara, jego syna Gorkę oraz kilku innych wysokich działaczy futbolowych.

Villar jest szefem hiszpańskiego związku od 29 lat. W maju wygrał wybory po raz ósmy i jego kadencja ma się skończyć w 2021 roku. O tym, że traktuje federację jak prywatny folwark mówi się od lat, jego pozycja była jednak niepodważalna w kraju i za granicą. Jest długoletnim wiceprezesem FIFA, pełnił rolę szefa UEFA w czasach, gdy zawieszono Michela Platiniego. Trudno znaleźć w piłce działacza bardziej długowiecznego i lepiej ustosunkowanego, mimo licznych konfliktów z hiszpańskim ministerstwem sportu, rządził niepodzielnie tamtejszą piłką. Wiele wskazuje na to, że jego stylem działania była korupcja, oszustwa i defraudacje.

Syn Villara Gorka nie jest w żaden formalny sposób powiązany z federacją. Prawnik sportowy to właściciel firmy handlującej prawami telewizyjnymi. Ojciec korzystał z jego usług sprzedając prawa do pokazywania meczów reprezentacji Hiszpanii i jak twierdzą śledczy, obaj czerpali z tego nielegalne dochody. Villara oskarża się również o to, że tak długo utrzymywał się przy władzy w federacji, ponieważ opłacał swoich wyborców - szefów związków regionalnych. Na przykład wysyłał związkowe pieniądze na Teneryfę, gdzie futbolem rządził jego kolega, także we wtorek zatrzymamy przez policję.

Być może najbardziej bulwersujący zarzut dotyczy jednak 1,2 mln euro publicznych pieniędzy, które federacja hiszpańska dostała od ministerstwa sportu na działalność charytatywną w biednych krajach Afryki i Ameryki Łacińskiej. 462 tys Villar miał wydać na stworzenie szkół futbolowych w Libii, 219 tys na podobny projekt na Haiti, 254 tys na program doszkalania działaczy piłkarskich w Iberoameryce. Federacja była zobligowana zakończyć projekty do końca sierpnia 2011 roku.

Cztery miesiące później Villar przysłał do ministerstwa sportu pismo z zapewnieniem, że wszystko zostało wykonane zgodnie z planem. Wiadomo, że pieniądze z federacji znikły, ale gdzie trafiły? Żaden z wymienionych projektów nie został nawet rozpoczęty. Villar tłumaczył później, że jego podpis na dokumencie wysłanym z federacji do ministerstwa sfałszowano.

Niemal wszyscy w Hiszpanii mieli dość arogancji działaczy piłkarskich. Ich oszustwa były tajemnicą poliszynela. Jakiś czas temu zbankrutowała grupa Santa Monica, która była winna federacji 20 mln euro. To także budzi wątpliwości i jest przedmiotem śledztwa policji.

W Hiszpanii skandalami piłkarskimi zajmują się różne sądy. Trzy miesiące temu jednostka operacyjna policji założyła podsłuchy na telefony Villara, jego syna i kilkunastu działaczy piłkarskich. Według hiszpańskich mediów zebrała tak bogate dowody korupcji i malwersacji, że we wtorek sędzia sądu najwyższego wydał nakazy aresztowania 10 działaczy oraz przeszukania siedziby federacji, mieszkań zatrzymanych i firmy Gorki. Wszyscy będą wkrótce zeznawać. Akta sprawy liczą już ponad 2000 stron.

Tagi
sport.pl
Dariusz Wołowski: Piszę o piłce, o sporcie, o tym co wpadnie mi do głowy
top | © Agora SA | design by kate_mac