blog Darka Wołowskiego
RSS
sobota, 28 czerwca 2008

Powie ktoś, że nie będzie po czym płakać jeśli Ebi Smolarek przeniesie się z Racingu do Toulouse. Oba kluby to szaraki więc... Moim zdaniem zmiana będzie jednak zdecydowanie na gorsze. W lidze francuskiej nie gra Real Madryt i Barcelona. Tak mieliśmy Polaka, który przynajmniej cztery razy do roku miał okazję mierzyć się z największymi gwiazdami piłki. A teraz zostanie nam emocjonować się starciami z Lyonem - w lidze francuskiej ma on monopol na wielkość. Mimo wszystko jednak w skali światowej to wciąż drużyna z innej półki niż hiszpańskie kolosy.

Z dwóch szaraków Racing ma akurat znacznie lepszy moment. Gra w Pucharze UEFA, a Toulouse ostatnio ledwo obroniła się przed spadkiem. Poza tym we Francji mamy Jelenia, będziemy mieli Dudkę. W Hiszpanii zostanie nam jeden Dudek, który przez okrągły rok nawet nie wstanie z ławki rezerwowych.

Nie dziwię się Ebiemu, że przeprowadzka do wspaniałej Tuluzy mu nie w smak. Miasto może piękniejsze, ale ”po piłkarsku” ten transfer to jednak krok wstecz. Kiedy byłem w Santander wszyscy przysięgali, że te marne cztery gole, które strzelił w debiutanckim sezonie Primera Division, to nie tragedia. Przyszedł nowy trener i okazało się, że tragedia. A przecież po transferze z Borussi wydawało się, że to Polak jest za dobry na Racing, a nie odwrotnie.

Nieszczęścia chodzą parami: po nieudanym Euro nawet udanych wakacji nie będzie miał. A przecież fachowcy wróżyli, że jeśli jest polski piłkarz, który spełnia wymogi Primera Division to właśnie Ebi. Pozostaje nam więc to co na mistrzostwach - czyli liczyć na Boruca, albo Rogera.

Jest ich dwoje. Mieszkają 2262 kilometry od Wiednia, w wiosce Albuñán blisko Guadix w Sierra Nevada. Wioska ma 400 mieszkańców i właśnie w niej żyją sobie José Gómez i Torcuata García. Dziadkowie Mario Gomeza - napastnika reprezentacji Niemiec. Oni w finale Euro 2008 będą kibicowali Niemcom. Pozostałych 398 mieszkańców Albunan będzie trzymało kciuki za Hiszpanów. Tak jak niemal wszyscy mieszkańcy Wiednia. Tu rumpenfussbal też nie jest zbyt popularny. Tak jak w Albunan. I co Wy na to?
piątek, 27 czerwca 2008

To tytuł z dziennika As oddający euforyczne nastroje hiszpańskich kibiców. Przepytywani przez Markę fani wróżą w finale 4:0. To, że reprezentacja Hiszpanii gra pieknie nie jest dla nikogo zaskoczeniem. Ale to, że wygrywa, już bardzo dużym. Polskich kibiców, którzy obawiają się, że w związku z hiszpańskim szaleństwem finał zakończy się łatwym zwycięstwem Niemiec, chcę pocieszyć. Byłem wczoraj w strefie wywiadów i nikt z piłkarzy hiszpańskich nie zająknął się nawet o przyjemnym finale.

Iker Casillas powiedział, że dla niego awans do finału jest spełnieniem prywatnych marzeń, ale zwycięstwo w nim uczyniłoby z niego bramakrza, któremu już nikt wiecej nie wypomni, że wygrywać umiał tylko z Realem Madryt. Wydźwięk przedfinałowych zapowiedzi był jasny: będąc Hiszpanem w finale wielkiej imprezy gra się raz w życiu. Dla pokolenia Casillasa w niedzielę będzie ten jedyny raz.

środa, 25 czerwca 2008

Zawsze byłem kibicem Barcelony, ale nawet nie mogłem marzyć, że kiedyś w niej zagram. A teraz? Zobaczymy - mówi Andrij Arszawin. Jutro Rosja gra z Hiszpanią to z pewnością najlepsza okazja, by zaprezentować się szefom klubu z Katalonii. Mają tam małą rewolucję, pozbywają się połowy graczy z Ronaldinho, Eto'o i Deco na czele. Może więc Arszawin? Gdyby tak się stało, byłby to dowód, że gra w kadrze wciąż ma wielką siłę promocyjną. Rosjanin zagrał na Euro 2008 dwa mecze. Gdyby trzeci wystarczył na transfer do tak wielkiego klubu...

Hiszpanie woleliby, żeby trzeciego zwycięskiego meczu Arszawin nie zaliczył. Katalończycy mogą mieć w tej kwestii mieszane uczucia. Na pewno sprowadzenie do klubu kata reprezentacji Hiszpanii nie wszystkich w Barcelonie przeraża. Tyle, że z drugiej strony zagrają trzej muszkieterowie z Barcy Xavi, Puyol i Iniesta. Raczej dla nich będą jutro bić katalońskie serca.  

 Stwierdzenie Jacka Gmocha, że do prowadzenia PZPN trzeba umieć czytać i pisać bardzo mi się podoba. Oto jest w Polsce wielka organizacja sportowa, która obraca milionami i dobrem polskiej piłki na dodatek, w której wymagania wobec naczelnego wodza są, delikatnie mówiąc, przystępne.

Byłem na kilku zjazdach PZPN, gdzie przyjeżdżali różni ważni działacze ze wszystkich stron i zawsze zastanawiałem się jakimi kryteriami kierują się ci, którzy ich przysłali. Aż jeden z kolegów uświadomił mi, że wszyscy oni przyjeżdżają na zaproszenie szefa Związku. Łamałem sobie więc głowę kim jest ten szef, skoro zaprasza takich delegatów. Dziś wiem, że szef to ten, który umie czytać i pisać. Pozostaje jednak pytanie: co umieją ci, którzy na co dzień dbają o polski futbol: w Bieszczadach, na Mazurach, w Puszczy Kampinoskiej, czy Białowieży? Co oni umieją? Czytać i pisać na pewno nie, bo przecież nie każdy może być szefem. Może chociaż jeść nożem i widelcem? O tak, przypominam sobie. Na zjazdach zawsze dużo się jadło. I piło.

wtorek, 24 czerwca 2008

Turcy szaleją ze szczęścia i pękają z dumy, Niemcy czują się odrodzeni, bo po porażce z Chorwacja byli w depresji, Rosjanie są w ekstazie, bo pod wodzą Hiddinka wracają do Europy. Ale nie jestem pewny, czy największej frajdy z awansu ich drużyny do półfinału Euro 2008 nie mają Hiszpanie. „Widzę Hiszpanię jako mistrza” - napisał dziennikarz „Marki”, a inny dodał, że gazeta wydaje mu się wciąż za mała, by opisać radość po zwycięstwie nad Włochami. „Chodzimy z twarzami głupców śmiejących się do samych siebie” - opowiada.

Koledzy z Marki przyzwyczajeni są do jednego: sławienia dokonań Realu oraz opłakiwaniu porażek drużyny narodowej. Teraz ma być inaczej. Skoro pobiło się mistrza świata, skoro przełamało granicę ćwierćfinału, to znaczy, że dzieją się cuda.

Burmistrz jednego z hiszpańskich kurortów zaprosił drużynę do spędzenia tam wakacji. Na koszt miasta. „Przywieźcie ze sobą trofeum za mistrzostwo, żebyśmy mieli dowód, że to co przeżywamy to nie sen” - poprosił. Dumę z drużyny wyraził król Juan Carlos, który pierwszą jedenastkę wymienia obudzony w środku nocy. Borubar, Benhałer, czy Parreiro nie przytrafią mu się na pewno.

Ale co się chłopakom dziwić. Gdyby tak Polska była w półfinale po wyeliminowaniu mistrza świata w „Gazecie Wyborczej”, a być może nawet i Sport.pl zabrakłoby miejsca dla opisania jak pękamy z dumy i euforii. Jak zwykle, cholera, człowieka ponosi. Obudź się panie Darek: trzeba jechać na konferencję prasową Rosjan...

niedziela, 22 czerwca 2008

No i dostało mi się za Holandię w półfinale, ale pisałem o tym przed meczem z Rosjanami. Jak każdy polski kibic myślałem, że Rosja, która i tak wychodząc z grupy odniosła sukces na Euro 2008, pogra sobie z Holendrami i z honorem pojedzie do domu. Tymczasem Arszawin z kolegami zostali nieźle napuszczeni przez tego Hiddinka. Rosja zadziwiła cały świat i w 90 minut pozycja Arszawinów w europejskiej piłce wzrosła przynajmniej o 100 proc. A przecież po finale Pucharu UEFA wcale nie była najgorsza.

Szkoda tylko, że Beenhakker nie napuścił tak naszych chłopaków na Niemców, Austriaków i Chorwatów. Przecież to też Holender. Widać nie każda nacja potrafi jednak słuchać. Przykładem okazałem się ja sam odmawiając Rosjanom równych szans w meczu z Holandią.

sobota, 21 czerwca 2008
Golę się na zero - zapowiedział bramkarz Hiszpanów Iker Casillas. Niewielkie ryzyko, bo jako warunek postawił złoty medal Euro 2008 dla jego drużyny. Tymczasem w ćwierćfinale trzeba ograć mistrza świata. Prawdopodobieństwo 40 proc (najwyżej). Potem w półfinle fenomenalnych Holendrów. Prawdopodobieństwo koło 40 proc (najwyżej). A w finale - Niemcy. Też nie więcej niż 40 proc. A więc w sumie tylko 6,5 proc szans na stratę włosów. To ja też jestem gotów postawić swoje, chociaż cholera mam do stracenia jakieś 10 procent tego co Casillas.

Właśnie jakaś sadystyczna kobieta z akredytacją Euro 2008 na szyi zapytała trenera Chorwatów Slavena Bilica jakiej muzyki będzie słuchał po meczu z Turcją. - Pieprzyć to - powiedział ze łzami w oczach i poprosił o następne pytanie.

Bilic ma swój zespół, znany jest z miłości do gitary, znosił dotąd wszystkie pytania na ten temat, nawet porównania gry rywali do różnych stylów muzycznych. Teraz nie wytrzymał, bo też było to najbardziej podłe pytanie na Euro 2008. Numer 1 dla tej pani. 

Po Bilicu przyszedł szczęśliwy Terim. Jego o muzykę nie pytali. Pytali za to czy drużyna jest w stanie zregenerować się na Niemców. Powiedział, że tak. A co miał powiedzieć. Nie wypada nie wierzyć po tych cudach, których Turcy dokonali na Euro 2008. Ale jednak wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że bukmacherzy znów wiedzieli co robią stawiając na zespół Loewa.

 

czwartek, 19 czerwca 2008

Denerwowaliśmy się na naszych liderów, to co mają powiedzieć po dzisiejszym meczu z Niemcami Portugalczycy. To miał być pierwszy wielki turniej kiedy grała Portugalia Ronaldo. Odszedł Figo, a najlepszy piłkarz świata miał wziąć odpowiedzialność na swoje barki. Wydawało się, że finał Ligi Mistrzów w Moskwie pomógł mu przełamac kompleks wielkich meczów.

Tymczasem Michael Ballack wziął rewanż za Moskwę. Wkurzajace, że zdobył gola w taki sposób (popychając kumpla z Chelsea Paulo Ferreirę), ale w bezpośrednim pojedynku liderów, Niemiec miał jednak więcej siły, chęci i charakteru. Być może właśnie ten pojedynek zdecydował, że Portugalia, która grała dotąd futbol pięć razy bardziej atrakcyjny od Niemców, wraca do domu.

W grupach triumfowała piłka ładna, odważna i ofensywna. Przychodzi do decydujących rozstrzygnięć i wszystko się zmienia. Wygrywają ci co zawsze.

 
1 , 2 , 3 , 4
Tagi
sport.pl
Dariusz Wołowski: Piszę o piłce, o sporcie, o tym co wpadnie mi do głowy
top | © Agora SA | design by kate_mac