blog Darka Wołowskiego
RSS
niedziela, 30 marca 2008

30. kolejka ligi hiszpańskiej nie była dla Ebiego Smolarka osobistym sukcesem: bramki zdobywali rywale do miejsca w ataku Racingu: Munitis (ma już cztery gole w lidze, tak jak Ebi), a nawet Ivan Bolado, który jest w Santander śpiewem przyszłości.

To, że Ebi nie zagra w pierwszym składzie w Barcelonie, było pewne. Trener Racingu Marcelino wyznaje zasadę: ”nie trenujesz z drużyną w tygodniu, nie grasz”. A Ebi był na zgrupowaniu kadry w Krakowie, więc z Racingiem nie pracował. Marcelino pretensji do Ebiego nie ma, mówi, że każdy reprezentant to dla Santander duma, ale zasady przestrzega, by być fair wobec tych, którzy się z nim do meczu ligowego przygotowywali.

Ale zostawmy problem jednostkowy, bo to czego dokonał w niedzielę Ebi z kolegami, jest niewiarygodne. Prawda, że Espanyol gra ostatnio słabiej, ale to przecież finalista Pucharu UEFA, klub, który u siebie bił Real Madryt, a Barcę przed porażką uratował cud. I ten Espanyol klub Smolarka pobił na Stadionie Olimpijskim 3:0! ”Racing wciąż w chmurach” - napisała ”Marca”.

Na początku sezonu Marcelino mówił, że Racing gra o 42 pkt, które dadzą utrzymanie. Na osiem kolejek przed końcem drużyna Smolarka ma punktów 50! Tyle samo co Atletico Madryt, zajmujące miejsce pozwalające na start w Lidze Mistrzów. Racing - Wisła Kraków w eliminacjach? Poczekajmy.

Byłem niemal pewien, że po zawodzie jakiego doznał zespół Ebiego nie przebijając się do finału Pucharu Króla będzie źle. Dołek wydawął się nieunikniony. A jednak w dwóch kolejnych meczach w lidze Racing zdobył 6 pkt i jeśli za tydzień pokona u siebie Deportivo na pojedynki z Valencią i Realem Madryt może czekać z podniesionym czołem. Ebi przed Euro 2008 na pewno nam się solidnie nagra, a Racing sprawi, by był to dla niego sezon historyczny. Przed rokiem był dziesiąty i to już nazywano rewelacją.

Z tygodnia na tydzień czekamy (jak wszyscy w Hiszpanii), że skromny Racing wyprzedzi Sevilla, Valencia, Espanol, a oni jakoś nie pękają. Klub z Santander gra rewelacyjnie. Prawda, że Ebi nie zdobył w nim niepodważalnego statusu gwiazdy, że tacy gracze jak Munitis, Cosla, Ducher, Lopez, Serrano, czy Garay to co najmniej ta sama półka. Ale na pewno szybciej rozwija się ktoś otoczony tak samo dobrymi piłkarzami, niż ”nietykalny” toczący samotną walkę z rywalami bez najmniejszego wsparcia partnerów. W sumie: miał Ebi szczęście z tym Santander, bo przecież podpisujac z nim kontrakt tego co się teraz dzieje nikt nie mógł zaplanować i przewidzieć.

 

 

 

Nieprawdopodobne co wyprawiają hiszpańscy faworyci. Real przegrał siedem z ostatnich 10 meczów, ale to czego dokonała wczoraj Barcelona to rekord świata. W końcu królewskich stać na porażki, bo przewagę mieli dużą. Jeśli ktoś był na musiku, to właśnie Barca. Tymczasem prowadząc z Betisem 2:0 w niespełna kwadrans przegrała mecz i chyba ostatecznie szanse na tytuł. Walka w czołówce Primera Division przypomina wyścig żółwi.

Na razie na tytuł najbardziej zasługuje Villarreal. Czy starczy mu wiary w siebie? A jeśli nie teraz, to kiedy? Bo chyba każdy przyzna, że ani Barca, ani Real na tytuł nie zasługują. Ktoś go jednak musi zdobyć. Tylko gracze Pellegriniego mogą sprawić, by w Barcelonie i Madrycie zdali sobie sprawę z tego jak daleko im do normalności.

piątek, 28 marca 2008

Newsem dnia jest oczywiście aresztowanie Dariusza Wdowczyka, ale dla mnie najbardziej szokująca informacja dotyczy ustawienia meczu ŁKS - Zagłębie Sosnowiec. Znaczy, że korupcja jest w naszej piłce wiecznie żywa. 

Wiem, że nie jestem pierwszym, który wypomina prezesowi PZPN dziewiczą łatwowierność, która kazała mu powiedzieć kiedyś „polska piłka jest czysta”. Michał Listkiewicz był wtedy młody, miał prawo wierzyć w ludzi, zwłaszcza niepokalane postaci z PZPN. W końcu Listkiewicz ręce ma czyste, to normalne, że wierzy, iż takie same mają jego koledzy. Dlatego tak mocno zaskoczył i obruszył go wywiad Piotra Dziurowicza w Gazecie Wyborczej, a potem prowokacja policyjna, która doprowadziła do zatrzymania sędziego F.

Niedawno Listkiewicz, który jako były sędzia i obecny prezes PZPN korupcji nienawidzi odetchnął z ulgą uznając, że co najgorsze to już za nim i jego kolegami stojącymi na straży czystości rodzimego futbolu. A tu nagle okazuje się, że mecz ustawiono w ostatniej kolejce ligowej. 

Martwię się bardzo o stan duszy prezesa prezesów. Dwa razy poprowadził polskich piłkarzy na mundial, raz na Euro, co nikomu przed nim się nie udało, załatwił nam Euro 2012, a tu ta cholerna korupcja psuje ten wizerunek idealny. 

środa, 26 marca 2008

Przygnębienie wywołane meczem z Amerykanami jest uzasadnione, bo na tle solidności polscy piłkarze wyglądali jak poczatkujący uczniowie alfabetu i tabliczki mnożenia. Piłkarze Leo Beenhakkera zaprzeczyli niemal wszystkim atutom dzięki którym eliminacje Euro 2008 zakończyli zwycięstwem. I zrobili to wszyscy.

Można oczywiście uznać, że przyzwoicie wypadł Lewandowski, a przeciętny Matusiak był lepszy od nieobecnego Brożka, ale o popularnych przed meczem analogiach do starcia z Niemcami na Euro zapomnijmy natychmiast - oni z przeciwnikiem klasy USA wygrali wczoraj 4:0.

Nie o lament nad grą Polaków jednak chodzi, ale o wnioski jakie z niej można wyciągnąć. Oczywistym jest ten, że przy tak fatalnym kryciu, mecz z Niemcami przegrany zostanie po pierwszym wolnym lub rożnym. Polscy piłkarze mogą grać świetne mecze z Portugalią, czy Czechami jeśli to rywal pierwszy się pomyli. Odrabiać strat raczej nie będą w stanie, dlatego pierwszego błędu należy się wystrzegać jak nagłej śmierci. Zwłaszcza z kimś takim jak Niemcy - przeciwnikiem słynącym mniej z fajerwerków technicznych niż wyrachowania. Polska drużyna nie ma takiej siły ofensywnej, by odwrócić losy meczu, który zacznie się tak jak wczorajszy. Niemcy wygraliby w Krakowie 5:0.

Nie ma szans na to, by dwóch, czy trzech polskich piłkarzy: na przykład Krzynówek z Lewandowskim i Smolarkiem sami wygrywali mecze na Euro. Jeśli przeciętnie zagra pół drużyny, to wszyscy będą wracać do domu zanim zdążą rozpakować walizki. Beenhakker ma w kadrze piłkarzy trochę lepszych i gorszych, ale wszyscy, bez wyjątku muszą zagrać w czerwcu mecze życiowe.

Za 72 dni zaczyna się dla nas Euro 2008. Silni nasi piłkarze może nie będą, ale zwarci i gotowi być muszą. Inaczej skopiują scenariusz z dwóch ostatnich mundiali nawet gdyby tak doświadczony trener jak Leo Beenhakker stanie na rzęsach.

Bardzo ważne jest, by polscy piłkarze potraktowali mecz w Krakowie jako naukę. Bo jeśli uznają, że to wypadek przy pracy, będą zgubieni. 

Niech mnie oświeci Łukasz Piszczek, że wstawienie go do podstawowego składu, to nie akt rozpaczy Leo Beenhakkera. W Herthcie rezerwowy, a jak gra to na prawej obronie. Powołany na mecz z obcokrajowcami, był jednym z najgorszych na boisku, a jak pamiętamy w Szczecinie konkurencja była duża. Nie bardzo rozumiem dlaczego on, a nie regularnie strzelający w Bundeslidze Wichniarek daje większe nadzieje na to, że gigantyczny kłopot z napastnikami może zmienić się w nieznaczący kłopocik. Ale niech tam, jeśli Piszczek ma w kadrze ”zadziałać” to czas po temu najwyższy.

Znacznie bardziej rozumiem szansę dla Pawła Brożka, choć tak jak Piszczek nigdy nie zagrał w kadrze dobrego meczu. Ale skoro chłop ma talent, niech ma swoje szanse zanim dojdziemy do wniosku, że tylko na miarę ligową. Ile lat dyskutowalismy o talencie Żurawskiego zanim w reprezentacji zdziałał cokolwiek? 

Chciałbym, żeby dobrze zagrał wreszcie Grzegorz Bronowicki. Nie, żebym był jego krewnym, ale marzy mi się, by w kadrze byli ofensywni boczni obrońcy, a nie piłkarze, którzy przekraczając środkową linię boiska automatycznie włączają wsteczny bieg. W ostatnim czasie piłkarz odkryty przez Beenhakkera dał mu jednak bardzo dużo powodów do zwątpień.

Mam nadzieję, że zgodnie z tym co mówią wszyscy polscy piłkarze potraktowali mecz z USA bardzo poważnie. Poczucie własnej wartości będzie naszym graczom na Euro bardzo potrzebne, a jeśli nie zbuduja go w kadrze, to w swoich klubach na pewno nie. No bo niby na jakiej zasadzie?

A poza tym chciałbym, żeby prezes Listkiewicz zanim podaruje mecz reprezentacji kolejnym ze swych kolegów z PZPN (którzy zrewanżują mu się głowem w wyborach), sprawdził, czy ci koledzy mają boisko, które nadawałoby się do gry. Kraków to piękne miasto, ale jeśli murawa stadionu Wisły przypomina pole pod sadzenie ziemniaków, to tam reprezentacja Polski grać nie powinna. Leo Beenhakker mówi, że zmieni w związku z tym taktykę, że Polacy będą grali długimi piłkami. Tylko po cholerę sparing, w którym kadra zmuszana jest do gry jakiej nie ma zamiaru pokazać na Euro?

Już raz wygraliśmy z Ekwadorem na błocie, po to by pół roku później, na wspaniałej zielonej trawce w Niemczech dostać lanie podczas niemieckiego mundialu. Chyba, że chcemy być mistrzami gry w warunkach ekstremalnych? Na szczęście z Amerykanami na Euro 2008 na pewno się już nie spotkamy.

 

niedziela, 23 marca 2008

Porażka z Valencią 2:3 jest najbardziej niesprawiedliwą jakiej doznał w tym sezonie Real Madryt. Jesienią bił rekordy skuteczności - strzelał raz, zdobywał gola i trzy punkty. Bywało tak, że drużyna Schustera absolutnie niezasłużenie biła Betis, Getafe i kilka innych całkiem przeciętnych drużyn, które na jego tle grały świetnie. Stąd wziął się rekord ligowy pierwszej rundy - licząc od chwili kiedy w Hiszpanii wprowadzono za zwycięstwo trzy punkty.

W rundzie rewanżowej los uparł się chyba, by odebrać królewskim wszystko co podarował jesienią. W 10 ostatnich meczach Real przegrywał aż siedem razy. Z całym szacunkiem dla wielkiego wysiłku Valencii: genialnej gry bramkarza Hildebranda, goli Villi, czy fantastycznej akcji Arizmendiego w której ośmieszył samego Casillasa, ale mimo wszystko Real był jeszcze lepszy.

Na pewno Valencii należało się jednak jakieś zadośćuczynienie za ostatnie pół roku. Triumfy nad Barceloną i Realem to najlepsze co w tej beznadziejnej chwili mogło ją spotkać. Może to i dobrze dla ligi, bo czteropunktowa strata Barcelony to gwarancja emocji na które nikt już specjalnie nie liczył. Najzabawniejsze byłoby jednak to, gdyby tytuł wywalczył Villarreal. Tyle, że musi odrobić do Realu aż 7 pkt, bo przegrał z nim oba mecze.

Dobre wieści z Santander. Jeśli po 29. kolejkach klub Smolarka pozwala wyprzedzać się tylko czwórce: Real, Barcelona, Villarreal i Atletico to dowód, że w futbolu wciąż chodzi o coś znacznie wiecej niż pieniądze. W środę Racing zawalił jeden z najważniejszych meczów w swojej historii - był o krok od finału Pucharu Hiszpanii, ale zaledwie zremisował z Getafe. Po zakończeniu gry tłumy fanów długo oklaskiwały chłopaków Marcelino. Zdarzyło się nawet coś czego dawno na stadionie piłkarskim nie widziałem: Ebi i inni gracze Racingu pożegnali się z kibicami i załamani zeszli do szatni, a tłum na trybunach wywołał ich na bis chcąc podziękować jeszcze raz.

Można się było jednak obawiać, że po tym okresie podniebnego lotu skromniutki klubik z Santander zacznie opadać na swoje miejsce. A jednak potrafił wygrać z bijącym się o utrzymanie Recreativo co daje realną nadzieję na Puchar UEFA (nie mówiąc nawet o tym, że Racing jest o 3 pkt od miejsca w Lidze Mistrzów). Tyle, że teraz czeka go egzamin ostateczny: mecze z Espanyolem, Deportivo, Valencią i Realem Madryt. A Smolarka jeszcze środowy test kadry z USA.

 

Przedziwnego gola zdobył w tej kolejce Ebi Smolarek. W 90. min wszyscy gracze Recreativo pobiegli pod bramkę Racingu. Zrobił to też bramkarz Sorrentino, ale lepszy od niego był vis a vis z Recingu Coltorti. Bramkarz wyrzucił piłkę do Ebiego, a Polak trafił do pustej bramki pieczętując trzy punkty, które zwracają Racingowi nadzieję na europejskie puchary po tym jak w tygodniu polegli z Getafe w półfinale Pucharu Hiszpanii.

A więc Ebi ma w lidze cztery gole, najskuteczniejszy w drużynie Tchite - sześć. Co ważniejsze Polak zagrał 90 minut, tym razem wyszedł w podstawowym składzie obok Munitisa, którego zmienił gracz z Konga.

Kiedy po półfinale Pucharu Króla, gdzie Ebi zagrał nieco ponad 20 minut, pytaliśmy czy nie boi się ławki rezerwowych. Odpowiedział, że trener Marcelino rotuje składem. Zabrzmiało to jak wykręt, ile takich stwierdzeń padało w ostatnim czasie z ust polskich piłkarzy, a jednak Smolarek miał rację.

I dobrze. Martwiliśmy się o Żurawskiego w Celtiku, o Matusiaka w Heerenven, martwimy o Krzynówka w Wolfsburgu, by ławka rezerwowych nie zniweczyła ich formy przed Euro 2008. Wygląda na to, że bezradne wlepianie oczu w kolegów z drużyny przynajmniej Ebiemu nie grozi.

 

piątek, 21 marca 2008

Czy jego czas minął - to jedno z pytań nurtujacych światowy futbol od dawna. Ronaldinho Gaucho już drugi rok gra słabo, ale jakoś tak jest, że wciaż trwa w tym co ma. O jego odejściu z Barcelony mówiło się po porażce z Realem przed Bożym Narodzeniem, teraz przed Wielkanocą, gdy Rijkaard nie zabrał go na rewanż z Valencią w Pucharze Króla hiszpańskie media ogłosiły, że to już definitywnie koniec.

Temat nie jest Świąteczny. Zdaniem jednego z kanałów telewizyjnych Brazylijczyk jest już w Barcy sam, odwrócili się od niego wszyscy. Ciekawe, bo to samo pisało się o Ronaldzie Koemanie przed wspomnianym półfinałem Pucharu Hiszpanii. Barca miała zwyciężyć na Mestalla, a Holender wylecieć z posady trenera. Media i kibice Valencii żegnali go już zresztą kilkanaście razy.

Ale Barca mecz z Valencią przegrała i to kompletnie odmieniło nastroje. Fani Valencii znów kochają piłkarzy, a Holendra, który spuścił klub na 11. miejsce w tabeli i ma najgorszy bilans ze wszystkich trenerów w jego historii, zaczynają darzyć zaufaniem. „Zostań z nami - śpiewali, choć przecież sam Koeman od pół roku nie robi nic innego tylko próbuje przetrwać.

Skoro jednak 90 minut może tak radykalnie zmienić nastroje, to i Ronaldinho ma szansę okazać się jeszcze mężem opatrznościowym. Barca przyjdzie pewnie w Lidze Mistrzów Schalke, a potem do tytułu najlepszego klubu Europy zostaną trzy mecze. Wystarczy, że Brazylijczyk zdobędzie tam jakiegoś ważnego gola, a w Katalonii odtrąbią jego powrót na szczyt. I znów wystarczy 90 minut, by zmienić niechęć w miłość i w nowym sezonie wszystko zostanie jak jest. Kibice zapomną o tym co przeżywają dziś.

Jeśli jednak Barca Ligi Mistrzów nie wygra, będzie to dla niej bardzo gorące lato: rewolucja w składzie i ławce trenerskiej. Drugi sezon klęski na trzech frontach (bo mistrzem już Barca raczej nie bedzie) pochłonie pewnie wiele ofiar. To samo będzie zresztą w Madrycie. Real tytuł ma prawie pewny, ale 90 minut rewanżowego meczu z Romą w 1/8 finału Champions League zachwiało bardzo mocno pozycją Schustera. Największe kluby wydają setki milionów, a potem wszystko decyduje się w 90 minut.

 

Polecam filmik o Ebim zrobiony w Santander.

 

czwartek, 20 marca 2008

Wracam właśnie z Santander z przekonaniem, że jest to idealne miejsce na ziemi dla wielbicieli spokojnego życia. Miasto jak z bajki: ani za małe, ani nudne: z piękna architekturą i plażami. Ebiego lubią w Santander i Ebi lubi Santander, ale przecież nie tylko o to chodzi.

- Wszystko może się zdarzyć, ale nie sądzę, bo znam swoje możliwości - powiedział Smolarek, gdy naciskaliśmy go pytaniami o to czy pójdzie jeszcze w górę znajdując lepszy klub niż Racing. Nie zabrzmiało to jak minimalizm, czy brak ambicji, raczej jak dobre rozeznanie we własnych możliwościach i ograniczeniach. Nie wszystkich stać na tak krytyczną refleksję zwłaszcza, gdy tłumy kibiców wierzą w nich tak jak w Ebiego.

Niestety to co zobaczyłem podczas półfinału Pucharu Króla Racing - Getafe nie skłania do optymizmu. Intensywność gry i umiejętności piłkarzy dwóch absolutnie przeciętnych hiszpańskich drużyn to dla niemal wszystkich naszych graczy poziom nieosiągalny. Ebi jest jedynym piłkarzem Racingu, który pojedzie na Euro 2008, ale wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że pojawi się tam jako piłkarz rezerwowy. Nie, nie rezerwowy reprezentacji, bo jak wiemy jest jej gwiazdą, ale jako rezerwowy napastnik Racingu.

Tchite i Munitis, który rywalizuja z Polakiem o miejsce w ataku to niestety najlepsi piłkarze Racingu, przynajmniej tak to wyglądało w środę z trybun Sardinero. Mówiąc językiem modnym ostatnio: gdyby mieli polskie paszporty, bez trudu znaleźliby u Beenhakkera miejsce w jedenastce. Ale zadając sobie pytanie ilu reprezentantów Polski mogłoby sprostać wyzwaniu jakim jest skromny Racing przychodzi mi do głowy: Smolarek, Boruc i Krzynówek. 

Wrażenia z rajskiego miasteczka wcale nie były więc dla mnie rajskie.

 

 
1 , 2
Tagi
sport.pl
Dariusz Wołowski: Piszę o piłce, o sporcie, o tym co wpadnie mi do głowy
top | © Agora SA | design by kate_mac