blog Darka Wołowskiego
RSS
środa, 28 listopada 2007

Błąd Tomasza Kuszczaka w meczu ze Sportingiem był oczywisty. Ruszył do dośrodkowania, a to był strzał w krótki róg. Czy zaklasyfikujemy ten błąd jako koszmarny, gruby, czy kuriozalny ma to tylko takie znaczenie, że na sercu będzie nam ciężej lub lżej. Mnie zastanawia co innego: jak ten błąd zaklasyfikuje sam Kuszczak.

Jak już pisałem na blogu niedawno ogladałem jeszcze raz legendarny mecz na Wembley Anglia - Polska (1973). Jan Tomaszewski popełnim w nim z dziesięć grubych błędów: źle wychodził do dośrodkowań, lub niepotrzebnie do nich wychodził. Żaden z jego kiksów nie zakończył się jednak golem, za to - co pamiętamy wszyscy - w kilku nieprawdopodobnych sytuacjach Tomaszewski ratował drużynę.

Do meczu był komentarz samego Tomaszewskiego, który bez bicia, przyznawał się do swoich wpadek. - Kilka razy koledzy uratowali mi skórę - zauważył. Być może świadomość tego, że można było bronić lepiej  pozwoliła mu zostać gwiazdą mundialu w 1974 roku i jednym z najlepszych bramkarzy tamtych lat.

Oczywiście fajnie by bylo, gdyby Alex Ferguson przymknął oko na błąd Kuszczaka i dał mu się zrehabilitować w meczu z Romą. W końcu Manchester wygrał ze Sportingiem 2:1 więc konsekwencje błędu Polaka nie są nieodwracalne. Najważniejsze jest jednak to co sam Kuszczak ”zrobi” z tym wczorajszym błędem. Czy potraktuje go jak naukę, czy wypadek przy pracy.

 

wtorek, 27 listopada 2007

Tekst Radka Leniarskiego o Kubie Błaszczykowskim jest poruszający i delikatny zarazem. Dramatyczna historia chłopca, który był świadkiem najgorszego (jak ojciec zabija matkę) i w ułamku sekundy stracił oboje rodziców opiera się wszelkim komentarzom. Jedyne o czym da się pisać to o wuju, znanym piłkarzu Jerzym Brzęczku.

Muszę  przyznać, że był taki czas gdy Brzęczek nie był moim bohaterem. Kilku trenerów kadry chciało z niego zrobić centralną postać drużyny narodowej, co niestety przekraczało siły zawodnika. Srebrny medal igrzysk w Barcelonie zdobyty na początku kariery został do końca jej szczytowym punktem, co znaczy tyle, że talent Brzęczek w jakimś stopniu zmarnował. 

Dziś nie ma to już znaczenia. Jest w sporcie miejsce na porażki i zwycięstwa. Na pewno w życiu Brzęczek wygrał więcej zostając opiekunem Kuby Błaszczykowskiego. O wiele wiecej niż to, że uratował siostrzeńca dla piłki. Uratował go dla życia.

 

Był 30 grudnia 1990 roku kiedy Jan Urban zdobył trzy gole na Santiago Bernabeu w wygranym przez Osasunę 4:0 meczu z Realem Madryt. Zastanawialiśmy się wtedy w dziale sportowym „Gazety”, czy zrobić z tego czołówkę - to znaczy czy można wyczyn Urbana uznać za sportową informację weekendu. Nie byłem tego pewien, bo zaczynałem wtedy pracę w „Gazecie. Jak wyglądał w niej sport, niewielu już dziś na szęście pamięta. Na opisanie tego co zdarzyło się w sportowy weekend, mieliśmy jedną stronę.

Przypominam o tym, bo po 17 latach na Santiago Bernabeu wybiera się Ebi Smolarek i jego Racing Santander. Nie, nie, nikt nie oczekuje od niego hattricka. Niech strzeli jedną bramkę, a my w ”Gazecie” nie będziemy mieli wątpliwości z czego zrobić czołówkę, choć Gazeta-Sport opisująca sportowy weekend ma teraz 24 strony. Te 17 lat w polskiej piłce to był czas ostrego postu. Mieliśmy czego zazdrościć Czechom - to tak jeszcze raz a propos losowania grup eliminacji mundialu w RPA.

niedziela, 25 listopada 2007

Po losowaniu grup eliminacji MŚ 2010 radości Listkiewicza, Engela i Gmocha nie podzielam. Przypomnę, że Jerzy Engel już raz bardzo cieszył się z losowania. Prowadzona przez niego drużyna narodowa wybierała się wtedy na mundial do Korei. Mieliśmy ponoć masę szczęścia, a po dwóch meczach trzeba było wracać do domu. Przypomnę bilans pojedynków z Koreą i Portugalią: zero punktów, zero goli strzelonych, sześć straconych.

Ale wracając do grupy 3 nie jest to dla mnie grupa marzeń, choć cieszę się, że polscy piłkarze nie zagrają z Niemcami, czy Włochami, a Czechami.

Tyle, że Czesi to potęga, a niedawno ich kadra do lat 20 zdobyła wicemistrzostwo świata. Ci ludzie będą gotowi właśnie na eliminacje mundialu 2010. Słowacy i Słoweńcy to też silne drużyny, z którymi zwłaszcza na wyjeździe przyjdzie stoczyć bój morderczy. Irlandia Płn niedawno pokonała Hiszpanów w walce o Euro 2008. Z analizy rankingu FIFA wynika, że ta nasza łatwa grupa jest najmocniejsza ze wszystkich (biorąc pod uwagę miejsca w rankingu nie uwzględniając najsłabszej drużyny w grupie).

A poza tym zawsze, gdy po losowaniu cieszymy się z rywali przychodzi mi do głowy jak oni muszą cieszyć się z wylosowania nas.

piątek, 23 listopada 2007
W niedzielę z Valencią, za tydzień z Realem Madryt. Jeszcze nie wybrzmiała radość po golach Ebiego z Belgią, a już czeka go egzamin trudniejszy. Bo przecież Smolarek to nie tylko nadzieja kadry, która gra od święta, ale i nadzieja na karierę w europejskim klubie - czyli piłkarska codzienność. Reprezentacja Polski przyzwyczaiła nas do niezłej gry, ale pojedynczy wybrańcy Beenhakkera wogóle nas od tego odzwyczaili. Poza bramkarzami żaden z polskich piłkarzy nie robi na Zachodzie kariery, a przecież to ona jest najwyższym kryterium w futbolowej profesji. Dlatego bramek, lub dobrej gry Ebiego w meczach takich jak z Valencią i Realem nasz futbol i jego fani potrzebują tak bardzo. Potrzebuje ich także Ebi, bo gole w reprezentacji Polski, nawet ważne i piękne, nie wystarczą mu do zrobienia furory w Primera Division. Nikt z nas przecież nie chce, by pozostał wyłacznie idolem własnego podwórka.

Słynny już wywiad w Mundo Deportivo z Jose Edmilsonem wstrząsnął Hiszpanią. Kontuzjowany gracz Barcelony mówił o wrogach Ronaldinho w szatni i poza nią, o filozofii kilku graczy polegającej na tym, by jak najwięcej wyciagnąć z katalońskiego klubu. Niby nic orginalnego, ale szokować może dlatego, że akurat Barca ma wśród kibiców tak pozytywny wizerunek. Wielu uważa ją za azyl, gdzie chroni się futbol jako sztukę.

Gdybym był bogaty śpiewał kiedyś bohater Skrzypka na dachu, ja chciałbym zaśpiewać Wam: gdybym był Laportą. Nie przerażajcie się, to będzie krótka piosenka. Więc gdybym był Laportą wymieniłbym się z Milanem. Bez żalu dałbym Ronaldonho za Kakę. Nie, to nie kwestia umiejetności, ale charakteru. Delikatnie mówiąc wielki Ronnie potrzebuje nowych wyzwań, jego barcelońska misja jest moim zdaniem skończona, choć oczywiście może w niej wytrwać, bo za 9 mln euro plus dwa razy tyle z reklam trwa się nieźle.

Tymczasem Kaka to piłkarz zupełnie unikalny jak na Brazylię, nie tylko ze względu na klasę sportową, ale i na charakter. W Barcy dostałby sportowego kopa, który pomógłby mu osiagnąć wyżyny zarezerwowane dla piłkarskich geniuszy w typie Ronaldinho. Choć pewnie wielu z Was uważa, że już dziś niczego mu nie brakuje. W każdym razie wszyscy byliby szczęśliwi. Berlusconi zakochany w Ronaldinho i Laporta zakochany w wizerunku swojego klubu. Kaka, Messi, Henry, Eto'o - nowa Fantastic Four.

 

czwartek, 22 listopada 2007

Jeszcze trzy dni temu rozprawialiśmy w redakcji, czy dobrze by było gdyby na Euro 2008 Polacy trafili do grupy z Anglią. Wiekszość z nas była pewna, że przełamanie wieloletniego kompleksu nie jest możliwe nawet przy pomocy Beenhakkera. Anglia tradycyjnie jawi nam się jako zły rywal, choć ”taka słaba jak teraz nie była nigdy”.

Dziś to czysta tegoria. Anglii na Euro nie ma. A porażka z pewną już awansu Chorwacją na własnym boisku to kolejny z serii dowodów na to, że strach ma jednak wielkie oczy. Anglicy to podobny przypadek do Hiszpanów: najlepsza liga świata, sławne nazwiska, tylko drużyny nie ma. My Polacy, tradycyjnie zakochani w brytyjskim futbolu, nie chcemy jednak tego dostrzec. 

Przed meczem Anglia - Chorwacja ESPN Clasic przypomniał historyczną batalię drużyny Górskiego na Wembley z 1973 roku. Przepytywano z tej okazji Tomaszewskiego, Latę i Domarskiego. Wielcy polscy piłkarze, znacznie wybitniejsi niż ci, który grali wtedy u Alfa Ramseya (co potwierdził mundial w Niemczech) opowiadali, że na Wembley czuli się jak Austriacy, którzy trochę wcześniej przegrali tam 0:7. Strach, szczęście, cud - to były słowa najczęściej powtarzane przez Latę, Domarskiego i Tomaszewskiego choć od tego dramatycznego meczu minęły aż 34 lata.

A fakty wskazywały na to, że starch przed Wembley mógł być mniejszy. Pół roku wcześniej w Chorzowie ci sami Anglicy nawet w meczu z tą samą Polską nie zipnęli przegrywając 0:2. Przed meczem na Wembley Polska zremisowąła w Rotterdamie 1:1 z Holandią w której grali Cruyff, Neeskens i cała grupa późniejszych wicemistrzów świata mogących kandydować do drużyny wszech czasów w światowej piłce. Były więc podstawy, by wierzyć, że w ”Świątyni futbolu” może zdarzyć się coś więcej niż tylko egzekucja zespołu Górskiego. Tymczasem przebieg gry był taki, że o mały włos do niej nie doszło. Przez następne kilka lat żadna drużyna świata, choćby trzy razy wybitniejsza od Anglii, nie zepchnęła drużyny Górskiego do tak rozpaczliwej obrony.

Co było po 1973 roku nawet nie wspomnę. Baty, baty i baty. Kiedy polscy piłkarze widzieli Anglików od razu właczał im się wsteczny bieg. I choćby nasi wygrali mistrzostwo Europy i tak stając na przeciwko Anglików, którzy przepadli w eliminacjach, będą drżeć ze strachu. Bo angielski kompleks Polaków będzie żył nawet dłużej niż sam futbol.

 

środa, 21 listopada 2007

Właśnie przed chwilą odwiedził nas dziennikarz hiszpańskiej „Marki” David Ruiz. Od razu powiedziałem mu, żeby się do tego nie przyznawął po tym jak jego paskudna gazeta ośmieliła się podnieść rękę na Ebiego. Ruiz zareagował właściwie, złożył samokrytykę i chciał się jakoś w oczach polskich fanów zrehabilitować. Dlatego w dzisiejszym wydaniu „Marki” jest jego tekst przypominający jak Lato, Deyna i Tomaszewski wyeliminowali Angoli z mundialu w 1974 roku. Słynna batalia na Wembley została przywołana w związku z dzisiejszym meczem Anglii z Chorwacją o Euro 2008. Nawet Hiszpanie lubią przypomnieć że ojczyzna futbolu miała taki czarny dzień w swojej historii.

W tej sytuacji możemy chyba przyjąć hiszpańskie przeprosiny. Zróbmy to w imieniu swoim i Ebiego. 

Ale to nie koniec. Ruiz marzy, by przy okazji wizyty w Polsce, zrobić wywiad z Grzegorzem Lato. Dla Hiszpanów to piłkarz legendarny. Powiedziałem mu, że Lato jest teraz wśród polskich kibiców znów bardzo popularny za swoje cierpkie słowa o Leo Beenhakkerze. I zrobiło mi się głupio. Głupio zrobiło się też kolegom z „Gazety”, że my Polacy tak łatwo przekreślamy swoje autorytety. Ktoś przytomnie jednak zauważył, że w tym wypadku, autorytet w pewnym sensie skreślił się sam.

 

Euro bez Polaków - ostrzega na pierwszej stronie Gazeta Wyborcza. To rzeczywiście bardzo trudne do zaakceptowania, że kibice, którzy tak naprawdę finansują piłkarski biznes, są bezpardonowo wypychani ze stadionów. Ku pokrzepieniu serc chciałbym jednak przypomnieć pewna historię z ostatniego mundialu. Kłopoty z biletami były podobne, a gdy przyszło do pierwszego meczu z Ekwadorem na stadionie w Gelsenkirchen było 40 tys kibiców z Polski. Dodajmy od razu 40 tys fantastycznych kibiców.

- Mundial jest blisko Polski i jednego jestem pewien, nasi kibice wykopia bilety choćby spod ziemi - przewidywał już na pół roku przed mistrzostwami Jacek Bąk. Nie mam pojęcia ludzie jak tego dokonaliście, ale coś mi mówi, że teraz będzie tak samo. Euro jest przecież tak blisko... 

wtorek, 20 listopada 2007

Dziewięć bramek dla Polski w 13 meczach eliminacji Euro 2008 i zaledwie jedna w 12 kolejkach ligi hiszpańskiej - tak wyglądają strzeleckie dokonania Ebiego Smolarka w tym sezonie. To tłumaczy dlaczego bohaterem jest w Polsce, a nie w Hiszpanii.

Czy są jednak powody do obaw, że kariera Ebiego w Primera Division nie przebiega tak jak powinna? Racing wydał na niego 4,8 mln euro co jak na ten klub jest wielką sumą. Ale Tchite z którym Polak walczy o miejsce w składzie kosztował prawie dwa razy drożej. I co? I zdobył trzy bramki.

Problemem Racingu jest właściwie taki jak zaczynajacego przygodę w Primera Division Smolarka - zdobywa mało goli, średnio tylko 0,5 na mecz. Ale jeśli te 10 bramek wystarczyło do zgromadzenia aż 20 pkt, to niekoniecznie znaczy, że drużyna ma słabych napastników, ale raczej jest ustawiona tak, by przede wszystkim bramek nie tracić. Legendarny w Santander Pedro Munitis też zdobył dotąd tylko jednego gola, a nikt nie załamuje z tego powodu rąk.

Są dwa sposoby rozliczania piłkarza z jego dokonań: według indywidualnych statystyk i według statystyk drużyny. Trener Racingu Marcelino zdaje się być zwolennikiem drugiej metody. Kiedy rozmawiałem z nim w Santander mówił otwarcie, że dokonania Smolarka będą dla niego zawsze w cieniu tego co wniesie do zespołu. A zespół gra na razie rewelacyjnie, miał bronić się przed spadkiem, a jest siódmy (żeby się utrzymać, musi zdobyć 22 pkt w rundzie, czyli już tylko 2 w sześciu kolejnych meczach).

Dlatego o Smolarka w lidze hiszpańskiej na razie bym się nie martwił. Zwłaszcza, że przed Racingiem hity z Valencią i Realem Madryt. Wystarczy jeden gol Ebiego, by krytyka skończyła się w niemal w tym samym momencie w którym się zaczęła. Tak naprawdę dziennikarze ”Marki” zauważyli tylko dysproporcję w liczbie goli jaką Smolarek zdobył w kadrze i Racingu. Gdyby tak samo strzelał i tu i tam być może pytałaby już o niego Barcelona.

Dziennikarz „Marki” przewiduje, że w niedzielę Ebi wyląduje na ławce rezerwowych, a w ataku przeciw Valencii zagrają Tchite i Munitis. Tyle, że w ostatnim, zwycięskim meczu z Deportivo La Coruna Marcelino znalazł miejsce w składzie dla wszystkich trzech.

 

 
1 , 2 , 3
Tagi
sport.pl
Dariusz Wołowski: Piszę o piłce, o sporcie, o tym co wpadnie mi do głowy
top | © Agora SA | design by kate_mac