blog Darka Wołowskiego
RSS
piątek, 29 lutego 2008

Dzwoniłem właśnie do kolegi z dziennika Marca, który mieszka w Santander. Uważa, że Ebi Smolarek był najlepszym piłkarzem Racingu w historycznym meczu z Getafe. Lokalne gazety też najwyżej oceniają polskiego napastnika.

Niestety zawiedli, ci na których dotąd w Santander można było stawiać w ciemno. Po błędzie najlepszego obrońcy Garaya (za którego Barca płaci 18 mln euro) i jednego z najlepszych bramkarzy ligi Tono klub Polaka przegrał dwoma bramkami. Pierwszy zawalił na 1:2, drugi na 1:3.

Wszyscy, którzy widzieli jak Polak świętował gola w Getafe mogli zdać sobie sprawę jak bardzo mu na nim zależało. W Santander zaczynają rozgryzać Ebiego, który jak dotąd strzelił w lidze tylko dwie bramki. Ale dziennikarz Marki mówi, że im lepszy rywal tym Smolarek gra lepiej (patrz mecz z Realem w Madrycie). Tyle, że wtedy też było 1:3.

Tym razem jednak Racing wierzy w rewanż i pierwszy w historii finał Pucharu Hiszpanii. Przecież 2:0 wystarczy do awansu, czyli tyle ile Racing wygrał u siebie z Getafe w meczu ligowym. - My wciąż uważamy, że Ebi zdobył w Getafe najważniejszą swoją bramkę dla Racingu, bo bez niej trzebaby wygrać rewanż 4:0, a to byłoby nierealne - mówi Pedro Fernandez.

Oby kumpel Pedro się nie mylił. Żeby się o tym przekonać trzeba będzie czekać trzy tygodnie. Rewanż 19 marca. Skoro jednak aż 4 tys fanów Racingu wybrało się do Madrytu, to stadion Sardinero na pewno zmobilizuje swoich chłopaków jak nigdy. Dla ludzi z Kantabrii to spotkanie dekady. Ebi to wie. A im ważniejszy mecz, tym gra lepiej, no nie?

czwartek, 28 lutego 2008

Tak się jakoś dzieje, że wieści z odległego Santrander, gdzie zakotwiczył od lata Ebi Smolarek chodzą parami. Jak jest dobra, to jest i zła. W 27. minucie meczu Getafe - Racing zdawało się, że Ebi strzelił jedną ze swych najważniejszych bramek w tym sezonie. To wcale nie przesada, choć oczywiście bramki z Kazachami i Belgami zaprowadziły kadrę na Euro 2008 i trudno by z punktu widzenia interesu polskiego strzał w jakimś odległym Getafe mógł się z nimi równać.

A jednak. Ebi zdobył dla Racingu tylko dwa gole w lidze i wczoraj była szansa, by o tym zapomnieć. Mecz był dla Kantabrii superważny, mógł być dla Racingu krokiem milowym do finału Pucharu Hiszpanii. Przez 95 lat nawet półfinał był nieosiagalny.

No i strzela ten nasz Ebi, a tu jacyś goście z Getafe uparli się, żeby człowiekowi zmarnować wieczór. 1:3 to wiadomość zła przyklejona jak wrzód do tej dobrej. Okazało się, że Smolarek strzelił, ale o jedną lub dwie za mało. Tyle, że bez tej jego bramki sytuacja Racingu przed rewanżem byłaby właściwie beznadziejna. I to jest ten pozytywny wniosek wyciągnięty z wiadomości dobrej i złej. 

 

środa, 27 lutego 2008

Nie powiem, żeby wczorajszy sparing z Estonia mnie porwał. Udowodnił raczej, że rozwój kilku młodych talentów pod ręką Beenhakkera nie będzie przypominał eksplozji, ale zmaganie z trudna materią. Cudów zwyczajnie nie ma i bez sensu wmawiać sobie, że Holender to futbolowy czarodziej.

Masę pracy czeka tych graczy, by fundamentalne błędy w grze obronnej więcej im się nie zdarzały. Takie jak w 51. min kiedy kilku Estończyków znalazło się przed polską bramką trafiając piłką w słupek. To tylko przykład pierwszy z brzegu, takich błędów, choćby przy wyprowadzaniu piłki w pierwszej połowie, było wiele.

W ataku? Zaledwie 60 sekund później po niezłej akcji Grosickiego Matusiak uderzał z kilkunastu metrów Panu Bogu w okno. Z drugiej strony, gdy porównać jego formę z wczoraj, z tą z piątkowego meczu ligowego Wisły w Kielcach, to i tak zrobił krok we właściwą stronę. Tylko czy tempo tych zmian jest odpowiednie, by pojechać na Euro i grać tam jakaś rolę?

Garguła kilka razy się wyróżnił, ale też nie na tyle, by być spokojnym o jego powrót do formy reprezentacyjnej. Najgorzej z rutynowanych graczy wypadł Zieńczuk, który nawet pod ręką holenderską jakoś nie może się wzbić z poziomu ligowego na reprezentacyjny.

W sumie jednak w meczach dublerów wyszukiwanych przez Beenhakkera w polskiej lidze nie ma nieznośnego lenistwa i braku wiary w perspektywy, które otwiera przed nimi sparing. Wszyscy walczą, biegają, wierzą w swoją szansę nie wyplatając, że grali w tym składzie pierwszy i ostatni raz. Bo Holender daje im okazję gry w reprezentacji nie po to, by udowodnić czego nie umieją, ale żeby poznali i polubili swoje atuty. I każdy kibic czuje, że mimo braków i błędów na jego oczach dzieje się coś pozytywnego. W końcu do chwili, gdy Lisowki, Goliński, Zahorski, Kokoszka, Grosicki, czy Wawrzyniak decydować będą o losach reprezentacji Polski zostało jeszcze trochę czasu. Ważne, by chcieli i umieli do tego dorosnąć.
wtorek, 26 lutego 2008

Wątpliwości, czy to dobrze, by za granicą szukać wzmocnień reprezentacji Polski znamy dobrze od czasów Emmanuela Olisadebe. Coraz mniej jest jednak drużyn narodowych, które nie miałyby swojego Brazylijczyka. Czy my też będziemy mieli? Roger Guerreiro właśnie wystąpił o polski paszport.

Po pierwszym sezonie Rogera w Polsce pisałem, że jest takim naszym, ligowym Ronaldinho. Sposób w jaki panował nad piłką był najwyższej próby, a korzyści wynikające z tego dla drużyny Legii nieocenione. Niespodziewanie dla mnie samego to brawurowe porównanie znalazło swój dalszy ciąg.

Gwiazdora Barcelony dopadł kryzys głębszy i bardziej spektakularny, bo to w końcu były numer 1 na świecie. Ale Roger, jeśli zrobił krok od czasu przyjazdu do Polski, to raczej w tył, albo co najwyżej w miejscu. Wciąż miewa przebłyski, a nie stał się szef drużyny: takim co poprowadzi, zmobilizuje, a jak trzeba to popracuje za innych.

Lider środka pola powinien grać równo, odpowiedzialnie i rozsądnie, nie wystarczy zabłysnąć kilka razy bez refleksji co te błyski dały drużynie. Talent Roger ma wielki, ale zdarzają mu się zagrania nierozsądne. Brazylijczyk nie dostrzega na przykład, że podjęcie ryzyka dryblingu pod swoją bramką i bramką przeciwnika, to dwie zupełnie różne rzeczy.

Roger to piłkarz, który gra tak jak lubi, przede wszystkim sam musi być z siebie zadowolony, czy zadowolony jest trener obchodzi go mniej. Dlatego gdyby mnie ktoś pytał, czy Roger będzie wzmocnieniem reprezentacji Polski i wejdzie do niej przebojem, powiem, że nie jestem pewien. Potencjał ma od konkurentów większy, ale też mniejszą skłonność, by korzystać z niego w pełni. Chyba, że gra w reprezentacji Polski go do tego zmobilizuje.

poniedziałek, 25 lutego 2008

Ledwie ucichła afera po Pucharze Świata w Zakopanem, już mamy nową. Klimek Murańka nie został powołany do kadry Polski na MŚ juniorów. O ile można sie było bać o start 13-latka z seniorami, bo też presja tysięcy kibiców mogła być ponad siły dziecka, o tyle w kategorii juniorów powinny decydować względy sportowe. Jeśli dopuszczono Klimka do mistrzostw Polski seniorów, to dlaczego nie dopuszcza się go do kadry juniorów? Czy PZN ma jakiś plan, czy każdy trener robi co mu się akurat podoba?

Mnie się traktowanie Klimka nie podoba. Bo nie jest winą 13-latka, że jego ojciec woli wywoływac konflikty niż je łagodzić. Nie jest winą dzieciaka, że ma talent i że on i jego rodzina chcą go rozwijać i z niego korzystać, bo tak robią wszyscy sportowcy na świecie. Nie rozumiem też czemu w polskim sporcie pojawienie się talentu to taki problem. Patrzymy spokojnie kiedy koledzy Małysza z kadry seniorów lądują na buli co też jest przecież niebezpieczne, zwłaszcza na mamucie, ale nie możemy patrzeć jak 13-latek staje na Wielkiej Krokwii na której oddał już ponad 200 skoków.

Znane polskie przysłowie ”im gorzej, tym lepiej”, płynnie zamieniamy na inne ”im lepiej, tym gorzej”. Kłopotów nam ten Klimek narobił. Spadałby na bulę jak Pan Bóg przykazał i byłby spokój.

niedziela, 24 lutego 2008

Dobra wiadomość jest taka, że po pięciu meczach bez zwycięstwa Racing Santander wreszcie wygrał. I to wygrał z Almerią, która konkuruje z nim do miana rewelacji ligi hiszpańskiej, w dodatku ostatnio grała znacznie lepiej (np zwycięstwa z Realem Madryt i wyjazdowe z Valencią). Diego Alves nie puścił gola przez 679 minut aż do strzału Tchite. I to jest ta zła informacja. Gracz z Konga ma już pięć goli w lidze, Smolarek wciąż zaledwie dwa. Na dodatek w 84. min meczu z Almerią na boisko wszedł Pedro Munitis, który kiedy tylko wróci do formy po złamaniu ręki, będzie miał niepodważalne miejsce w ataku Racingu.

Kto z niego wypadnie? Tchite czy Smolarek? I czy stanie się to już w czwartek, w meczu sezonu z Getafe o finał Pucharu Króla? Na pocieszenie pozostaje fakt, że Racing gra wystarczająco dużo meczów, by nagrało się nie dwóch, ale nawet czterech napastników. Na razie nie ma powodów do paniki, bo Ebi gra w Hiszpanii naprawdę dużo i jego sytuacja jest nieporównywalna do innych filarów kadry jak Krzynówek (siedzi na trybunach Wolfsburga), Żurawski (szuka szansy na grę w Larissie), Matusiak (wrócił do Polski). Ale te dziewięć goli w eliminacjach Euro 2008 dawało nadzieję, że wreszcie polski piłkarz z pola będzie podbijał jedną z topowych lig. Na razie idzie to jak po grudzie.

Dla porównania dokonania napastników Racingu

Tchite - 1183 minuty w lidze - 5 goli. Kiedy grał Racing wygrał 9 razy, 6 razy zremisował, 6 razy przegrał 

Smolarek - 1465 minuty - 2 gole. Kiedy grał 9-6-6

Munitis - 1495 minuty - 3 gole. Kiedy grał 9-5-5

Bolado - 449 minuty - 1 gol. Kiedy grał 2-4-4

Ciekawe co o meczu Legii z Groclinem powiedzą ci, których nie zachwyciła w Kielcach Wisła Kraków. Lider ekstraklasy oraz jego nowe gwiazdy Matusiak i Łobodziński dość łatwo dały się zbić z tropu mniej sławnym graczom Kolportera. I mecz zamiast wygladać tak jak chcieli gracze o większym potencjale, wygladał tak jak chcieli piłkarze o większej ambicji. Wniosek jest jeden: Wisła, póki co, nie potrafi narzucić swojego stylu, ciekawe chociaż czy wie jak ten styl ma wyglądać.

No, ale to co pokazała w Grodzisku Legia nie tylko martwi, ale wręcz woła o pomstę do nieba. Nie wiem jak Wy, ale ja ziewałem, przysypiałem i wynudziłem się gorzej niż na skokach narciarskich podczas lotów zawodników z numerami od 1 do 40. Czysty koszmar: bez ładu składu i pomysłu.

Pozostaje dobre pytanie dlaczego martwić się o Wisłę i Legię, a nie cieszyć ambicją Korony i Groclinu? Bo myśląc o polskiej lidze odruchowo szukamy klubów, które mogłyby przerwać długoletni impas w europejskich pucharach. Żebyśmy nie musieli się czerwienić jak choćby pół roku temu, gdy nasze kluby zakończyły występy na I rundzie Pucharu UEFA.

Wydaje się, że nasza piłka powinna dążyć do wzorców zachodnich. W Hiszpanii mają Real i Barcelonę, we Włoszech Milan, Inter i Juventus, w Anglii Arsenal, MU, Liverpool i Chelsea. Nasza liga też powinna się podzielić na silniejszych i słabszych, a nie być zbiorem 16 przeciętniaków duszących się we własnym sosie i zdolnych rywalizować tylko ze sobą. Dlatego gdy widzę jak Koronie blisko do Wisły, a Groclinowi do Legii to z całym szacunkiem dla nich nie cieszę się, ale martwię.

I taka jest nasza piłka z wyjątkiem bramkarzy. Produkuje piłkarzy podobnych, lub takich samych, których atutem może być wzrost, solidność i ambicja, ale niewiele więcej. Z tego niewiele wiecej rodzą się porażki, a potem kompleksy z których musi ich leczyć selekcjoner z Holandii.

piątek, 22 lutego 2008

Niełatwo być rzecznikiem prasowym PZPN, tłumaczyć kibicom z pzpnowskiego na polski. Ale też trzeba przyznać, że PZPN ma do tego stanowiska wyjątkowego pecha. W chwili, gdy setki tysięcy Polaków chciałoby kupić bilety na Euro, a jest ich w sprzedaży co kot napłakał, rzecznik Koźmiński ”uspokaja” ich słowami, że bilety są własnością rodziny PZPN. 

Wyszło szydło z worka. Tak jak się spodziewaliśmy rodzinie PZPN wydaje się, że jej własnością są bilety na Euro, reprezentacja Polski i cała nasza piłka. Za chwilę okaże się, że nie ma sensu walczyć z korupcją, bo rodzina PZPN ją akceptuje. Tak jak akceptuje inne patologie w piłce, bo to rodzina patologiczna.

Uniwersytet z Navarry jak co roku ogłosił listę klubów o największej wartości medialnej - Manchester Utd spadł na drugie miejsce, bo wyprzedziła go Barcelona. Klub z Katalonii zawdzięcza to ponoć Messiemu, Henry'emu i Bojanowi Krkicowi - pierwszy dokonał największego skoku wśród najbardziej medialnych graczy świata, drugi był najbardziej spektakularnym transferem roku, trzeci wywołuje największe zainteresowanie wśród nowych graczy, którzy pojawili się w światowym futbolu. Za Barcą i MU są Milan, Chelsea. O dziwo najbogatszy klub świata Real Madryt jest w rankingu medialności dopiero piąty. Pewnie to zmartwi Ramona Calderona i jego starania o wielki transfer, który przyciagnąłby uwagę świata zintensyfikuje.

A najbardziej medialnym graczem na świecie jest Cristiano Ronaldo z Manchesteru. Drugie miejsce zajmuje Ronaldinho, trzecie Messi. Wydaje się, że wszyscy są nie do ruszenia, ten trzeci musiałby kosztować 150 mln euro, choć nierealna wydaje się sama chęć podjęcia rozmów w tej sprawie. Kiedyś Real wyrwął Barcy Figo, ale gdyby odebrał jej Messiego byłby to ostateczny dowód, że w piłce wszystko da się zamienić na pieniądze.

Wydaje się więc, że Real spróbuje powalczyć o Ronaldo, choć będzie to cel trudniejszy niż Kaka. A może po prostu klub z Madrytu nauczył się jednak czegoś w okresie galaktycznym i ranking medialości nie jest już tam najważniejszy. 

Jest jedna kategoria w której klub z Madrytu wypadł bardzo dobrze. Wartość wychowanków Barcy została wyceniona na 165 milionów euro, ale Real jest drugi z kwotą 81 milionów. Trzecia jest Roma - 67 milionów, co generalnie przeczy tezie, że wielkie kluby nie pracują z młodzieżą.

 

czwartek, 21 lutego 2008

Do dyskusji Michała Pola z Rafałem Stecem o tym czy Artur Boruc ma szanse na transfer do Barcelony znacznie bliżej mi niestety do tego drugiego. Kiedyś w tej sprawie dzwoniłem do dziennikarza z hiszpańskiej ”Marki”, który jak najbardziej na serio powiedział, że Polak mógłby być w Katalonii rezerwowym Valdesa (akurat drugi bramkarz Barcy doznał ciężkiego urazu). Przy tym w ogóle nie chodziło mu o klasę Boruca, o tej nie miał zbyt wielkiego pojęcia, bo dla niego gwiazdy światowej piłki nie graja w Szkocji, ale o prosty fakt, że Valdes jest w Barcelonie nietykalny. W takim stopniu jak Messi. Oni wierzą, że jest katalońską wersją Ikera Casillasa, a wielu jest wręcz przekonanych, że przewyższa orginał.

Można się z tym nie zgadzać, ale Valdes ma mecze znakomite, w lidze wiele razy ratował drużynę. Ma słabsze, jak przed rokiem gdy zawalił bitwę z Liverpoolem w 1/8 finału LM. Wtedy Barca nie odrobiła już strat, teraz z Celtikiem tym łatwiej wybaczy mu błąd, że mecz na Celtic Park został wygrany.

Uważam Valdesa za bardzo dobrego bramkarza, Boruca za jeszcze lepszego. Wiem, że można mi zarzucić ten sam brak obiektywizmu co Katalończykom. Ale to oni a nie ja będą decydowali o tym, kto jest bramkarzem Barcelony. I nawet do głowy im nie przyjdzie, by ruszyć z bramki Valdesa.

 
1 , 2 , 3
Tagi
sport.pl
Dariusz Wołowski: Piszę o piłce, o sporcie, o tym co wpadnie mi do głowy
top | © Agora SA | design by kate_mac