blog Darka Wołowskiego
Blog > Komentarze do wpisu

Czy Barcelona zerwie z Ronaldinho?

Poparcie dla homofoba, mizogina i rasisty Jaira Bolsonaro, kandydata na prezydenta Brazylii sprawia, że klub z Katalonii zastanawia się, czy nie odebrać Ronaldinho statusu swojego ambasadora.

„Wolałbym widzieć mojego syna trupem, niż homoseksualistą”. „Błąd dyktatury polegał na tym, że torturowała zamiast zabijać” - te i inne podobne „perełki” podły z ust lidera brazylijskiej prawicy w ciągu 30 lat jego kariery politycznej. Mimo wszystko deklarujący dziś przywiązanie do demokracji Jair Bolsonaro jest o krok od zwycięstwa w wyborach prezydenckich. W pierwszej turze dostał 46,4 proc głosów, jego lewicowy rywal Fernando Haddada tylko 28,7 proc. Druga tura odbędzie się 28 października, sondaże wskazują, że 58 proc Brazylijczyków zagłosuje na Bolsonaro i wybierze go na nowego prezydenta kraju.

Prawicowego faworyta poparli otwarcie trzej legendarni piłkarze brazylijscy: Ronaldinho, Rivaldo i Cafu. Zszokowało to ich kolegę Juninho Pernambucano, który przypomniał im, że pochodzą z ludu, w jaki więc sposób mogą popierać polityka o skrajnych, prawicowych podglądach. W dodatku zachowującego tak dwuznaczną postawę etyczną. W swojej kampanii postulował łatwiejszy dostęp do broni, zaostrzenie przepisów antyaborcyjnych, sprzeciw wobec praw dla homoseksualistów. Wiele razy pozytywnie wypowiadał się o rządach junty wojskowej. Jego idolem jest pułkownik Carlos Alberto Brilhante Ustra, któremu udowodniono morderstwa i stosowanie brutalnych tortur wobec przeciwników politycznych w czasach dyktatury 1964-1985. Bolsonaro stwierdził też, że Pinochet powinien zabić więcej ludzi i dodał, że on jest zwolennikiem tortur. „Prawa człowieka to nawóz dla przestępców” - z takim napisem na koszulce pojawił się podczas kampanii. A jego syn Eduardo deputowany stanu Sao Paulo paradował z napisem „Ustra wciąż żyje”.

Sytuacja gospodarcza i polityczna w Brazylii jest wyjątkowo trudna. Kraj pogrążył się w głębokim kryzysie. Kampania wyborcza przebiega dramatycznie, we wrześniu podczas jednego z wieców Bolsonaro został trzy razy dźgnięty nożem i w stanie ciężkim wylądował w szpitalu. Kilka dni temu z kolei głośny był przypadek, jak dziewczyna wracająca do domu w koszulce z napisem „Tylko nie on”, protestując przeciw wyborowi Bolsonaro, została napadnięta przez bojówkę. Zbiry wydrapały jej scyzorykiem na brzuchu swastykę.

Bolsonaro przekonał do siebie wiele sław sportu. Rivaldo mówi otwarcie, że nie głosuje na niego, by wykładał zachowania etyczne, ale przełamał kryzys ekonomiczny i zwalczył szerzącą się korupcję. Kiedy Ronaldinho opublikował w mediach społecznościowych swoje zdjęcie w koszulce z numerem 17 (numer Bolsonaro) dołączył do niego obecny skrzydłowy Tottenhamu Lucas Moura. A Neymar i Gabriel Jesus kliknęli w ikonkę „podoba mi się”. To samo zrobił bramkarz Liverpoolu Alisson i kilku innych. Wśród nich były mistrz świata Formuły 1 Emerson Fittipaldi.

Postawa Ronaldinho i Rivaldo zaniepokoiła szefów Barcelony. Obaj brazylijscy piłkarze są ambasadorami klubu z Katalonii. Otrzymują od niego pieniądze za udział w spotkaniach organizowanych przez klub, Rivaldo regularnie gra w meczach byłych gwiazd. Na boisku obaj Brazylijczycy byli genialni. Ronaldinho to jeden z największych magów w historii piłki. W dodatku zawsze pozytywny, wiecznie uśmiechnięty, uwielbiany i podziwiany przez kibiców na całym świecie. Idealny do kreowania pozytywnego wizerunku klubu. Tyle, że jego zaangażowanie w politykę po stronie tak kontrowersyjnego kandydata, budzi niezadowolenie szefów Barcy. Piszą i dyskutują o tym katalońskie media, choć dziennikarze mają wątpliwości, czy prezes klubu Josep Maria Bartomeu publicznie odetnie się od działań Brazylijczyków.

środa, 17 października 2018, wod

Polecane wpisy

Komentarze
2018/10/17 21:03:27
Też uwielbiałem Ronaldinho.
-
wod
2018/10/19 15:14:10
Najbardziej efektowny piłkarz w historii, według mnie
sport.pl
Dariusz Wołowski: Piszę o piłce, o sporcie, o tym co wpadnie mi do głowy
top | © Agora SA | design by kate_mac