blog Darka Wołowskiego
Blog > Komentarze do wpisu

Lewandowski, cyrulik sewilski

- A może byliśmy zbyt pewni siebie? - zastanawia się Gianluigi Buffon wspominając przegrany 1:4 finał w Cardiff. 300 dni później Real Madryt znów staje na drodze Juventusu Turyn tym razem w ćwierćfinale Ligi Mistrzów.

Napastnik Juve Paulo Dybala przyznaje, że koszmar Cardiff prześladuje go do dziś. Buffon opowiada, że gdyby dało się cofnąć czas, wolałby jeszcze raz zagrać tamten mecz z Królewskimi, niż baraż ze Szwedami o udział Włoch w rosyjskim mundialu. Piłkarze, nawet ci najbardziej legendarni, bywają nienasyceni. 40-letni Buffon, najdroższy bramkarz w historii, który był mistrzem świata, wciąż marzy o pierwszym triumfie w Lidze Mistrzów. W finale przegrał już trzy razy (2003, 2015, 2017).

300 dni temu szansa wydawała się ogromna. Ale i skala trudności wyjątkowa. Real Madryt to najbardziej utytułowany klub w najważniejszych klubowych rozgrywkach, który aż 15 razy docierał do finału. I zaledwie trzy razy przegrał. Juventus przeciwnie. Jest drużyną, która aż siedmiokrotnie przeżywała koszmar porażki w najważniejszym meczu sezonu. To niechlubny rekord rozgrywek, opisujący dramat wielkiego klubu.

W Cardiff 23-letni Dybala miał rzucić wyzwanie Cristiano Ronaldo. 8,5 roku starszy Portugalczyk przyćmił dwoma golami Argentyńczyka polskiego pochodzenia. O skalę talentu Dybali wciąż trwają spory. Selekcjoner Argentyńczyków Jorge Sampaoli wymyślił, że Paulo nie jest mu w drużynie narodowej potrzebny, bo na boisku zachowuje się jak kopia Leo Messiego. Znacznie mniej udana od oryginału.

W Juventusie Dybala wyrasta jednak na gwiazdę. To on zdobył pierwszą bramkę w ostatnim meczu ligowym z Milanem. Klub z Turynu wygrał 3:1 tracąc jedynego gola po strzale Leonardo Bonucciego, swojego byłego stopera sprzedanego latem na San Siro za 40 mln euro. Transfer wydawał się kuriozum. 30-letni lider defensywy mistrza Włoch odchodził do zespołu znacznie słabszego zostawiając po sobie w Turynie wielką dziurę.

Ale nawet z Bonuccim w składzie Juventus nie dał rady Realowi 300 dni temu. W drugiej połowie finału na Millennium Stadium Buffon aż trzy razy wyciągał piłkę z siatki. Nie miał żalu do losu, choć dwa razy po strzałach Ronaldo i Casemiro rykoszety uniemożliwiły mu interwencje. W Cardiff wygrała po prostu lepsza drużyna. 40-letni włoski gigant otwarcie to przyznaje.

- Wystarczy spojrzeć na historię Realu, czyli 12 tytułów najlepszego w Europie, a także jego współczesność, czyli trzy triumfy w Champions League w ostatnich czterech latach, żeby się przekonać kto jest numer 1. I to bez dyskusji - mówi bramkarz Juve.

W sobotę w starciu z Milanem był o 16 minut od pobicia własnego rekordu ligi włoskiej. Nie puścił bramki przez 957 minut. Kiedy w marcu 2016 roku poprawił wynik Sebastiano Rossiego (973 minuty bez gola) napisał płomienny list do bramki pod tytułem „Będę cię bronił do końca”.

Passy Buffona dużo mówią o grze Juventusu, wielkiej drużyny, która osiągnęła mistrzostwo przede wszystkim w psuciu, obrzydzaniu gry swoich rywali. Klub z Turynu jest liderem Serie A, zmierzając po siódme kolejne scudetto. To ewenement w wielkich ligach Europy. Kiedy po porażce w Cardiff z Realem załamany trener Massimiliano Allegri rozważał czy podać się do dymisji, wizja siódmego z rzędu triumfu w Serie A ostudziła jego emocje.

Co się zmieniło u obu gigantów od ich ostatniego pojedynku 3 czerwca 2017 roku? - Wtedy miałem 39 lat, dziś mam 40 - żartuje Buffon. Po kłopotach z początku sezonu Juve znów gra znakomicie. W ostatnich 10 meczach Serie A „Stara Dama” straciła dwa punkty i tylko jedną bramkę.

O Realu można powiedzieć coś podobnego. Miał fatalną jesień, kiedy zaprzepaścił szansę na Puchar Króla i obronę tytułu mistrza Hiszpanii, ale w ostatnich 10 kolejkach ligowych zdobył o trzy punkty więcej niż lider z Barcelony. Cristiano Ronaldo przeżył swój kolejny futbolowy pogrzeb. Spekulowano, że to koniec 33-letniego Portugalczyka, kiedy parę miesięcy temu jego licznik ligowy zatrzymał się na ledwie dwóch zdobytych bramkach. Sfrustrowany gwiazdor założył się wtedy z kolegami z drużyny, że zdobędzie jeszcze tytuł króla strzelców. Teraz jest na drugiej pozycji, ma 22 gole, zalewie o 4 mniej od Messiego.

Liga Mistrzów to ostatnie trofeum jakie Real może zdobyć w tym sezonie. Zespół Zinedine’a Zidane’a zagra dziś w Turynie z nożem na gardle. Buffon przypomina, że w finałach Ligi Mistrzów (1998, 2017) lepszy był Real, ale gdy obie drużyny mierzyły się we wcześniejszych rundach rozgrywek, Juventus dawał sobie radę z Królewskimi. Tak było w latach 2003, 2005, 2009 i 2015.

W cieniu starcia gigantów Bayern Monachium zagra dziś w Sewilli. Bawarczycy są zdecydowanym faworytem, choć zespół Vincenzo Montelli wyeliminował w poprzedniej rundzie Manchester United, a w sobotę postawił się w lidze niepokonanej Barcelonie. Do 89. min było 2:0 dla Sevilli, ale Luis Suarez i Messi w 50 sekund ocalili remis dla Katalończyków.

Robert Lewandowski zdobył hat-tricka w niemieckim klasyku z Borussią Dortmund, który Bayern wygrał aż 6:0. Polak jest w tym sezonie jak cyrulik dla rywali Bawarczyków. W lidze zdobył aż 26 goli, dwa razy więcej niż następny w klasyfikacji Nils Petersen z Feiburga. Bayern ma 17 pkt przewagi na Schalke, kroczy po szósty kolejny tytuł mistrzowski. Marzy jednak o powrocie na tron europejski. Lewandowski tak jak Buffon stara się wymazać swoje nazwisko z listy wielkich piłkarzy, którzy nie wygrali nigdy Ligi Mistrzów. Do tego trzeba przełamać hiszpański kompleks. W ostatnich trzech latach drogę Polaka i Bayernu do finału Champions League zagradzały Barcelona, Atletico i Real Madryt. Sevilla to teoretycznie zdecydowanie najłatwiejsza z hiszpańskich przeszkód.

wtorek, 03 kwietnia 2018, wod

Polecane wpisy

Komentarze
2018/04/03 10:16:23
"Polak jest w tym sezonie jak cyrulik dla rywali Bawarczyków." Znaczy że co, goli im brody, wyrywa zęby? Mógłby Pan rozwinąć ten koncept, bo nie do końca go pojmuję?
sport.pl
Dariusz Wołowski: Piszę o piłce, o sporcie, o tym co wpadnie mi do głowy
top | © Agora SA | design by kate_mac