blog Darka Wołowskiego
Blog > Komentarze do wpisu

Upadek „świętej unii” francuskiej

Wykorzystali agresję ultrasów, Real Madryt potraktowali jak wielkiego wroga stojącego u bram Paryża. Nie pomogło. PSG przegrało jeszcze raz, odpadło z Ligi Mistrzów w 1/8 finału pogrążając się jak co roku w wielkiej frustracji.

To nie jest zwykła porażka na boisku. To jest klęska potężnego projektu. Przedsięwzięcia, które kosztowało katarskich właścicieli PSG grubo ponad miliard euro. Jeśli chodzi o same transfery.

- Jestem wściekły, bo naprawdę wierzyłem w awans - powiedział po przegranej z Realem 1:2 prezes Paryżan Nasser Al Khelaifi. Gdy zapytano go o dymisję trenera Unaia Emery’ego dodał, że tej nocy już niczego więcej nie powie. Los Baska wydaje się jednak przesądzony. Przychodził ze skromnej Sevilli, z którą wygrywał ponad stan w Lidze Europy. W Paryżu dostał nieograniczone możliwości i drugi rok kończy Ligę Mistrzów już w 1/8 finału. Cierpliwość szejków ma swoje granice.

Al Khelaifi poruszył piekło i ziemię, ale jego zbudowany niebotycznym kosztem zespół nawet nie napędził strachu Realowi Madryt. W myśl słów prezesa klubu, Paryż miał zapłonąć przed rewanżem. I zapłonął. Policja zatrzymała chuliganów, którzy urządzili pokaz pirotechniczny w nocy pod hotelem gdzie spali piłkarze Realu Madryt. Królewskich przyjęto w Paryżu jak najzacieklejszych wrogów: wyzwiska, agresja - było wszystko. W imię „świętej unii” terminologii zaczerpniętej z czasów I Wojny Światowej, gdy Francja jednoczyła się od prawej do lewej wobec wspólnego wroga. Nawet uznawany za najwyższą światową klasę w prasie sportowej dziennik „L’Equipe” pisał o tym meczu językiem wojennym.

Kilka dni przed rewanżem Al Khelaifi zaprosił na jeden z treningów swoich piłkarzy radykalny odłam ultrasów, z przeszłością kryminalną, by zmotywowali graczy do walki. Przyniosło odwrotny skutek. Przygniecieni presją piłkarze Emery’ego wyszli na Parc des Princes bez ducha. Snuli się po boisku zamiast rzucić się do odrabiania strat (1:3) z pierwszego meczu. W drugiej połowie trybuny zapłonęły od rac, ale zaraz po tej „manifestacji” gospodarze stracili gola (Ronaldo). Na domiar złego kilka minut później ich lider Marco Verratti rzucił się z pretensjami do arbitra, choć miał już żółtą kartkę. Dostał drugą i wyleciał z boiska. W bardziej głupi sposób najważniejszego meczu sezonu nie można było oddać.

To tylko pogłębiało zbiorową frustrację. Przecież to Francuzi wymyślili rozgrywki europejskie. Ich liga uchodzi za kopalnię talentów, rozkwitają one jednak gdzie indziej. Tak jak Karim Benzema w Realu Madryt, choć ostatnio ma tam bardzo niskie notowania. Zagrał we wtorek, znów wypadł przeciętnie, ale schodził z boiska jako wygrany.

Przez dekady liga francuska uchodziła za wzór jeśli chodzi o rozsądne gospodarowanie pieniędzmi. Francuzi byli racjonalni, cierpieli jednak na brak wielkich sukcesów. Od 1956 roku w rywalizacji o tytuł najlepszego klubu Europy, na szczyt wspiął się tylko Olympique Marsylia (1993). To były czasy, gdy klubem z Marsylii zarządzał kontrowersyjny prezes Bernard Tapie, aresztowany potem za korupcję.

Na jego przykładzie Francja uwierzyła jednak, że najwyższe laury w piłce się nie tylko wypracowuje, ale i kupuje. Były prezydent Nicolas Sarkozy namówił siedem lat temu rząd kataru, by zainwestował w paryskie PSG. Pieniądze popłynęły rzeką. Ostatniego lata Al Khelaifi znowu bił transferowe rekordy. Z Neymara (222 mln euro) i Kyliana Mbappe (180 mln) uczynił dwóch najdroższych graczy w historii. Ale nie dwóch najlepszych.

Neymar w ogóle na Parc des Princes nie zagrał. Jest w Brazylii, gdzie przeszedł operację. Po meczu napisał w mediach społecznościowych, że jest mu smutno. Z powodu porażki, a jeszcze bardziej dlatego, że nie mógł pomóc kolegom. Hiszpański „El Pais” donosi, że jeszcze przed zabiegiem Al Khelaifi wysłał do Brazylii swoich wysłanników, by przekonali Brazylijczyka do odłożenia zabiegu. Miał grać z Realem, choćby na jednej nodze. Przecież zrobiono go twarzą paryskiego projektu. Spełniano każdy kaprys od królewskiego powitania pod Wieżą Eiffla po 47 mln netto rocznych zarobków. Ponoć Brazylijczyk sam decydował jak i ile trenuje, w których meczach chce odpoczywać. Światowa prasa pisała też, że faworyzowanie Neymara rozbiło jedność w szatni PSG, i że gracze Emery’ego mieli pokazać we wtorek, jak są mocni bez Brazylijczyka. Nie pokazali niczego.

Pomocnik Adrien Rabiot poprosił kibiców po meczu o wybaczenie i obiecał, że to co się nie udało we wtorek, uda się za rok. Czy ktoś w to jeszcze wierzy? Lista porażek PSG w Lidze Mistrzów jest niewiarygodna. Na czele z tą sprzed roku, gdy także w 1/8 finału przepadli z Barceloną, choć pierwszy mecz wygrali aż 4:0! Wtedy w końcówce rewanżu na Camp Nou pogrążył ich Neymar (dwa gole i asysta). Latem rekordowym kosztem wyrwali go z Camp Nou. Obronili Verrattiego, o którego zabiegała Barcelona. Efekt jest taki jak zwykle.

Na otarcie łez pozostaje fakt, że PSG nie dało rady obrońcy trofeum, najbardziej utytułowanemu klubowi w historii rozgrywek. Ale drużyna Zinedine’a Zidane’a ma teraz bardzo duże problemy. Odpadła z Pucharu Króla z Leganes, do Barcelony traci w lidze 15 pkt. Liga Mistrzów jest dla Królewskich ostatnią deską ratunku w tym sezonie. Grali w Paryżu z nożem na gardle, w dodatku bez swojego lidera Luki Modrica, który trzy tygodnie leczył uraz. Z ławki wszedł Toni Kroos (także po urazie) i Gareth Bale - po serii kontuzji nie może odzyskać formy. Na PSG wystarczyło.

środa, 07 marca 2018, wod

Polecane wpisy

sport.pl
Dariusz Wołowski: Piszę o piłce, o sporcie, o tym co wpadnie mi do głowy
top | © Agora SA | design by kate_mac