blog Darka Wołowskiego
Blog > Komentarze do wpisu

Czy Barcelona jest lepsza bez Neymara?

Nowy trener Ernesto Valverde podniósł efektywność gry drużyny do poziomu Atletico Madryt. Sceptycy uważają jednak, że odbyło się to kosztem finezji i urody.

Lewy obrońca Jordi Alba powiedział, że jemu bez Neymara w Barcelonie gra się lepiej. Potem trochę się z tego wykręcał, ale nie ma dwóch zdań, że w zespole z Camp Nou jest największym wygranym tej jesieni. Gdy był Neymar ograniczał się do pracy w defensywie, asekurowania Brazylijczyka, który radośnie wikłał się w dryblingi z kilkoma przeciwnikami. Kiedy się udało, fani podrywali się z miejsc, jeśli nie, za plecami Neymara był szybki i pracowity Alba - jako jego prywatna obstawa.

Doszło jednak do tego, że u poprzedniego trenera Luisa Enrique Alba stracił miejsce w składzie, bo do odbierania piłki nadawał się każdy, a szkoleniowiec wprowadzał ustawienie z trójką obrońców.

Naturalne atuty Alby były przy Neymarze uśpione. Kiedy Brazylijczyka zabrakło, reprezentant Hiszpanii mógł uruchomić turbodoładowanie i biec do przodu. Za to jest najbardziej ceniony. Razem z Leo Messim stworzyli parę, która gra ze sobą w ciemno. Leo zagrywa na skrzydło, wbiega w pole karne, gdzie Jordi wycofuje piłkę. Tak padło jesienią sporo goli. Pytanie, czy ten schemat nie jest zbyt prosty do rozczytania?

Póki co Alba zaliczył pięć asyst w lidze, zdobył bramkę, a jego celność podań na połowie rywali sięgnęła 86,5 procenta. Dokładniejsi w La Liga są tylko Busquets i Rakitic z Barcelony oraz Kroos, Modric i Isco z Realu. Dziennik „Marca” nazywa dziś reprezentanta Hiszpanii najbardziej ofensywnym obrońcą Primera Division.

Póki co drużyna Ernesto Valverde jest komplementowana za wyniki. Są to komplementy osobliwe jak na zespół, który tiki-takę ma w DNA. Podkreśla się, że nowy trener zbalansował zespół, znalazł równowagę między defensywą i ofensywą, co znacznie ograniczyło liczbę traconych goli. W 16 kolejkach ligowych Marc Andre Ter Stegen sięgał do siatki zaledwie siedem razy, tyle samo, co bramkarz Atletico Madryt Jan Oblak. A przecież defensywa klubu z Wanda Metropolitano uchodzi za wzór w całej Europie.

Mimo wszystko krytycy Barcy boleją nad zmianą stylu. Z efektownego na efektywny. Jeden z felietonistów dziennika „El Pais” zapłakał niedawno nad Paulinho - dobijającym do trzydziestki defensywnym pomocnikiem z Brazylii, którego Barcelona wykupiła latem z Chin za 40 mln euro. Z tego transferu kpiło pół Europy, dziś nikt już o tym pamiętać nie chce. Brazylijczyk zdobywa gole, walczy jak lew, wśród finezyjnych graczy Barcy odnalazł swoje miejsce. Ale wspomniany przeze mnie felietonista z takim kierunkiem zmian na Camp Nou pogodzić się nie chce. W Barcelonie nie chodzi przecież o suchy wynik, ale o spektakl, który tworzą Sergio Busquets, Andres Iniesta i Leo Messi. Taki ktoś jak Paulinho - czyli góra mięśni i ścięgien - wygląda przy nich jak słoń w składzie porcelany. Jak w takim klubie można zachwycać się piłkarzem, którego podstawowym atutem jej pojemność płuc?

A jednak można. Paulinho zbiera pochwały, gra coraz więcej, jest trzecim strzelcem drużyny po Leo Messim i Luisie Suarezie. Można nawet zażartować, że w jakimś stopniu zajął miejsce Neymara. Brzmi absurdalnie, choć w eliminacjach MŚ w Rosji obaj ci tak różni piłkarze zdobyli dla Brazylii po sześć bramek. A jeszcze Paulinho zagrał o trzy mecze mniej.

Valverde byłby szaleńcem, gdyby finezyjnego dryblera chciał zastąpić defensywnym pomocnikiem. By załatać wyrwę po Neymarze, Barcelona wydała 150 mln euro na Ousmane Dembele. Ale 20-latek z Francji natychmiast uległ kontuzji, trzeba było tak ustawić drużyny, by skrzydła pozostały aktywne. Valverde nie chciał wysyłać Messiego na boki boiska, uznał, że większą rolę w ataku muszą wziąć na siebie boczni obrońcy. Czyli Sergi Roberto i Jordi Alba, który został jednym z najlepszych asystentów w La Liga, a jego gol na Mestalla z Valencią pozwolił zachować Barcy miano drużyny niepokonanej.

Oczywiście bez Neymara suma umiejętności w kadrze z Camp Nou spadła. Ale Brazylijczyk miał wady: w ogóle nie brał udziału w grze defensywnej. W ubiegłym sezonie Barcelona straciła o 10 goli więcej niż Atletico. Dziś peany sypią się na głowę Ter Stegena, kibice żartują: „czy gra Messi czy nie, najlepszy i tak jest niemiecki bramkarz”. Drugim bohaterem jest Samuel Umtiti, toteż gdy w meczu z Celtą francuski stoper uległ kontuzji, żałowano tego bardziej, niż straty dwóch punktów.

Czy Barcelona okaże się wzmocniona odejściem Neymara przekonamy się wiosną. Na pewno Valverde umiał wykorzystać rezerwy w grze obronnej. Żaden gracz Barcy nie ma tak głupich strat, jakie kiedyś popełniał Brazylijczyk. Ale to on był gwiazdą drużyny latem, w okresie przygotowawczym, zanim ogłoszono jego rekordowy transfer na Parc des Princes.

Neymar był chimeryczny, ale i nieprzewidywalny. Valverde zdaje się mieć rację sądząc, że Brazylijczyka nie da się zastąpić w sposób najprostszy, czyli kupując na jego miejsce innego piłkarza. Trzeba zmodyfikować taktykę. I poszedł tą drogą. Nie wszystkim efekt, który osiągnął przypadł do gustu. Barcelona nie zachwyca, nie wygrywa wieloma bramkami, ale punktuje, ciuła, czasem się cofa. Efektywnością może imponować. Zaliczyła najlepszy start ligowy w historii: 11 zwycięstw i jeden remis. W następnych dwóch kolejkach z Valencią i Celtą straciła cztery punkty, ale przyczyniły się do tego w jakimś stopniu błędy sędziów: nieuznany gol Messiego na Mestalla i Luisa Suareza na Camp Nou.

Nowa twarz Barcelony nie wszystkich zachwyca. Nie ma jednak wątpliwości, że drużyna wciąż ma wystarczający potencjał, by radzić sobie z małymi, średnimi, a nawet dużymi klubami Primera Division. Czy starczy jej go na Real, Chelsea, Manchester City, czy Bayern? Poważne egzaminy zaczęły się w wygranym ligowym klasyku na Santiago Bernabeu, a wkrótce nadejdą kolejne.

środa, 03 stycznia 2018, wod

Polecane wpisy

Komentarze
2018/01/03 21:50:16
vv
sport.pl
Dariusz Wołowski: Piszę o piłce, o sporcie, o tym co wpadnie mi do głowy
top | © Agora SA | design by kate_mac