blog Darka Wołowskiego
Blog > Komentarze do wpisu

Upiór z Santiago Bernabeu

25 goli w klasykach i wszystkie inne nieziemskie rekordy Leo Messiego nie oddają piętna, które odcisnął na najzacieklejszej piłkarskiej rywalizacji XXI wieku.

Jeśli wierzyć hiszpańskim mediom ostatni mecz Realu w historycznym 2017 roku zaczął się 10 dni wcześniej niż do bram Santiago Bernabeu zapukał lider Primera Division. W luksusowym hotelu Four Seasons w Abu Zabi Zinedine Zidane wymyślił plan na Barcelonę. Co prawda Królewscy rozgrywali właśnie turniej o klubowe mistrzostwo świata, ale ani Al Jazira ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich, ani brazylijskie Gremio to nie byli rywale spędzający sens z powiek najbardziej utytułowanego trenera ostatnich dwóch lat. Zidane stworzył plan „Antymessi”, lub kolejną jego wersję, coś z czym od ponad dekady mierzy się każdy szkoleniowiec Królewskich.

Messi jest obsesją klubu z Santiago Bernabeu. Z 19 meczów, które rozegrał na stadionie Realu wygrał 10, a z rekordowych 25 goli wbitych w klasykach, aż 15 na żywo mogli oglądać kibice z Madrytu. Nie było nigdy piłkarza, który bardziej obrzydzałby życie najbardziej utytułowanemu klubowi na świecie.

Jeszcze w Abu Zabi Zidane opracował indywidualne treningi dla Mateo Kovacica. Prowadził je razem z szefem od przygotowania fizycznego Antonio Pintusem. Nie po to, by Chorwat pomógł wygrać klubowy mundial, ale żeby po powrocie do Madrytu zajął się misją powstrzymania Messiego w kończącym rok klasyku z Barceloną. Zważywszy na 11 pkt straty w ligowej tabeli, Real musiał go wygrać. Wydawało się to jak najbardziej osiągalne dla drużyny, która zdobyła w mijającym roku aż pięć trofeów. To było najlepsze 12 miesięcy w historii Realu. Klasyk miał być pointą, podsumowaniem, kropką nad „i”.

Zidane postanowił poświęcić ofensywnego Isco, by zastępujący go Kovacic biegał jak cień za Messim. Efekt wszyscy znamy. W 53. min klasyku Ivan Rakitic z Barcelony dostał prostopadłe podanie od Sergio Busquetsa i ruszył z piłką do przodu. Wprost na Kovacica. Ale pomocnik Realu wbrew logice usunął mu się z drogi, by trwać przy Messim. Rakitic wykorzystał wolną przestrzeń, zagrał do prawego obrońcy Sergiego Roberto, a ten do Luisa Suareza i było 1:0 dla Barcelony. Messi zdobył potem bramkę i zaliczył asystę, ostatnią akcję meczu przeprowadził na boso, bo spadł mu but z prawej stopy. Barca wygrała 3:0, powiększyła przewagę nad Realem do 14 pkt i zanim skończyła się pierwsza runda rozgrywek ligowych, tytuł ma właściwie w kieszeni.

Dla wszystkich obserwatorów najbardziej symboliczny był moment przy pierwszym golu dla Barcelony, gdy obsesyjny lęk przed Argentyńczykiem sparaliżował Kovacica do tego stopnia, że zrezygnował z ataku na Rakitica. W ten sposób plan Zidane’a walił się w gruzy.

Zizou zna Messiego z boiska. W sezonie 2005-2006 Francuz kończył karierę w Realu, gdy 19-letni Argentyńczyk debiutował w klasyku na Santiago Bernabeu asystując przy golu Samuela Eto’o. Bohaterem dnia był Ronaldinho - jego fani z Madrytu pożegnali owacją na stojąco. Barca zwyciężyła 3:0. Nikt nie mógł nawet przypuszczać, jak szybko Ronaldinho ustąpi Messiemu miejsca na tronie. Argentyńczyk pobił rekord swojego wielkiego rodaka Afredo di Stefano, który w starciach Realu z Barceloną zdobył 18 bramek. Dziś Messi ma ich aż 25. Rok 2017 kończy jako drugi w klasyfikacji najskuteczniejszych (za Harrym Kane), trzeci na liście asystentów i najlepszy drybler w Europie. Miał 244 udane dryblingi o 69 więcej niż Eden Hazard i o 100 więcej niż Neymar.

Wszelkie statystyki nie oddają jednak jego wpływu na piłkę i rywalizację Barcelony z Realem. Bo jak pokazała sytuacja z 53. minuty sobotniego klasyku, nawet, gdy Messi nie robi na boisku nic, strach przed nim plącze rywalom nogi.

wtorek, 26 grudnia 2017, wod
Tagi: real barca Messi

Polecane wpisy

Komentarze
2017/12/27 16:38:40
T
sport.pl
Dariusz Wołowski: Piszę o piłce, o sporcie, o tym co wpadnie mi do głowy
top | © Agora SA | design by kate_mac