blog Darka Wołowskiego
Blog > Komentarze do wpisu

Real musi, Barca może

Na koniec najlepszego roku w swojej historii Królewscy podejmują Barcelonę na Santiago Bernabeu i to jest dla nich mecz ostatniej szansy.

Andres Iniesta nie patrzy w tabelę kiedy zbliża się klasyk. Tym razem nie chce widzieć nawet 11 pkt przewagi nad Realem, co sprawia, że Barcelona nie przybywa do Madrytu grać o przetrwanie. Porażka byłaby końcem świata dla Królewskich, którym nie starczyło nawet czasu, by świętować tytuł najlepszej drużyny świata przywieziony z Abu Zabi. To być może jeden z największych sportowych paradoksów ostatnich 12 miesięcy, że zespół Zinedine’a Zidane’a po zdobyciu aż pięciu trofeów, może zakończyć rok w poczuciu głębokiej frustracji. Porażka w sobotę oznaczałaby, że broniący mistrzostwa Hiszpanii Królewscy wypadają z gry o tytuł zanim skończy się runda jesienna.

Leo Messi pozwolił sobie na uwagę, że klasyk to sprawa ogromnego prestiżu, ale w tabeli ligi hiszpańskiej drugie jest Atletico. Mimo wszystko Barca jest daleka od sytuacji komfortowej. Ostatnio, gdy przybyła na Santiago Bernabeu w meczu o Superpuchar Hiszpanii dostała tęgie lanie. Wynik 0:2 nie oddawał totalnej niemocy Katalończyków.

Drużyna Zidane’a to dość osobliwy przypadek. W niespełna dwa lata pracy Francuza zdobyła osiem trofeów, jako pierwsza obroniła tytuł w Lidze Mistrzów, rok 2017 uczyniła najlepszym w historii takiego klubu jak Real, a kibice od miesięcy głównie się o nią martwią. I wybrzydzają. Że Gareth Bale jest notorycznie kontuzjowany, że Karim Benzema pogubił się kompletnie i nie dorasta już do poziomu Realu. Że Cristiano Ronaldo zdobył w lidze zaledwie 4 bramki. Dla takiej superstrzelby, to wynik katastrofalny. Trio BBC uzbierało w Primera Division 8 goli! Nawet Zidane’owi wyrwało się, że brak skuteczności jest przyczyną kłopotów zespołu. Z drugiej strony ilekroć ta drużyna gra o kolejne trofeum, wygrywa, nawet bez Bale’a, Benzemy, czy Ronaldo jak Superpuchar z Barcą. Luka Modric człapie w lidze, ale gdy stawka wzrasta, włącza turbodoładowanie i wciąż jest jednym z najlepszych pomocnikiem świata. To samo Toni Kroos, piłkarz będący synonimem precyzji. Boczni obrońcy Marcelo i Carvajal są w kryzysie, mimo wszystko miejsca w światowej czołówce nie można im odmówić.

Nikt się drużyny Zidane’a lekceważyć nie ośmieli, w ostatnich dwóch latach obiła ona wszystkich wielkich w Europie. Ostatnio formą nie błyszczy, w lidze pogubiła punkty, przegrała z Betisem i Gironą, ale jej potencjał wciąż jest ogromny. I tego musi obawiać się Barcelona, nawet wtedy gdy widzi największego rywala w lusterku wstecznym i to z odległości 11 pkt.

Nie ma klasyku, który nie odbywałby się pod napięciem. Czasy Pepa Guardioli i Jose Mourinho minęły, teraz zwaśnieni szkoleniowcy wojują w derbach Manchesteru, ale polemiki madrycko-barcelońskie trwają. Zaraz po pokonaniu brazylijskiego Gremio w finale klubowych MŚ, strzelec zwycięskiej bramki CR7 powiedział: - Fajnie by było, gdyby gracze Barcelony zrobili nam szpaler na Santiago Bernabeu.

I lawina ruszyła. Szpaler to hiszpański zwyczaj hołdu składanego przez rywali mistrzowi: piłkarze stają w dwuszeregu i klaszczą, gdy ich opromienieni tytułem przeciwnicy wychodzą z szatni.

Rzecz jasna Barcelona szpalerów Realowi robić nie chce. Byłoby może grzecznie, ale o grzeczność w tej zaciekłej rywalizacji chodzi najmniej. Katalończycy są podrażnieni, bo w ostatnich dwóch latach Real odebrał im miejsce na europejskim tronie. Po ostatniej porażce w Superpucharze Hiszpanii, najbardziej wygadany w szatni Barcelony Gerard Pique przyznał, że pierwszy raz odkąd gra na Camp Nou, czyli od lata 2008, poczuł wyższość Królewskich.

Od tej pory Barca i jej nowy trener Ernesto Valverde zrobili wszystko co możliwe, by się otrząsnąć po tym ciosie. W połowie sierpnia, gdy ulegli Realowi, Katalończycy uczyli się dopiero grać bez Neymara oddanego do PSG za rekordowe 222 mln euro. Ta strata była ciosem w morale i siłę drużyny z Camp Nou, z czasem rolę skrzydłowego zaczął wypełniać lewy obrońca Jordi Alba, który stał się jedną z fundamentalnych postaci dla Valverde. Z Messim stworzyli osobliwą parę, produkującą gola za golem. Po kryzysie ubiegłego sezonu Alba wrócił na poziom światowy.

Przez jakiś czas Barca nie umiała znaleźć odpowiedzi na Casemiro, od lat uchodziła za zespół delikatny, finezyjny, ale bojący się walki wręcz. Valverde ma dziś swojego gladiatora w drugiej linii. Sprowadzony z Chin za 40 mln euro 29-letni Paulinho to jeden z największych twardzieli w lidze hiszpańskiej. I trzeci strzelec Barcy po Messim i Luisie Suarezie. Urugwajski snajper ostatnio odrodził się, w Barcelonie wszystko gra, kłopotem są kontuzje stopera Samuela Umtitiego i kupionego za 105 mln Ousmane Dembele. Tego pierwszego zastępuje spisywany już na straty Thomas Vermaelen. Belg sam się dziwi, że wciąż jest w stanie grać na takim poziomie.

Największym odkryciem jesieni jest jednak w Barcelonie bramkarz Marc Andre Ter Stegen. Niemiec puścił w Primera Division tyle goli co bramkarz Atletico Jan Oblak, który ma przecież lepszą defensywę. Ter Stegen broni jak w transie, nazywają go Messim bramki. Barca poprawiła pressing, grę obronną, jest zbalansowana, tylko część fanów wybrzydza na styl bardziej wyrachowany. Ale wszystkie komplementy zbierane przez zespół Valverde potrzebują weryfikacji, czyli rywala ze światowego topu. Jesienią Barca zremisowała z Atletico i Valencią, ale jedynym bardzo poważnym sprawdzianem był dla niej dwumecz z Juventusem w Lidze Mistrzów. Wygrany, Katalończycy zdobyli 4 pkt, Messi pokonał w końcu Gianluigiego Buffona. Wiadomo jednak, że dla Barcelony nie ma bardziej wymagającego egzaminu, niż ten który musi zdawać co roku na Santiago Bernabeu.

piątek, 22 grudnia 2017, wod
Tagi: Barcelona real

Polecane wpisy

sport.pl
Dariusz Wołowski: Piszę o piłce, o sporcie, o tym co wpadnie mi do głowy
top | © Agora SA | design by kate_mac