blog Darka Wołowskiego
Blog > Komentarze do wpisu

Czarna bestia Messiego

Losowanie 1/8 finału Ligi Mistrzów było tak samo złe dla Chelsea, jak Barcelony, dla Realu Madryt i PSG. Robert Lewandowski i Bayern Monachium mieli nieporównywalnie więcej szczęścia.

24 kwietnia 2012 roku był jednym z najgorszych dni w karierze Leo Messiego. W roku, w którym wbił 91 goli poprawiając strzelecki rekord Gerda Muellera (85), tego najważniejszego jednak nie strzelił. W półfinale Ligi Mistrzów broniąca trofeum Barcelona grała rewanż z Chelsea próbując odrobić stratę jednej bramki z pierwszego meczu na Stamford Bridge. 95 tys ludzi na trybunach Camp Nou wpadło w euforię, gdy 43. min Andres Iniesta zdobył bramkę na 2:0. Chelsea grała wtedy w dziesiątkę po czerwonej kartce dla swojego kapitana Johna Terry’ego. Mimo wszystko defensywny pomocnik Ramires strzelił gola na 1:2, co było dla gości wynikiem marzeń.

Tuż po przerwie Barcelona dostała jednak karnego, do piłki podszedł Messi. Petra Cecha udało mu się zmylić, ale kopnięta przez Argentyńczyka piłka trafiła w poprzeczkę. Kompletnie rozbiło to impet gospodarzy, którzy stracili jeszcze drugą bramkę po strzale Fernando Torresa. Do finału w Monachium awansowała Chelsea i wygrała go po karnych z Bayernem.

Hiszpanie mówią, że Chelsea stała się dla Messiego „Czarną bestią”, czyli koszmarem na jawie. Grał przeciw niej aż osiem meczów, wygrał zaledwie raz i nie zdobył ani jednej bramki.

A przecież wszystko zaczęło się tak wspaniale. 22 lutego 2006 roku 18-letni Messi został bohaterem 1/8 finału Ligi Mistrzów na Stamford Bridge. Nastolatek tak ogrywał Asiera del Horno, że hiszpański obrońca Chelsea stracił panowanie nad sobą i brutalnie faulował. Wyleciał z czerwoną kartką, a Barcelona wygrała 2:1, a potem drugi raz w swojej historii wygrała Ligę Mistrzów.

W kolejnych pojedynkach z Chelsea Katalończycy nigdy już nie wygrali: pięć remisów i dwie porażki to ich bilans. Najsłodszy był remis na Stamford Bridge w półfinale 2009 roku, kiedy grająca w dziesiątkę Barca ocaliła awans do finału dzięki złotej bramce Iniesty. To był jeden z dwóch najważniejszych goli w karierze Hiszpana, drugi to ten zwycięski z finału mundialu w RPA.

Rywalizacja Chelsea z Barceloną to więc osobny rozdział historii Ligi Mistrzów. W lutym i w marcu kolejny odcinek zapowiadający się szlagierowo.

Drugim hitem 1/8 finału będzie starcie broniącego trofeum Realu z PSG. Francuski zespół z ofensywnym trio Cavani-Neymar-Mbappe pobił niedawno rekord strzelecki fazy grupowej Ligi Mistrzów (25 bramek). Latem szejkowie z Kataru wydali na transfery 400 mln euro, by wydrzeć Barcelonie i Monaco Neymara i Mbappe. Ta dwójka ma dać impuls drużynie gwiazd o wielkich i niespełnionych ambicjach. Starcie z Realem to dla zespołu z Parku Książąt egzamin dojrzałości. Szejkowie budują potęgę klubu od 2011 roku, namówieni na inwestycję przez byłego prezydenta Francji Nicolasa Sarkozy’ego. Stolica Francji przez triumf PSG w Lidze Mistrzów miała dołączyć do wielkich piłkarskich miast. Do tej pory się to nie udało. Przed rokiem klub paryski dostał tęgie lanie od Barcelony - 1:6 na Camp Nou w 1/8 finału. Trzy bramki dla Katalończyków zdobył wtedy Neymar. Szejkowie uczynili z niego najlepiej zarabiającego piłkarza świata, by został liderem PSG. Real i Ronaldo zweryfikują aspiracje Paryżan.

Trzeci i teoretycznie najsłabszy z hiszpańskich klubów FC Sevilla też nie miał szczęścia w losowaniu. Trafił na Manchester United. Teoretycznie może się więc tak zdarzyć, że w ćwierćfinale zabraknie zespołu z uważanej za najsilniejszą na świecie Primera Division. Byłaby to rewolucja w Lidze Mistrzów. W ostatnich latach kluby hiszpańskie stały się hegemonami rozgrywek europejskich, w ostatnich czterech latach do finału LM wpuściły tylko Juventus Turyn, by pokonała go Barcelona (2015) i Real (2017). W kryzysie były natomiast zespoły z najbogatszej ligi angielskiej. Teraz jest ich w fazie pucharowej Ligi Mistrzów aż pięć. I tylko Chelsea nie będzie w 1/8 finału zdecydowanym faworytem swojej pary.

Zadowolony z losowania jest Bayern, zespół Roberta Lewandowskiego. Besiktas to rewelacja tej edycji, ale on już sukces osiągnął wygrywając swoją grupę.

wtorek, 12 grudnia 2017, wod

Polecane wpisy

Komentarze
2017/12/23 14:54:04
h
sport.pl
Dariusz Wołowski: Piszę o piłce, o sporcie, o tym co wpadnie mi do głowy
top | © Agora SA | design by kate_mac