blog Darka Wołowskiego
Blog > Komentarze do wpisu

Nie ma klasyku bez ognia

Miami ma zarobić na hiszpańskim klasyku 16 mln euro. Barcelona ściągnęła na swój trening 15 tys ludzi, Real nawet o pięć tysięcy więcej. Mecz o 2,00 w nocy z soboty na niedzielę.

65 tysięcy biletów na Hard Rock Stadium sprzedano już wiele miesięcy temu. Za wejściówki na treningi trzeba było zapłacić 20-30 dolarów. Nawet Amerykanie ulegli piłkarskiej pasji rozsiewanej po świecie przez wyścig Realu z Barceloną. Stawki nie ma tym razem żadnej, znaczy gra idzie o honor.

Niedługo Real i Barca zmierzą się w Superpucharze Hiszpanii. Przygrywką jest starcie w Miami, w ramach International Champions Cup, w którym Katalończycy dwa razy wygrali, a ich wielcy rywale ulegli gigantom z Manchesteru. Nie ma to wielkiego znaczenia dla Realu, który w ostatnich dwóch latach jest europejskim hegemonem. Gdyby wygrywał mecze towarzyskie przed sezonem, bez odpoczywającego Cristiano Ronaldo, można by się zacząć zastanawiać, czy ambicja nie rozsadzi od środka najlepszej drużyny na świecie.

Barcelona skazana została na pogoń. To dla niej nowość w ostatnim czasie. Od 2006 roku to ona wyznaczała trendy i standardy w światowej piłce. Ale Zinedine Zidane dokonał tego, co nie udało się nawet Pepowi Guardioli. Francuz jako trener umiał obronić tytuł w Lidze Mistrzów. Po dwa Puchary Europy sięgnął w zaledwie 18 miesięcy pracy. Na Hard Rock Stadium w Miami spotkają się triumfatorzy LM w ostatnich czterech sezonach. Magia ich szalonego wyścigu działa nawet za Oceanem.

Katalonia pochłonięta jest debatą nad przyszłością Neymara. Kibice wypowiadają się w rozmaitych ankietach, a to głosując, czy Brazylijczyk swoją postawą obraża klub, a może dobrze, gdyby jak najszybciej wyjechał do Paryża zostawiając w kasie 222 mln euro. Jeśli transfer do PSG dojdzie do skutku, poruszy lawinę. Barca będzie musiała wydrzeć Liverpoolowi Philippe Coutinho i Juventusowi Paulo Dybalę. Tak Anglicy, jak Włosi zażądają za swoje gwiazdy ponad 100 mln euro. Wiedzą, że Barca ma pieniądze i jest na musiku.

Andres Iniesta, na oficjalnej konferencji prasowej przed meczem z Realem w Miami powiedział, że nawet 300 mln euro nie zrekompensuje Barcelonie straty Neymara. - Niech on sam się wypowie - dodał jednak. A ponieważ Brazylijczyk myśli, wszyscy wyciągają jedyny wniosek: że niedzielny klasyk będzie ostatnim w jego karierze. Nagle pada argument, że Brazylijczyk chce wyjść z cienia Leo Messiego.

Neymar z pewnością jest pod napięciem. Na jednym z ostatnich treningów podczas amerykańskiego Tournee Barcy pobił się z nowym w klubie portugalskim obrońcą Nelsenem Semedą i wściekły poszedł do szatni. 

Do gry w Realu wraca Sergio Ramos, co gwarantuje, że pojedynek w Miami będzie miał swoją temperaturę. Prawdopodobnie nie zagra Toni Kroos, który uległ lekkiej kontuzji i ostatnio trenował indywidualnie. Po porażkach z Manchesterem United i Manchesterem City, prasa madrycka stara się obudzić Karima Benzemę, a przede wszystkim Garetha Bale’a. O transferze tego drugiego na Old Trafford plotkuje się od dawna. Wydaje się to niemożliwe. Tyle, że Bale gra ostatnio słabiutko. A przecież to on powinien mieć największy głód gry w Realu, stracił pół ostatniego sezonu przez kontuzje, a był to przecież najlepszy sezon „Królewskich” od 60 lat. Lansowany na następcę Ronaldo Walijczyk budzi mieszane uczucia u części kibiców, choć jeden z najbardziej fanatycznych blogerów dziennika „Marca” uspokaja, że w Kijowie Bale wzniesie 13. Puchar Europy dla Realu.

Z pewnością Barcelona zrobi wszystko by do tego nie dopuścić. Z Neymarem, lub bez. Ostatnie dwa lata są naznaczone porażkami Katalończyków w Lidze Mistrzów. W bezpośrednich meczach z Realem wypadają nieźle, za to w porównaniu trofeów słabo. To bolesny cierń w sercu ambicji Barcelony.

Nowy trener Ernesto Valverde emanuje spokojem. Ale w meczach swojej nowej drużyny, doczekał dotąd wyłącznie goli Neymara. Brazylijczyk trafił dwa razy do bramki Juve i raz do bramki United. Pokonał Gianluigiego Buffona i Davida de Geę. Największe strzelby Luis Suarez i Leo Messi milczą póki co. Ale ze zdobywaniem goli tego lata Real ma jeszcze większy problem.

Dlatego Madryt mówi o transferze Kyliana Mbappe. 180 mln euro to cena kosmiczna jak za nastolatka mającego za sobą świetne pół sezonu. Monaco wysoko ceni swoje gwiazdy. Sprzedało już pół mistrzowskiej drużyny, a są chętni na następnych. Zidane uspokaja jednak, że on kadrę ma kompletną i nikogo nie potrzebuje. Znając Florentino Pereza aż trudno uwierzyć, by nie szykował kibicom jakiejś niespodzianki. Będzie się jeszcze działo w tym oknie transferowym.

Póki co oba kolosy zderzą się w Miami. USA to drugi kraj na świecie, który będzie gospodarzem meczu Barcelona - Real. W 1982 roku oba kluby zmierzyły się w Wenezueli. Ale to nie był dla nich czas wzlotu. Teraz Europa leży u stóp Hiszpanów. Przeżywamy rodzaj futbolowej konkwisty, której kolejny epizod przeżyjemy już za kilka godzin.

sobota, 29 lipca 2017, wod

Polecane wpisy

Komentarze
wod
2017/07/29 10:54:00
Jak na mecz bez stawki to fajnie się zapowiada. Cały International Champions Cup jest komercyjny, ale szukając dziś futbolu niekomercyjnego trzeba wziąć piłkę pod pachę i iść z kolegami na łąkę
sport.pl
Dariusz Wołowski: Piszę o piłce, o sporcie, o tym co wpadnie mi do głowy
top | © Agora SA | design by kate_mac