blog Darka Wołowskiego
Blog > Komentarze do wpisu

Guardiola zbroi się po zęby

Trener Manchesteru City skompletował najdroższą linię obrony w dziejach piłki. I jest o krok od pobicia innego rekordu - wydatków dokonanych przez prezesa Realu Florentino Pereza w letnim oknie transferowym 2009 roku.

Niebieska koszulka z numerem 22 i nazwiskiem „Mendy” na plecach nie rzuciła na kolana kibiców piłki. Wielbiciele transferów wstrzymali oddech przy planach PSG wykupienia Neymara z Barcelony za 222 mln euro. W poniedziałek Francuz senegalskiego pochodzenia Benjamin Mendy został jednak najdroższym obrońcą w dziejach piłki. City zapłaciło za niego Monaco 57,5 mln euro poprawiając swój własny wynik.

Kilka tygodni wcześniej Kyle Walker przeniósł się na Etihad Stadium za 56,5 mln. Przed rokiem Guardiola sprowadził stopera Johna Stones’a, który kosztował 55,6 mln. Dodając do tego Argentyńczyka Nicolasa Otamendiego kupionego z Valencii latem 2015 roku za 45 mln euro, mamy czwórkę, która kosztowała klub aż 214,6 mln. To w światowej piłce rekord, szokujący tym bardziej, że żaden z zatrudnianych na Etihad Stadium zawodników nie jest zaliczany do elitarnego grona najlepszych obrońców świata. Tam jest miejsce dla Sergio Ramosa z Realu, Gerarda Pique z Barcelony, czy Matsa Hummelsa z Bayernu.

Ale to nie wyczerpuje potrzeb City na graczy defensywnych. Za 30 mln euro Guardiola odkupił od Realu Madryt prawego obrońcę Danilo. W królewskim klubie uważano go za transferowy niewypał, widać trener City jest innego zdania.

Guardiola przeprowadza też rewolucję między słupkami. Przed rokiem wykupił z Barcelony chilijskiego weterana Claudio Bravo. Teraz sprowadził młodego Brazylijczyka Edersona. 40 mln euro zapłacone Benfice to druga co do wysokości kwota za bramkarza. Więcej dał tylko Juventus za Gianluigi Buffona w 2001 roku (52 mln dol).

Dlaczego Guardiola zmienia niemal całą defensywę City? Bo w poprzednim sezonie w 38 meczach Premier League zespół stracił aż 39 goli. Pep był wściekły, szczególnie na bocznych defensorów, dlatego zrezygnował hurtem z Zabalety, Kolarova, Clichy’ego i Sagny.

- Tracimy kuriozalne bramki - opowiadał Guardiola w ubiegłym sezonie. - Takie, jakich nie traciła żadna inna drużyna prowadzona przeze mnie. W Anglii istnieje pojęcie „tackles” - tak zwanej drugiej piłki. Ja nie będę przecież tego trenował, ale moi piłkarze muszą nauczyć się z tym żyć i jakoś sobie radzić - dodał.

Druga piłka - czyli walka po długim zagraniu o futbolówkę odbitą przez obrońców. Pep sugeruje, że futbolem w lidze angielskiej wciąż w przesadnym stopniu rządzi chaos. On chce, by drużyna grała jak zaprogramowana, minimalizując wpływ przypadku. Do tego potrzebuje innych obrońców i po to wydał aż tyle. Ale tego lata do klubu sprowadził także pomocników Bernardo Silvę z Monaco i Brazylijczyka Douglasa Luiza z Vasco da Gama. To wszystko sprawia, że łączna kwota wydatków City sięgnęła 246 mln euro. Brakuje 11 mln do rekordu wszech czasów ustanowionego przez Real Madryt latem 2009 roku.

8 lat temu, gdy prezes Florentino Perez wracał na Santiago Bernabeu i kupował Cristiano Ronaldo, Kakę, Karima Benzemę, Xabiego Alonso, Raula Albiola, Alvaro Negredo oraz Estebana Granero (w sumie za 257 mln euro), protestowali wszyscy: ówczesny szef UEFA Michel Platini i watykański dziennik „Osservatore Romano”. Dziś przywykliśmy do monstrualnych cen piłkarzy. Z perspektywy czasu Ronaldo wydaje się nawet graczem tanim, skoro w osiem lat zdobył dla Realu 406 bramek.

W trwającym właśnie oknie transferowym Chelsea zapłaciła za Alvaro Moratę 80 mln euro, a Manchester United 86 mln za Romelu Lukaku. Tyle, że to napastnicy. Manchester City szokuje, bo płaci prawie tyle samo za obrońców.

wtorek, 25 lipca 2017, wod
Tagi: guardiola city

Polecane wpisy

sport.pl
Dariusz Wołowski: Piszę o piłce, o sporcie, o tym co wpadnie mi do głowy
top | © Agora SA | design by kate_mac