blog Darka Wołowskiego
Blog > Komentarze do wpisu

Barwy zwycięstwa głoszą wojnę

Gdyby spojrzeć na dokonania krajowe, w finale Ligi Mistrzów w Cardiff mierzą się dwaj giganci. Jeśli na międzynarodowe, Real i Juventus dzieli przepaść.

25-letni pomocnik Michał Kopczyński wrócił do Legii z Wigier Suwałki. Jak wielki krok musiał wykonać 2 listopada 2016 roku, gdy w tunelu prowadzącym na boisko przy Łazienkowskiej 3 stanął obok Toniego Kroosa. Niemiecki mistrz świata budzi w nim największe podziw z wszystkich gwizd Realu Madryt. Realu, który sensacyjnie zremisował w Warszawie 3:3, sensacyjnie nie wygrał grupy w Lidze Mistrzów, ale zgodnie z przewidywaniami dotarł do finału w Cardiff.

Drużyna Zinedine’a Zidane’a zaczęła kampanię w obronie tytułu najlepszej drużyny Europy ocierając się o porażkę ze Sportingiem Lizbona na Santiago Bernabeu. „Królewscy” przegrywali do 89. min, a wtedy najpierw Cristiano Ronaldo, a potem rezerwowy Alvaro Morata odwrócili losy rywalizacji. Madryckie media miały jeszcze jeden dowód, że w Pucharze Europy nad Realem czuwa potężny duch opiekuńczy.

Zinedine Zidane jest najdalej o dwie godziny od statusu trenera, który w 18 miesięcy zdobył dwa razy najważniejsze trofeum. To niemal taki sam cud, jakby po jednym strzale zdobyć dwie bramki. Francuz pobierał nauki bardzo szybko, jeszcze przed finałem 2014 roku zdawało się wszystkim, że wciąż mógłby wybiec na boisko w Lizbonie. Real prowadził stateczny Carlo Ancelotti, jego asystent, zamiast patrzeć na gwiazdy z filozoficznej oddali, wolał na treningach uganiać się z nimi za piłką. - Dobrze mieć Zidane’a, bo zawodnicy go słuchają - mówił wtedy Ancelotti. Francuz wciąż zachowywał się jakby pewniej czuł się na murawie niż ławce trenerskiej.

Swoje obserwacje Zizou jednak zrobił. Ancelotti zaniedbał rotacje w składzie, uważał, że drużyna powinna mieć skład galowy, po to, by pielęgnować automatyzm między graczami. Włoch przegrał wiosnę 2015, bo przeliczył się z siłami. Zidane rotuje składem od początku swojej kadencji, nawet Ronaldo namówił na dozowanie wysiłku. Zmianom w składzie nie podlega właściwie tylko jeden piłkarz Realu. Toni Kroos ma w nogach w tym sezonie 4080 minut. Więcej niż Marcelo, który formalnie jako jedyny w kadrze nie ma zmiennika, bo trudno tak traktować Fabio Coentrao.

W 11 meczach tej edycji Ligi Mistrzów Niemiec wykonał zaledwie 51 niecelnych podań. W lidze hiszpańskiej skuteczność jego zagrań osiągnęła 92,2 procenta, w Champions League nawet 93,5. Wydaje się, że swoje błędy z ostatnich 12 miesięcy Niemiec mógłby wyliczyć z pamięci.

Latem 2014 roku, po triumfie na mundialu w Brazylii, Kroos postanowił opuścić Monachium. Co więcej mógł zdziałać w Bundeslidze? Ligę Mistrzów wygrał z Bayernem na Wembley rok wcześniej. Przenosiny do Madrytu były dla niego naturalnym krokiem, kiedyś mówił o tym, że jeśli nawet sportowo różnica między Bayernem i Realem jest minimalna, to medialnie bez porównania większa. Klub z Santiago Bernabeu to jedna z największych globalnych marek i Bayern jeszcze długo tak mocno kibiców w Azji, Afryce i Ameryce kręcił nie będzie.

Na Allianz Arena Kroos ustawiany był za napastnikiem, w Madrycie zajął miejsce przed obrońcami. Bywało, że grał jako defensywny pomocnik, ale jak mówi, jest mu wszystko jedno, byle jak najczęściej mieć kontakt z piłką.

Na jednym z ostatnich treningów przed wylotem do Cardiff spojrzał na nieprzerwany tłum dziennikarzy z całego świata, dziesiątki kamer i mikrofonów. - Zbliża się jakiś wielki mecz? - zapytał po angielsku wywołując powszechną wesołość.

Niemcy od dekad sprzedawali Hiszpanom dyscyplinę, poświęcenie, odpowiedzialność i dobrą organizację. Wyjątkiem był może ekscentryczny Bernd Schuster, który w Barcelonie, Realu i Atletico spędził 13 lat. Kroos ma podobne zalety na boisku i bez porównania mniej konfliktowy charakter. W dodatku Zidane bezgranicznie mu ufa. Jesienią Francuz chciał dać odpocząć Niemcowi w jakimś meczu. - Powiedział, że on w ogóle tego nie potrzebuje, bo regeneracja jego organizmu trwa tylko 24 godziny - opowiadał Zizou. Luka Modric więcej biega, Casemiro więcej walczy, Kroos najwięcej myśli na boisku. Nietrudno zgadnąć, który z nich uważany jest dziś za mózg królewskiej drużyny.

Kroos rządzi i dzieli w pomocy Realu stając się niemiecką wersją Xaviego Hernandeza. Hiszpan wyznał kiedyś, że niecelne zagranie sprawia mu wręcz fizyczny ból.

W sobotę w Cardiff Real stanie przed szansą na 12. Puchar Europy w swojej historii i trzeci w ostatnich czterech latach. Rywala ma nieprawdopodobnie mocnego - Juventus jest maszyną do wygrywania. 39-letni Gianluigi Buffon wyjdzie na Millennium Stadium licząc na katharsis po finałowych porażkach z Milanem w 2003 roku i Barceloną 24 miesiące temu. Triumf w Lidze Mistrzów wyznacza legendarnemu włoskiemu bramkarzowi szczyt kariery.

12 lat młodszy Kroos w finale zagra czwarty raz, ale odniósł już dwa zwycięstwa. Ostatnią porażkę w decydującym starciu Ligi Mistrzów Real zanotował 36 lat temu, gdy grali w nim Vincente del Bosque i Niemiec Uli Stielike. W minionych dwóch dekadach „Królewscy” docierali do ostatniego meczu w rozgrywkach pięciokrotnie i zawsze schodzili z boiska jako najlepszy zespół Europy. Można więc powiedzieć, że oni przegrywać finałów nie potrafią.

Wystarczy spojrzeć na piłkarską karierę Zinedine’a Zidane’a. Dopóki nosił biało-czarne pasy Juventusu Puchar Europy mu się wymykał. Gdy zmienił je na barwy królewskie, natychmiast zdobył trofeum.

Real grał w finale Pucharu Europy 14 razy i tylko trzykrotnie przegrał. Juve dotarło na ten etap rozgrywek ośmiokrotnie i tylko dwa razy podniosło trofeum. Jak na takich gigantów różnica jest wręcz ogromna.

piątek, 02 czerwca 2017, wod

Polecane wpisy

Komentarze
2017/06/03 00:54:00
Tak... - zwycięzca wydaje się tylko jeden. Ale to też tylko jeden mecz, a w nim zdarzyć się może niemal wszystko.
-
2017/06/03 13:42:38
Czyż można wymyślić bardziej pretensjonalny i pompatyczny tytuł?
-
wod
2017/06/04 11:21:07
Faktycznie: trudno
sport.pl
Dariusz Wołowski: Piszę o piłce, o sporcie, o tym co wpadnie mi do głowy
top | © Agora SA | design by kate_mac