blog Darka Wołowskiego
Blog > Komentarze do wpisu

Atletico głosi wojnę

40 tys kibiców na Vicente Calderon nie ruszyło się z miejsc po sobotnim meczu ligowym z Eibarem. Zgotowali piłkarzom Diego Simeone gorącą owację, zagrzewając ich do walki przed dzisiejszym starciem z Realem Madryt. Stawką jest finał Ligi Mistrzów w Cardiff.

 „To był tak czarny dzień dla Atletico, jak czarny był kolor jego koszulek” - napisał dziennik El Pais. 2 maja 2017 roku to jedna z najboleśniejszych dat najnowszej historii klubu z Vicente Calderon. Hat-trick Cristiano Ronaldo w pierwszym meczu półfinału Ligi Mistrzów rzucił drużynę Diego Simeone na kolana. Argentyński trener robił co w jego mocy, by wiara w możliwość odwrócenia losów rywalizacji nie przepadła. Mówił o tym, że w jego sercu i mentalności jego piłkarzy nie ma miejsca na niemożliwe. Kiedy obolała po porażce 0:3 drużyna wróciła do pracy, na stadionie powitał ją transparent „Aż do śmierci, moi się jej nie obawiają”. To cytat z Simeone, Argentyńczyk powiedział niedawno te słowa w telewizji.

Nastrój przygnębienia mieszał się z frustracją i wzburzeniem. Granice przekroczył jednak pomocnik Saul Niguez, który napisał na twitterze odezwę do kibiców Atletico. „Wy zabilibyście dla nas, my umrzemy dla was”. W Hiszpanii wywołało to wielkie poruszenie. Przecież w listopadzie 2014 roku ultrasi z tak zwanego Frente Atletico zatłukli w bójce fana Deportivo. Zdanie Saula odebrano jako podżeganie do przemocy. Emocje przed dzisiejszym rewanżem z Realem są ekstremalne, ale „wojna” ma ograniczyć się do boiska.

To prawda, że w ostatnich czterech latach w Lidze Mistrzów Atletico wycierpiało przez bogatszego sąsiada bardzo wiele. Dwa razy przegrało w finałach w Lizbonie (2014 po dogrywce) i Mediolanie (2016 po karnych). W 2015 roku w ćwierćfinale Real wygrał dwumecz 1:0, Atletico straciło jedyną bramkę grając w dziesiątkę. Rywalizacja zawsze była ekstremalnie zacięta, ale zawsze kończyła się łzami i frustracją dla piłkarzy i fanów z Vicente Calderon.

2 maja Atletico jechało na Santiago Bernabeu z postanowieniem rewanżu. Simeone mówił, że morale jego zespołu jest niezniszczalne. Porażka 0:3 była więc wyjątkowo dotkliwa. Szansa na finał w Cardiff przepadła? Ku pokrzepieniu serc pomocnik Koke przypomniał, że 7 lutego 2015 roku w meczu ligowym Atletico pokonało Real na Vicente Calderon aż 4:0.

„Colchoneros” lubią przedstawiać Real jako klub, w którym nadrzędną wartością są pieniądze. - Wygląda, jakbyśmy wszyscy wychowali się w Beverly Hills - żartował kapitan „Królewskich” Sergio Ramos. - Ale my jesteśmy skromnymi chłopakami. Jedziemy na Vicente Calderon z pokorą, zapominając o przewadze z pierwszego meczu. I chcemy wygrać. Atmosfera na trybunach? Niech będzie tak samo gorąca jak była na Santiago Bernabeu.

Dziś legendarny stadion Atletico żegna się z derbami Madrytu. W następnym sezonie klub przenosi się na nowy obiekt. Z tej okazji dziennik „El Pais” napisał reportaż o pobliskim barze „Kolonia”, w którym od dziesięcioleci przy krewetkach i piwie piłkarze Atletico świętowali swoje sukcesy. Bywał tam nieżyjący już Luis Aragones, który zdobył bramkę w finale Pucharu Europy z Bayernem w 1974 roku. Atletico czekało na kolejny finał 40 lat. I znów go przegrało - z Realem.

Być może dziś na boisko wróci kontuzjowany prawy obrońca Juanfran. To dla Atletico kluczowe, bo w pierwszym meczu atakowało Real właściwie wyłącznie lewym skrzydłem.

Triumf w Champions League jest obsesyjnym marzeniem „Colchoneros”: Simeone, piłkarzy, kibiców. Wygląda jednak na to, że znów się nie uda. Real jest teraz w wielkiej formie, na ławce u Zinedine’a Zidane’a siedzą piłkarze warci dziesiątki milionów. W dodatku grają jak z nut, kiedy trener puszcza ich na boisko. W sobotnim spotkaniu ligowym w Grenadzie James Rodriguez i Alvaro Morata zdobyli cztery bramki w pół godziny. Zizou rotuje składem, stąd piłkarze podstawowej jedenastki są zdrowi i wypoczęci. Zagrali w sobotę w lidze o 401 minut mniej niż gracze Simeone.

Zidane posłał przeciw Granadzie zaledwie dwóch zawodników podstawowego składu. A przecież Real bije się z Barceloną o tytuł mistrza Hiszpanii. Trener ufa rezerwowym bezgranicznie, Morata strzelił przecież więcej bramek niż podstawowy napastnik Karim Benzema.

Real zdobywał gole w 60 poprzednich meczach. Jeśli strzeli dziś na Vicente Calderon, wyrówna rekord Bayernu Monachium. I zmusi Atletico do wygrania aż 5:1! Misja niemożliwa.

Po sobotnim, wymęczonym zwycięstwie nad Eibarem 1:0 w lidze, fani z Vicente Calderon pozostali na trybunach. Zgotowali piłkarzom Simeone taką owację, że ci musieli wrócić z szatni na boisko. Atletico pragnie wielkiego rewanżu, ale czy jest dziś na świecie drużyna zdolna w tak ważnym meczu pokonać Real 4:0?

środa, 10 maja 2017, wod

Polecane wpisy

sport.pl
Dariusz Wołowski: Piszę o piłce, o sporcie, o tym co wpadnie mi do głowy
top | © Agora SA | design by kate_mac