blog Darka Wołowskiego
Blog > Komentarze do wpisu

Królestwo za rezerwowych

Przebieg rozgrywek w lidze hiszpańskiej jest potwierdzeniem tezy, że nie ma w piłce lepszej motywacji niż głód sukcesu.

Nikt nie wie jak to się skończy. Po 35 kolejkach na szczycie tabeli Primera Division wciąż jest Barcelona górująca nad Realem lepszym bilansem bezpośrednich spotkań. Z każdą serią gier, w której utrzymane jest status quo, narasta jednak niepokój w Katalonii. 17 maja „Królewscy” dostaną swój bonus - zaległy mecz z Celtą w Vigo, w którym mogą zadać decydujący cios obrońcom tytułu. Nie byłby to cios bezpośredni, ale długo wyczekiwany. W ostatnich ośmiu latach wielki Real tylko raz stanął w mistrzostwach kraju na najwyższym podium.

Niejednemu w stolicy wyrwało się latem stwierdzenie, że odzyskanie tytułu w Hiszpanii jest ważniejsze niż utrzymanie go w Europie.

Zinedine Zidane ma najmocniejszą i najszerszą kadrę w światowej piłce. Isco, James, Asensio, Vazquez, Nacho, Kovacic, Danilo, Pepe, Casilla, Morata i Mariano to jedenastka, która mogłaby postraszyć większość drużyn na świecie. Niedawno w La Corunii, czyli miejscu gdzie poległa Barcelona, ta grupa rezerwowych piłkarzy Realu wbiła Deportivo sześć bramek. Na Isco znów spłynął deszcz zachwytów, ale tylko kontuzja Garetha Bale’a sprawi, że dostanie swoje miejsce w podstawowym składzie na półfinały Ligi Mistrzów z Atletico.

Nie wiadomo jak tego dokonuje Zidane i czy to w ogóle jego zasługa, ale rezerwowi Realu są w nieustannej gotowości do zastąpienia graczy podstawowych. A przecież paradoksalnie to Barcelona wydała tego lata 120 mln euro, by zaostrzyć konkurencję w kadrze. Tymczasem w Katalonii nie toczy się debata o nikim, komu ławka przeszkadzałaby w rozwinięciu skrzydeł.

Sevilla, Valencia i Barcelona - to lista drużyn, które ograły w tym sezonie ligowym Real Madryt. Każda z tych nazw budzi szacunek, trudno, by Zidane utrzymywał, że to przeciętni rywale. Katalończycy przegrali z Alaves, Deportivo, Malagą i Celtą - najlepsza z tych drużyn zajmuje 10. miejsce w tabeli. A więc to porażki Barcelony łatwiej uznać za wypadki przy pracy, które zdarzają się na skutek spadku koncentracji.

Alaves Barcelona uległa na Camp Nou po przerwie na mecze reprezentacji, by trzy dni później rozbić Celtic w Lidze Mistrzów 7:0. W La Corunii Katalończycy zjawili się zaledwie cztery dni po epokowym triumfie nad PSG 6:1. Pokazuje to niestabilność formy, również psychicznej zespołu Luisa Enrique. A także słabość ławki. Trzy dni po tym jak Real poległ w klasyku na Santiago Bernabeu, Zidane puścił do gry w La Corunii aż 9 rezerwowych, plus wracającego po kontuzji Raphaela Varane’a!

Ostatni mecz Realu z Barceloną odegrał wielką rolę w odbudowie morale Katalończyków. Przybyli na Santiago Bernabeu tuż po tym jak Juventus posłał ich na deski w Lidze Mistrzów. Zespół Luisa Enrique długo emanował niepewnością, pierwszy stracił gola, ale z letargu wyrwał go Leo Messi. Obrazek, jak na 15 sekund przed końcem gry Argentyńczyk świętuje gola na 3:2 pokazując swoją koszulkę fanom Realu, przeszedł do historii. Jakby w tym jednym geście zawierała się całą dekada, w której Messi i Barcelona napsuli tyle krwi „Królewskim”. Pogoń za Katalończykami stała się obsesją Florentino Pereza. Gdy wracał do Realu latem 2009 roku, Barcelona nosiła potrójną koronę, a ostatni klasyk na Santiago Bernabeu wygrała 6:2.

Dla dużej części kibiców symbolem obecnej edycji Champions League pozostanie rewanż Barcelony z PSG - czyli krótki kurs jak podnieść się po klęsce 0:4. Satysfakcję Katalończyków ogranicza z pewnością to, co niedługo potem zrobił z nimi zespół z Turynu. Barcelony nie ma nawet w półfinale Ligi Mistrzów - a więc poniosła porażkę w rozgrywkach, w których dokonała rzeczy tak niecodziennej.

Podobny efekt może mieć zwycięstwo w klasyku, jeśli Real nie przegra jednego z czterech meczów ligowych, które pozostały mu do końca sezonu.

Barca wygrała na Santiago Bernabeu prestiż, poczucie własnej wartości. Zdobyła zwycięskiego gola w ostatnich sekundach, co smakuje podwójnie. Messi rozegrał jeden z najlepszych meczów w karierze, po którym znów debatowano, czy nie pochodzi z jakiejś innej planety.

Ale wbrew pozorom także Real odebrał swoją lekcję. Choć w 92. minucie pozwolił się skontrować grając w dziesiątkę. Ten fakt wzbudził ambiwalentne uczucia. Z jednej strony „Królewscy” przegrali, ale z drugiej pokazali charakter. Nie ma zbyt wielu drużyn na świecie, które porywałyby się na zwycięstwo w liczebnym osłabieniu, nad rywalem równym sobie, mimo iż remis byłby dla nich dobrym wynikiem.

Nie wiadomo jak skończy się ten sezon dla Barcelony i Realu. Jedni i drudzy mają szansę na dwa trofea, choć równie dobrze mogą nie zdobyć żadnego. Na pewno minął już czas panicznego lęku „Królewskich”, którzy widząc przed sobą Messiego zachowywali się jak grupa ludzi marząca wyłącznie o tym, by przetrwać. Symbolem tego okresu był Jose Mourinho, ostatni trener, który zdobył z Realem mistrzostwo Hiszpanii. Taki paradoks.

niedziela, 30 kwietnia 2017, wod
Tagi: Barcelona real

Polecane wpisy

Komentarze
2017/05/03 18:25:00
Zadko się cofam, ale naprawdę interesuje mnie Wasza dyskusja po wczorajszym meczu.
sport.pl
Dariusz Wołowski: Piszę o piłce, o sporcie, o tym co wpadnie mi do głowy
top | © Agora SA | design by kate_mac