blog Darka Wołowskiego
Blog > Komentarze do wpisu

Jego wielkość zaskakuje nawet nas

Świat futbolu składa hołd Leo Messiemu, który właściwie w pojedynkę rozstrzygnął porywający klasyk w Madrycie. Po zwycięstwie 3:2 nad Realem Barcelona wraca do gry o mistrzostwo Hiszpanii.

Kamery zanotowały wybuch furii Cristiano Ronaldo. - Trzeba było go faulować - wrzeszczał Portugalczyk do swojego najlepszego kumpla Marcelo. Lewy obrońca Realu - bohater niedawnego starcia w Lidze Mistrzów z Bayernem Monachium, także w meczu z Barceloną wypadł świetnie. Asystował przy wyrównującej bramce Jamesa, gdy „Królewscy” grali w dziesiątkę, zagrał do Sergio Ramosa, co zaowocowało pierwszym golem dla „Królewskich”, ale w 92. minucie zawiódł, bo nie sfaulował wyprowadzającego piłkę Sergiego Roberto.

Mecz dobiegał końca, upływały ostatnie sekundy, Real miał upragniony remis, gdy prawy obrońca Barcelony wykonał rajd z piłką przez 50 metrów. Ten bieg miał zakończyć się zwycięskim golem Leo Messiego w 91. minucie i 46. sekundzie gry, a więc zaledwie 14 sekund przed ostatnim gwizdkiem sędziego. Po drodze jednak Marcelo miał okazję sfaulować Sergiego Roberto. Barcelonie nie starczyłoby czasu na dokończenie akcji. - Tak, ja jestem winien, że straciliśmy trzecią bramkę. Odpowiedzialność biorę na siebie - powiedział Marcelo.

Być może wina lewego obrońcy Realu polegała jednak na czym innym. W 20. minucie uderzył łokciem w twarz Messiego. Argentyńczyk padł na murawę z zakrwawioną twarzą: rozciętą wargą. Jeszcze, gdy strzelał gola na 1:1 miał w ręce zakrwawiony tampon. Marcelo prosił lekarza, żeby opatrzył mu łokieć. Sędzia nie zauważył tej sytuacji, grożącej Brazylijczykowi nawet czerwoną kartką, bo wyglądało, że cios wymierzył z premedytacją.

Messi został podrażniony i zemścił się na Realu w pojedynkę. Odtąd klasyk stał się show jednego człowieka. Już przed przerwą z boiska po dwóch faulach na Leo powinien wylecieć Casemiro, ale sędzia nie chciał, lub nie miał odwagi skazać Realu na grę w dziesiątkę. Odważył się w 77. min po brutalnym wślizgu Sergio Ramosa w nogi Messiego. Schodząc do szatni kapitan „Królewskich” wywołał jeszcze kłótnię Gerardowi Pique koledze z kadry, jakby dawał do zrozumienia, że za brutalność w klasyku odpowiada stoper Barcy, który często publicznie atakuje Real Madryt. Ale prawda jest taka, że Ramos nie wytrzymuje ciśnienia, to jego piąta czerwona kartka w klasyku.

Pozostały kwadrans miał być dla Realu testem charakteru. W dodatku zdanym. W dziesięciu doprowadzili do remisu, gola zdobył rezerwowy James Rodriguez po podaniu Marcelo. Brazylijczyk cały mecz nękał defensywę Barcelony, wciąż ogrywał Ivana Rakitica, lub Sergiego Roberto. Poza bramkarzami należał do najlepszych na boisku. Gdyby nie ten faul, którego nie było.

„Królewskim” starczał remis. Utrzymaliby 3 pkt przewagi nad Barceloną, mając jeszcze mecz zaległy z Celtą w Vigo. A więc tytuł mistrza Hiszpanii byłby na wyciągnięcie ręki. Zwycięski gol Messiego zmienił wszystko. Dla Barcelony był kluczem do powrotu do walki o mistrzostwo. Za miesiąc Marcelo może pożałować grzechu zaniechania jeszcze mocniej.

Małomówny, skryty Messi wykonał na koniec symboliczny gest, który wzburzył Hiszpanię. Po golu podbiegł do trybun, zdjął koszulkę i pokazał ją kibicom Realu. Stał przed nimi mały prześladowca „Królewskich”, piłkarz, który zapisał największy rozdział w dziejach klasyku. Wbił Realowi 23 gole, z czego 16 w lidze, 2 w Lidze Mistrzów, 5 w Superpucharze Hiszpanii. Za jego plecami są trzy legendy „Krolewskich” Alfredo di Stefano (18 bramek), Cristiano Ronaldo (16), Raul Gonzalez (15). Pokazuje to dobitnie, kto jest w tej zaciekłej rywalizacji największy.

W koszulce Barcy Messi zdziałał na boisku bezdyskusyjnie więcej niż Ladislao Kubala, Johan Cruyff, Diego Maradona, czy Ronaldinho. „Zapowiedź” nadeszła w sezonie 2006-2007, gdy w starciu z Realem na Camp Nou zdobył hat-tricka w meczu zakończonym wynikiem 3:3. Przez następną dekadę ośmiu sławnych trenerów zespołu z Santiago Bernabeu szukało lekarstwa na powstrzymanie małego Argentyńczyka. Bezskutecznie. Zinedine Zidane też tego nie potrafił.

„D1OS” - napisał na Twitterze stoper Borussi Dortmund Marca Bartra, wychowanek Barcelony. Dios - czyli bóg, stworzony z wpisanego w ten wyraz numeru 10, który Lionel nosi na koszulce. - Wielkość Messiego nie przestaje zadziwiać nawet nas - powiedział Andres Iniesta.

Do najlepszych na boisku należeli obaj bramkarze Marc-Andre Ter Stegen i Keylor Navas gratulowali sobie nawzajem interwencji klasy światowej. Wszyscy są jednak skupieni na strzelcach. A właściwie jednym.

„Messi podpala Bernabeu”, „Messi podpala ligę” - krzyczą dzienniki z Madrytu. Ten ostatni strzał pozwolił Barcelonie wrócić na pozycję lidera na pięć kolejek przed końcem. W lepszej sytuacji w wyścigu po mistrzostwo wciąż są „Królewscy”. którzy 17 maja zagrają mecz zaległy z Celtą w Vigo. Ale Real, chcąc zdobyć tytuł, nie ma już marginesu na błąd. Przy równej liczbie punktów w lidze hiszpańskiej liczy się bilans bezpośrednich meczów, a ten jest korzystny dla Barcy, także dzięki bramce Messiego (3:2 i 1:1).

Do końca rozgrywek „Królewscy” grają z Deportivo, Valencią, Granadą, Sevillą, Celtą, Malagą. Barcelona z Osasuną, Espanyolem, Villarreal, Las Palmas i Eibarem. Jeśli obie drużyny wygrają wszystkie mecze, mistrzem będzie Real, który może sobie pozwolić nawet na jeden remis.

poniedziałek, 24 kwietnia 2017, wod

Polecane wpisy

Komentarze
2017/04/24 20:29:20
A jednak Barca! A jednak Messi!
P.S.
Nie sądzisz Darku, że to trochę machiawelizm? Może moje patrzenie na piłę jest zbyt romantyczne, ale taka krytyka jednego z najlepszych na boisku za niesfaulowanie rywala, to zdecydowanie przegięcie w drugą stronę.
-
wod
2017/04/25 13:09:34
Ja tylko piszę o faktach. Nie napisałem, że powinien był faulować, ale, że koledzy z Realu uważają iż powinien.
sport.pl
Dariusz Wołowski: Piszę o piłce, o sporcie, o tym co wpadnie mi do głowy
top | © Agora SA | design by kate_mac