blog Darka Wołowskiego
Blog > Komentarze do wpisu

Wezmą cztery skocznie?

Stereotyp głosił, że Polacy źle znoszą Turniej Czterech Skoczni. Austriacki trener Stefan Horngacher pomógł im się z nim pojednać.

19,2 pkt przewagi nad czwartym w klasyfikacji Markusem Eisenbichlerem to już znacząca zaliczka. W przeliczeniu na metry daje to około 10. Dwa punkty za Austriakiem, na piątej pozycji jest Piotr Żyła, co podkreśla wyjątkowość 65. edycji Turnieju Czterech Skoczni. W noworocznym konkursie w Ga-Pa Polacy wypadli tak znakomicie, że wyprzedzili Niemców w drużynowej klasyfikacji Pucharu Narodów. Strata do liderów z Austrii wynosi zaledwie 80 pkt. A przecież ubiegły sezon polscy skoczkowie skończyli na szóstej pozycji.

To miara postępu jaki dokonał się z nowym trenerem Stefanem Horngacherem. Ale nie jedyna.

Świetny początek sezonu można było traktować z niedowierzaniem. Niemcy, Austriacy i inni rywale z topu traktują start jako poligon przed Turniejem Czterech Skoczni. Można się było obawiać, że w Obestdorfie, Ga-Pa, Innsbrucku i Bischorshofen skoczkowie Horngachera oddalą się od szczytu. Tak było zawsze. Powołano nawet do życia stereotyp, że TCS z racji swojej uciążliwości, polskim skoczkom nie leży. Zdecydowanie więcej sukcesów odnieśli na igrzyskach i w mistrzostwach świata.

W tym roku jest inaczej. W czołowej dziesiątce klasyfikacji generalnej TCS jest trzech Polaków, a w czołowej dwudziestce pięciu. Tak dobrze nie stoją nawet akcje gospodarzy.

Mówił o tym Maciej Kot żartując, że kiedyś, gdy Polak był w czołówce rywalizacji zostawał na szczycie skoczni sam otoczony Niemcami i Austriakami. Tak było z Małyszem i bardzo długo ze Stochem. Teraz, gdy ważyły się losy noworocznego konkursu w Ga-Pa, a na starcie pozostało sześciu najlepszych po pierwszej serii, połowa z nich to byli Polacy.

Kot mówi, że rywale zaczęli inaczej patrzeć na drużynę Horngachera. Z szacunkiem, nawet respektem. Inaczej polscy skoczkowie zaczęli postrzegać siebie sami. Dawid Kubacki - który osiąga życiowy wynik w TCS, jest zły, bo przed chwilą rywalizował z kolegami z kadry jak równy z równym i nagle mu oni odjechali.

Żyła opowiada, że Horngacher nauczył zespół ignorować i wyrzucać z pamięci słabsze skoki. Gdy coś się nie uda, nie należy przeżywać i rozpamiętywać tego zbyt długo. Po prostu ruszyć na skocznię i natychmiast się poprawić. Tak zrobił Stoch po słabej inauguracji sezonu w Kuusamo. Lądował w trzeciej dziesiątce, ale się tym nie martwił. Małysz bez wahania rozgłaszał w mediach, że dwukrotny mistrz igrzysk w Soczi dołączy do czołówki, gdy tylko przestanie spóźniać wyjście z progu. I faktycznie tak się stało.

Na 65. TCS Stoch pokazuje zegarmistrzowską wręcz regularność. Nie popsuł żadnego skoku, nawet na treningu. Jego przewaga nad Stefanem Kraftem jest maleńka - 0,8 pkt, ale Polak budzi nadzieję wszystkich tych, którzy nie chcą powrotu na Turniej austriackiej dominacji. Rzecz jasna fenomenalnie skacze też Norweg Daniel Andre Tande - trzeci w klasyfikacji generalnej. Na podium są więc przedstawiciele trzech nacji.

Skocznię w Innsbrucku Stoch lubi. Na Bergisel stawał już na podium. Gwarancji to nie daje żadnej, ale 4 stycznia Polak znów powinien powalczyć o zwycięstwo. Wskazują na to wszystkie znaki na ziemi i niebie. Jest w wielkiej, stabilnej formie, którą mogłoby załamać tylko coś niewytłumaczalnego. Takie rzeczy się w skokach zdarzają, ale naprawdę w przypadku Stocha nic na to nie wskazuje.

Dla lidera klasyfikacji generalnej 65. TCS najtrudniejszy może być ostatni konkurs w Bischofshofen. Ale nie wydaje się logiczne, by w takiej dyspozycji mógł wypaść poza podium. Pasjonująca jest też walka Żyły i Kota, każdy z nich ma realne szanse na życiowy wynik. Trzech Polaków w czołowej dziesiątce TCS byłoby rzeczą bez precedensu.

Obserwujemy najbardziej polski TCS w historii. Nigdy w czołowej dziesiątce klasyfikacji generalnej nie wylądowało nawet dwóch Polaków. Najbliżej było w sezonie 2000-2001, gdy wygrywał Małysz, a Wojciech Skupień był 13. Wtedy trener kadry Apoloniusz Tajner po raz pierwszy ogłosił, że będziemy mieli drużynę. Ambitny plan materializuje się dopiero 16 lat później, gdy były trener jest prezesem.

W 64 edycjach Turnieju Czterech Skoczni Adam Małysz jest jedynym Polakiem, który stawał na podium klasyfikacji generalnej. Byłby to wyjątkowy pech, gdyby w tym roku nie dołączył do niego Kamil Stoch.

wtorek, 03 stycznia 2017, wod

Polecane wpisy

sport.pl
Dariusz Wołowski: Piszę o piłce, o sporcie, o tym co wpadnie mi do głowy
top | © Agora SA | design by kate_mac