blog Darka Wołowskiego
Blog > Komentarze do wpisu

Bajki i cuda Grenady

12 kolejnych zwycięstw w La Liga nie da Realowi Madryt tytułu mistrza Hiszpanii. Chyba, że zdarzy się cud w cudownej Grenadzie.

Sala de la Barca - kiedy trzeci i największy pożar wybuchł w twierdzy Alhambra, ogień wdarł się aż do tego niezwykłego miejsca. Nazwa Barca nadana przepięknej komnacie wzięła się ze zniekształcenia arabskiego słowa „baraka” oznaczającego błogosławieństwo.

Widok z Alhambry zapiera dech w piersiach, „Kto nie widział Grenady, nie widział niczego” - przekonuje hiszpańskie przysłowie, cytowane we wszystkich przewodnikach. Stan faktyczny przerasta jednak oczekiwania, tak jak oczekiwania przerastają widoki z tarasów zbudowanych na przeciwległym zboczu, gdzie wznosi się cygańska część miasta.

Grenada dziś nie będzie perłą Andaluzji, na nowy stadion Los Carmenes przybywa Barca, która chce udowodnić wszystkim, że niewiarygodny pościg Realu Madryt był daremny.

Drużyna Zinedine’a Zidane’a nie zależy od siebie. Jeśli Leo Messi, Neymar i Luis Suarez będą dziś sobą, Katalończycy zdobędą tytuł mistrza Hiszpanii. Przyznaje to nawet trener gospodarzy, cóż może zdziałać zespół, który dopiero co zapewnił sobie utrzymanie, wobec nawałnicy zgotowanej mu przez trio mające aspiracje zapisać się w historii piłki.

Real i tak dokonał rzeczy niewiarygodnej. W połowie marca tracił do Katalończyków 12 pkt i udziału w wyścigu po tytuł nie brał w ogóle. Dziś w La Corunii „Królewscy” wygrają 12. kolejny mecz w La Liga. Nic im to z pozoru nie da jeśli Barcelona pokona Granadę. Mimo wszystko Zidane, Ronaldo i cała reszta zyskali bardzo wiele, bez względu na to, co przyniesie im dzisiejszy dzień. Pokazali charakter godny najbardziej utytułowanego klubu na świecie.

Swoją lekcję odbierze też Barcelona, która w połowie marca unosiła się w innym wymiarze. Miała być pierwszym klubem w historii zdolnym obronić potrójną koronę. Między meczami z Villarreal 20 marca i Valencią 17 kwietnia Katalończycy zaliczyli swoją najgorszą serię ligową od 2003 roku. Stracili w tym czasie 11 pkt przebywając drogę z nieba do piekła. Splotły się wtedy dwie skrajnie odmienne passy - 39 meczów bez porażki i 4 spotkań ligowych bez zwycięstwa.

Najcięższy cios trzeba było jednak przyjąć w Lidze Mistrzów od Atletico. Za dwa tygodnie rozpieszczeni w ostatnich latach fani Barcy z ciężkim sercem obejrzą madrycki finał. Przepowiedział to Gerardowi Pique Iker Casillas. Gdy Barcelona rozbijała rywala za rywalem, jej stoper wielka-gęba zapytał bramkarza reprezentacji, kogo widzi w finale na San Siro? Wyczuwając intencje Pique Casillas powiedział: „Obejrzę go w twoim towarzystwie przy coli i chipsach”. Dziś nic nie stoi na przeszkodzie.

Tytuł mistrza Hiszpanii ma być dla Barcelony trofeum pocieszenia. Gdyby go dziś nie zdobyła, byłby to dla niej koniec świata. Media w Hiszpanii przypominają początek lat dziewięćdziesiątych, gdy Real dwa razy tracił tytuł w ostatniej kolejce przegrywając na Teneryfie. Luis Enrique był wtedy graczem „Królewskich”.

Rzecz jasna piłkarze Zidane’a do tamtych czasów wracać nie chcą. Przypominają tylko, że sześć dni temu zdegradowane już Levante wykluczyło z gry o tytuł Atletico Madryt drugiego finalistę LM. To był pierwszy cud potrzebny Realowi, dziś musi zdarzyć się kolejny. Nierealne? W Grenadzie możliwe jest wszystko, to przecież miasto z bajki.

sobota, 14 maja 2016, wod

Polecane wpisy

sport.pl
Dariusz Wołowski: Piszę o piłce, o sporcie, o tym co wpadnie mi do głowy
top | © Agora SA | design by kate_mac