blog Darka Wołowskiego
Blog > Komentarze do wpisu

Neymara widzę

Tłumek pod hotelem Pullman w Sao Paulo, gdzie stacjonuje drużyna Luiza Felipe Scolariego. Tłumy w okolicach stadionu Itaquerao, gdzie „Canarinhos” mają odnieść w czwartek pierwsze zwycięstwo. Brazylijczycy zaczynają zabawę w mundial.

- Widzę Neymara, widzę Neymara, a może jednak to nie on? - wrzasnęła pulchna murzynka w średnim wieku. Kumy podbiegły do niej, podniosły oczy na lustrzane szyby hotelu Pullman w Sao Paulo, gdzie przed pierwszym meczem mundialu z Chorwatami brazylijscy piłkarze spędzają ostatnie godziny. We wtorek koło północy tłum ich witał, w środę koło 14. asystował przy wyjeździe na trening. Wśród fetujących piłkarzy kręcił się przyjazny kundel wystrojony w uniform reprezentacji Brazylii. Nie miał numeru, tylko flagę naszytą na psich plecach.

Przejawów uwielbienia brazylijscy piłkarze nie mają dość, większość pozdrawiała ludzi stojących za barierkami. Nikt się nie długo zastanawiał, czy pulchna murzynka naprawdę widziała Neymara, czy się jej tylko przywidział. Największy gwiazdor reprezentacji Brazylii miał się ukazać przed nimi w drodze między hotelem i autobusem. Jak na gwiazdę przystało zwlekał długo, przy drzwiach autokaru pojawił się ostatni. Owacja była wyjątkowa, i nawet strój piłkarza wyglądał na sceniczny.

Pierwszy wyszedł trener Luiz Felipe Scolari, któremu pulchna murzynka zadedykowała życzenia wypisane długopisem na kawałku tektury. Życzyła szczęścia, zwycięstwa, słowem wszystkiego dobrego. Na autokarze zwracał uwagę napis: „Przygotujcie się, szósty jest w drodze”. Tylko gospodarze mają prawo śnić o szóstym tytule mistrzowskim.

Tłum się bawił cały czas czekając na kolejnych graczy. Nie było nastroju mszy, uwielbienia, raczej pikniku i radości. Ludzie dowcipkowali, śmiali się głośno, wykrzykiwali coś w stronę graczy, kierowcy autobusu, którego tłum przyjął owacją i policjantów z ochrony. Wszystko w nastroju fiesty, bez patosu, jakby to nie chodziło o piłkarzy, ale gwiazdy estrady.

Media dołożyły swoje. Dziennikarki z kamerzystami namawiały ludzi do krzyku, śpiewu, skandowania. Jednak z nich prosiła, by grupka kobiet zatańczyła do kamery sambę, tak jakby Scolari nie zabierał drużyny na trening przed pierwszym meczem, ale co najmniej na finał. Kobiety obiecały, że w razie triumfu drużyny tańczyć i świętować będą do jesieni. By potem płynnie przejść w karnawał, który się w końcu człowiekowi pracy należy.

Dziewczyna ze stacji „Gol” z Kolumbii opowiadała nam o szansach swojej drużyny opuszczonej przez kontuzjowanego Radamela Falcao. Mówiła, że trzeba być realistą oceniając swoje szanse, czego rodacy Falcao jednak nie umieją.

Oczekiwania są wielkie, choć rzecz naturalna, nie takie jak wobec gospodarzy. Dla nich to walka o wszystko albo nic - jak napisał w dzienniku Folha de Sao Paulo Tostao, mistrz świata z 1970 roku. Gracze Scolariego mają dwa wyjścia, albo zostaną bohaterami, albo... nie mogę dobrać słowa. Kapitan tamtej wielkiej drużyny Carlos Alberto przekonuje, że obecny zespół nie gra prawdziwie brazylijskiego futbolu, ale ponieważ jest silny fizycznie i bardzo dużo walczy, ma szanse na mistrzostwo. Określa team Scolariego mianem „niewygodny”, co od razu wskazuje, że z kunsztem, który zrobił z Brazylijczyków artystów futbolu, ma niewiele wspólnego.

Nie czas jednak, by z debaty o stylu gry, robić tragedię. Niech drużyna gra i wygrywa, rodacy się cieszą, tańczą sambę, trwa fiesta. Po co psuć im przedwcześnie zabawę? Lamenty będą po porażce. Wściekli kibice wykrzyczą Scolariemu, że zaprzedał jogo bonito, że zapomniał o tradycji i historii, która wyniosła brazylijską piłkę na szczyty. Felipao będzie bąkał, że nie miał wyboru, że Pele ma już 73 lata, a Garrincha nie żyje. Że Kaka, Ronaldinho nie są już nawet bladym cieniem siebie z czasów, gdy zdobywali Złotą Piłkę. Tylko, że wtedy nikt go już słuchał nie będzie, a życzenia pulchnej murzynki staną się szyderstwem.

A może jednak nie? Może futbolowy karnawał potrwa jednak w Brazylii aż do jesieni?

środa, 11 czerwca 2014, wod

Polecane wpisy

Komentarze
2014/06/13 00:48:46
Sędzia pokazowo zje#@ł piękny mecz. Karny z kapelusza nie był bynajmniej jedynym ukłonem w stronę gospodarzy. A Ci, ewidentnie podmęczeni, mogliby inaczej śpiewać w końcówce, zmuszeni do atakowania przy remisowym wyniku.

sport.pl
Dariusz Wołowski: Piszę o piłce, o sporcie, o tym co wpadnie mi do głowy
top | © Agora SA | design by kate_mac