blog Darka Wołowskiego
Blog > Komentarze do wpisu

Trudna legenda Stevena Gerrarda

Pasjonujący finisz w dwóch najlepszych ligach Europy rekompensuje kibicom nudę z ubiegłego sezonu.

Przed rokiem wszystko było jasne i oczywiste. W Hiszpanii Barcelona, w Anglii Manchester United, w Niemczech Bayern, we Francji PSG, we Włoszech Juventus. Na finiszu rozgrywek poszukiwaliśmy emocji w Champions League, w wielkich ligach Europy skończyły się przedwcześnie. Tym razem powtórkę zafundowały nam Bundesliga, gdzie Bayern wygrał łatwiej niż przed rokiem, ale już rewelacyjna gra Romy w Serie A i pojawienie się gwiazdorskiego Monaco w Ligue 1, dostarczyło ligom w tych krajach trochę dramaturgii.

W Anglii i Hiszpanii emocje skumulowały się na finiszu niezwykłe. Oddaje je 36. kolejka Primera Division, w której lider przegrał, a dwaj wielcy kontrkandydaci zaliczyli remisy u siebie. Dziś Real gra w Valladolid i musi wygrać, by nie powiększyć szans Barcelony na obronę tytułu. Jeśli "Królewscy" stracą punkty, w finiszu po mistrzostwo Katalończycy zaczną zależeć wyłącznie od siebie.

Symboliczny dla końcówki Premier League był mecz Cristal Palace z Liverpoolem, gdzie walczący o pierwszy od 24 lat tytuł mistrzowski goście prowadzili 3-0, by w 10 minut oddać zwycięstwo tracąc trzy gole.

Steven Gerrard pocieszał Luisa Suareza, który po ostatnim gwizdku arbitra zakrył koszulką twarz i płakał. Najlepszy piłkarz Premier League nie mógł pojąć, jak można było zaprzepaścić trzy gole przewagi w przedostatnim meczu sezonu, który trzeba było wygrać, by zachować szanse na tytuł mistrza Anglii? Patrząc na reakcję załamanego Urugwajczyka zdegustowany niemiecki obrońca Stoke Robert Huth napisał na Twitterze, że za płacz na boisku piłkarz powinien być zawieszany na trzy mecze. Fani Liverpoolu zaatakowali Niemca natychmiast, najpierw docinkami („nigdy nie byłaś tak blisko wygranej, żebyś miał okazję opłakiwać jej stratę”), a potem wysyłając całą galerią zdjęć pokazujących znanych piłkarzy, którzy nie potrafili zapanować nad emocjami. Byli wśród nich John Terry, Ronaldinho, Cristino Ronaldo, Thierry Henry, David Beckham, Phillipp Lahm, Michael Ballack i wielu innych.

Jakimś cudem od łez na Selhurst Park powstrzymał się Steven Gerrard, choć tak naprawdę to kapitan Liverpoolu potrzebował pocieszenia najbardziej ze wszystkich. Kiedy w 1988 roku, jako ośmiolatek przybył na Anfield Road, „The Reds” zdobywali właśnie swój 17. tytuł, a dwa lata później 18. Nie było wtedy w Anglii drużyny, która mogłaby się równać z Liverpoolem. Trudno było przypuszczać, że choć przez następne ćwierćwiecze Gerrard stanie się jedną z legend klubu, nigdy nie doczeka zaszczytu zdobycia tytułu mistrzowskiego. 30 maja skończy 34 lata.

Może trzeba było wybrać Manchester United? Jako nastolatek Steven był testowany przez klub z Old Trafford, ale postanowił wrócić do Liverpoolu. Od tamtej pory United był mistrzem Anglii 12 razy. Gerrard został kapitanem „The Reds”, ich symbolem, wytrwał w klubie całą karierę, mimo ofert z Chelsea, czy Realu Madryt. Nie znaczy to, że przeżył na Anfield wyłącznie rozczarowania. Największy wzlot zdarzył się 25 maja 2005 roku w Stambule w finale Champions Legue, który po pierwszej połowie liverpoolczycy przegrywali z Milanem 0-3. Gol Gerrarda w 54. min poderwał drużynę, która w cudowny sposób doprowadziła do remisu i zdobyła trofeum po serii rzutów karnych, których bohaterem był Jerzy Dudek.

Właśnie najdramatyczniejszy finał w historii Ligi Mistrzów przywoływano po poniedziałkowym horrorze z Cristal Palace na Selhurst Park. Na dwie kolejki przed końcem Liverpool miał tyle samo punktów co Manchester City (80), ale gorszą różnicę bramek, miał więc obowiązek wygrać oba mecze i liczyć na stratę punktów przez drużynę Manuela Pellegriniego.

– Nie wiem jak mogliśmy bronić tak źle. To jest nie do pojęcia – komentował końcówkę meczu na Selhurst Park trener Brendan Rodgers. – Sądzę, że szanse na tytuł przepadły.

Rodgers pracuje w Liverpoolu drugi sezon. W 2012 roku przeniósł się tam ze Swansea, z którą awansował do Premier League, i którą podczas jego kadencji nazywano „małą Barceloną”. Wprowadzony przez niego kombinacyjny styl gry bardzo posłuży „The Reds”. Planem na ten sezon był awans do Chempions League, który Rodgers wypełnił. Niespodziewanie stworzyła się jednak szansa na tytuł mistrzowski, pierwszy od 24 lat. Drużyna zaprzepaszcza ją jednak w końcówce rozgrywek: 10 dni temu przegrała z Chelsea na swoim boisku 0-2, a w poniedziałek straciła punkty z Cristal Palace.

Dziś może jednak nastąpić kolejny, niespodziewany zwrot. Gdyby Manchester City przegrał mecz z Aston Villą, rozpacz Suareza okazałaby się przedwczesna. Drużyna Pellegriniego może potknąć się też w niedzielę z West Ham United. Oba mecze gra jednak na Etihad Stadium. Do mistrzostwa wystarczą jej 4 pkt. Liverpool kończy sezon starciem z Newcastle.

Trudno będzie odżałować straconą szansę, bo obecny sezon w Premier League jest bardzo nietypowy. Dla najlepszej drużyny ostatnich lat Manchesteru United zakończył się katastrofą, następca Aleksa Fergusona David Moyes został zwolniony po 10 miesiącach pracy. Trudno sobie jednak wyobrazić, by kryzys na Old Trafford trwał długo.

Za rok mocniejsza będzie także Chelsea, która podobno już wykupiła Diego Costę z Atletico Madryt. „Problemem tej drużyny jest fakt, że nie ma napastników. Mamy jednego, który ma 32 lata, a może 35, kto to wie?” – ironizował jakiś czas temu Mourinho z Samuela Eto’o, nie zdając sobie sprawy, że jego słowa są nagrywane.

Dzięki remisowi Liverpoolu z Cristal Palace, Chelsea zachowała teoretyczne szanse na tytuł mistrzowski. Na kolejkę przed końcem ma 79 pkt, musiałaby jednak liczyć na same porażki MC i „The Reds”. Prawdopodobnie więc Mourinho zaliczy drugi sezon w karierze bez trofeum. Przed rokiem był zrozpaczony, gdy przytrafiło mu się to z Realem Madryt. Według Diego Torresa, dziennikarza „El Pais”, który opisał w książce madrycki etap „The Special One”, Portugalczyk marzył o tym, by być w Manchesterze United następcą Fergusona. Szkot wybrał jednak Moyesa, Mourinho wrócił do Chelsea, tylko dlatego, że Pep Guardiola wolał Bayern Monachium od oferty Romana Abramowicza.

Portugalczyk wiele razy powtarzał, że najlepiej czuje się w lidze angielskiej, a jego serce jest niebieskie jak barwy Chelsea. Ci, którzy znają chorobliwą ambicję Mourinho wieszczyli mu na Stamford Bridge wielki sezon. Tymczasem wygląda on dość mizernie. Z angielskich klubów Chelsea grała co prawda najdłużej w Champions League, ale odpadła w półfinale z Atletico Madryt. W czasie swojej niezwykłej kariery w Porto, Chelsea, Interze i Realu Mourinho rywalizował na tym etapie rozgrywek już 8 razy i tylko dwa razy wygrał (z Porto i Interem zdobywając potem główne trofeum). W ostatnich czterech latach zawsze docierał do półfinału Ligi Mistrzów i nigdy go nie przebrnął. Dlatego złośliwcy wymyślili mu nowy pseudonim „The Semifinal One”. Większość trenerów z topu wciąż może mu jednak zazdrościć osiągnięć w Lidze Mistrzów.



środa, 07 maja 2014, wod

Polecane wpisy

Komentarze
2014/05/07 15:27:28
W tym sezonie trzymałem kciuki za Liverpool. Grali bardzo fajną piłkę, z charakterem i pazurem. Niestety końcówka może być dla nich druzgocąca. City jest raczej zbyt solidną ekipą, żeby potknąć się w ostatnich spotkaniach. Z drugiej strony nie takie przypadki(wpadki) zdarzały się w tym sezonie.
W Hiszpanii jest jeszcze ciekawiej. Drużyny z Madrytu muszą rozsądnie dysponować siłami w kontekście zbliżającego się finału LM, a Atletico akurat nie ma szerokiej kadry, o czym wiele razy już się mówiło. Ciekawe, czy potknięcie z Levante może oznaczać przepalenie zespołu, czy było tylko wynikiem spotkania w Londynie? Paradoksalnie Real też nie będzie miał łatwo z Espaniolem, bo Vallecano powinni pokonać. Barcelona z kolei posypała się tak bardzo, że nawet jako jej kibic uważam, że nie zasługują na mistrza w tym sezonie.
Zabawne robią się spekulacje wokół katalończyków i przewidywanych transferów. Osobiście Nie chciałbym osłabiać drużyny sprzedając Pedro, czy Alexisa, o czym się mówi ostatnio. Z drugiej strony jeśli potwierdzą się plotki o sprowadzeniu Aguero, to w napadzie zrobi się za ciasno i przynajmniej Tello+Pedro/Alexis będą musieli odejść jeśli chcą coś pograć. Vidal może być ciekawą opcją w pomocy, przy starzejącym się Xavim i chimerycznym Fabregasie oraz w razie sprzedaży Songa(jak dla mnie konieczność). No i oczywiście sprzedaż Alvesa póki można coś zarobić na nim oraz sprowadzenie kogoś na jego miejsce plus jednego piłkarza na środek obrony. Ciekawa końcówka sezonu, ciekawe mistrzostwa i ciekawe okienko transferowe. Kibice nie powinni narzekać na rok 2014 ;)
-
2014/05/07 16:43:56
Jest ciekawie, to prawda, ale wszystkim powinno być szkoda Gerrarda. Drugiej takiej szansy mieć (chyba) nie będzie. Choć kto by się przed sezonem spodziewał, że do końca będą w grze o tytuł.
-
2014/05/07 17:05:41
Liverpool zaczął grać fajną piłkę dopiero w 2014. Oglądałem sporo angielskiej ligi w tym sezonie, i wcześniej, jesienią grali dość prostacki wyspiarski futbol.
Mimo to tak mi się spodobał Liverpool w tym roku, że też im życzyłem powodzenia. Trzeba jednak pamiętać, że piłka którą prezentowało City w pierwszej części sezonu była spektakularna, i zasługują na ten tytuł.
-
2014/05/07 20:31:31
Hehe, tyle narzekania było, że pan Darek pisze tylko o hiszpańskiej piłce, a jak napisał o innej, to dyskusji prawie nie ma ;)
-
2014/05/07 20:38:43
@czerstwy_daktyl
Nie ma okazji na gównoburze Real vs Barcelona to nie ma tematu.
-
2014/05/07 22:41:11
Nie ma dyskusji bo ta notka praktycznie wyczerpuje temat.

Jedyne czego w tej notce brakuje to paru linijek o Giggsie i chociażby tym, że wprowadził na boisko sam siebie w ostatnim meczu ;)
Że to również człowiek legenda nie mniejszy od Gerrarda - i to wszystko.
Dawno nie było tu notki która by tak wyczerpywałą temat i którą czytałoby się tak nostalgicznie ? sentymentalnie ? A przy tym tak gładko.


-
2014/05/07 23:13:21
co Real odwalił w te 4 dni ... kabaret. Gdzie są napastnicy ? I do tego jeszcze znwou coś nie tak z Ronaldo. Teraz już na pewno mogą sobie odpuścić ligę i skupić się na tym finale LM
-
2014/05/07 23:22:23
@rookie10
No, kabaret. Żaden piłkarz nie grał dzisiaj dobrze, wejście Marcelo za Benzemę przy 1:0 to jakiś żart, wejście Illary przy 1:0 to jakiś żart, a poziom Moraty to największy żart ze wszystkich, w takich sytuacjach jak dzisiejsza naprawdę widać, jak wielką stratą była kontuzja Jese.
-
2014/05/07 23:23:09
wszyscy razem HaŁa Madrid.

Jak dla mnie Real powinien do końca sezonu grać z ilością kibiców adekwatną do ilości pikników obecnych na meczach towarzyskich naszych białych orłów (nie nie tych madryckich a tych Polskich zwanych reprezentacją) bo poziom trzymają ten sam.

-
2014/05/07 23:36:05
Co by nie pisać, atak nie grał dzisiaj nic, w sumie już z Valencią było podobnie, jedynie CR coś próbował. Morata do wypożyczenia, nie nadaje się na całe mecze, jedynie na końcówki ( 15-20 min ). Illara to jakieś totalne nieporozumienie. Gdyby jeszcze przyszedł z innej ligi i musiał się aklimatyzować ... to może bym zrozumiał. Chłop jest 30 razy droższy jak taki Casemiro i przynajmniej z 3 razy słabszy. Tak jak pisze Czerstwy, w takim momencie wychodzi kontuzja takiego grajka jak Jese. Benzema jest dziwny, gra 2 bardzo dobre mecze, a w dwóch kolejnych ćwiczy chyba styl ninja ... nie widać go na boisku ... no cóż, ligę jak dla mnie przegrali w niedzielę z Valencią. Może dobrze, że nie ma już złudzeń, niech się skupią na LM i dobrym leczeniu nieobecnych / kontuzjowanych.
-
2014/05/07 23:39:41
Swoją drogą Barcelona "w kryzysie" ma poważne szanse na mistrza, niezłe jaja :D
sport.pl
Dariusz Wołowski: Piszę o piłce, o sporcie, o tym co wpadnie mi do głowy
top | © Agora SA | design by kate_mac